Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Uzdrawiające potwierdzenie
Próbuje sobie zarysować w wyobraźni obraz historii ewangelicznego Bartymeusza i przypomina mi się historia pewnej kobiety. Była to jedna z moich pierwszych spowiedzi, zaraz po święceniach. Starsza kobieta wyznała, że ostatni raz spowiadała się przeszło 50 lat temu. Sposób, w jaki została potraktowana, zraniło ją na całe życie. Długo musiała czekać, aby przełamać swój opór i ponownie się wyspowiadać. Choć nie przestała wierzyć i chodziła na mszę, nie korzystała jednak ze spowiedzi. Nie z lęku przed Bogiem, ale z lęku przed człowiekiem.
Każdy człowiek, a zwłaszcza ksiądz, przed którym inni odsłaniają życie, musi pamiętać, że przychodzący nie jest jego własnością. Kapłan ma władzę potwierdzenia Bożego przebaczenia, ale nie ma władzy nad człowiekiem. I nie ma prawa przez słowa czy gesty w jakikolwiek sposób okazać, że rozporządza nami i naszym życiem. Jezus w wieczerniku nie z pozycji tronu ale jako uniżony sługa obmywa uczniom stopy. To penitent jest panem w trakcie sakramentu pojednania. On decyduje, czy chce i jest gotowy być obmyty miłosierdziem. Spowiednik nawet wówczas, a może właśnie szczególnie wtedy, gdy nie może udzielić rozgrzeszenia, musi z największą delikatnością pokazać i cierpliwie wytłumaczyć, że to jeszcze nie ten czas. Można w taki sposób uzasadnić brak rozgrzeszenia, że spowiadający się rozumie swoją sytuację i nie odchodzi od konfesjonału jak zbity pies. Możemy komuś zamknąć serce jeszcze bardziej i zrazić nawet na całe życie lub zapalić serce pragnieniem przejścia drogi, która z czasem skończy się pełnym pojednaniem z Bogiem.
Każdy człowiek potrzebuje potwierdzenia. Dziecko, którego we własnym domu nie miało potwierdzenia od najbliższych w sposobie komunikowania się z nim przez słowa i gesty, wchodzi w dorosłe życie w jakiś sposób upośledzone – nie wierzy w siebie, ma mniejszą siłę przebicia.
Ewangelia mówi, że wielu nastawało na niego (Bartymeusza), żeby umilkł. Kto chce żeby umilkł?Tłum, w którym jedni są egoistycznie zajęci własnymi potrzebami, a inni zdradzają jedynie swoją ciekawość względem osoby Jezusa? A może uczniowie, którzy nie chcą przemęczać Mistrza (a może uczciwiej powiedzieć, że sami mają dość już na dziś)? Na różne sposoby możemy komuś zamknąć usta, by nie słyszeć bólu i wołania o pomoc. Czyjeś nieszczęście, to dla nas często dyskomfort. Ono nas niepokoi, jest zawsze jakimś wyrzutem. Boimy się, może czujemy się bezradni, brak nam wyobraźni albo po prostu nie mamy w sobie na tyle współczucia, by inni nas obchodzili?
Spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność za siebie nawzajem.
Pod wpływem Jezusa, ktoś jednak w tłumie usłyszał wołanie Bartymeusza i skierował się do niego ze słowem nadziei: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. Samo potwierdzenie ze strony człowieka jest zawsze jednak nie wystarczające. Nikt, nawet najbardziej dojrzale kochający, nie ma takiej siły w sobie, by nas potwierdzić zupełnie i ostatecznie. Ludzie odchodzą, zmieniają się, umierają… Człowiek to jedynie źródełko, a my potrzebujemy Źródła. Potrzebujemy potwierdzenia ze strony Boga. Ten, który nas stworzył, nas zna i tylko on nas może potwierdzić całościowo i na zawsze, bo Jego dary i wezwania są nieodwołalne.
Ten, który może współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą, przynosi potwierdzenie Ojca, które sam ma od Niego: Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale /uczynił to/ Ten, który powiedział do Niego: Ty jesteś moim Synem, jam Cię dziś zrodził.
Bartymeusz, z powody swojej ślepoty, nie może zobaczyć Jezusa, ale Jego serce jest wyczulone na Jego obecność. To jest ważniejsze, być mieć wyczulone oczy serca, by przejść od Jezusa przed oczyma i na ustach do Jezusa w sercu. Uczniowie i wszyscy otaczający Jezusa widzą fizycznie Pana, ale nie potrafią go dostrzec sercem w wołającym Bartymeuszu. Spojrzenie Chrystusa może przybierać wielorakie rysy: to oblicze pielgrzyma z Emaus, ogrodnika, Marii Magdaleny, mojego sąsiada z ulicy. Bóg wcielił się po to, by człowiek kontemplował Jego Oblicze w każdej twarzy – pisał Evdokimov.
Święty Anzelm pisał w XI wieku: Prawdo... Jesteś odległa od mojego spojrzenia, który jestem tak bliski Twojemu spojrzeniu. Jesteśmy jak Bartymeusz, a może jak uczniowie czy tłum. Z różnych powodów nasz wzrok jest zbyt słaby i zraniony, by Boga zobaczyć. Ale chociaż Bóg nam się wymyka, jednak nie zmienia to faktu, że bezustannie jesteśmy bliscy spojrzeniu Ojca. Św. Paweł głosi: Albowiem Bóg, ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na Obliczu Chrystusa (2 Kor 4, 6). Przyjrzyjmy się zatem spojrzeniu Jezusa… Wzrok Jezusa przywraca nam wychodzące z dobroci Ojca spojrzenie błogosławieństwa, w którym nasz grzech nie był w żadnym sensie przewidywany – pisał mój współbrat, J. M. Garrigues OP, w książce Bóg, w którym nie ma idei zła.
Nie przypadkowo podczas Liturgii diakon lub kapłan okadza również wiernych. Tym gestem Kościół pozdrawia obraz Boży w ludziach, naśladując swego Pana, który nieustannie pochyla się ku ziemi, odnajdując swój obraz w człowieku ( Mikołaj Kabasilas).
Nie pozostaje nam nic innego jak czuwać. Choć zmysły, serce, umysł zawodzą i często nastają na nas, byśmy zamilkli, wiara rozpoznaje i woła: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się na de mną. Jego nadejście jest pewne. Przyjdzie, by nas - zmęczonych pośród codzienności – odnaleźć, usłyszeć i uzdrawiająco potwierdzić.
Tak kiedy w tłumie ujrzysz nagle kogoś
na rogu Świętokrzyskiej i czekając na zielone światło
jest cały jasny i promienny
w otoku nieznanego światła
zapragniesz biec ku temu wszystkiemu co było
Tak spotkasz tego kto jest Panem
wmieszany w tłum da ci się poznać
po tej światłości którą zarzuci na niego
tak długo czekająca
Anna Kamieńska, Tak kiedy w tłumie
« powrót
4 komentarze
-
2009-10-29
telka
dziękuję za to Słowo, dobrze jest uświadomić sobie, że w spowiedzi Pan Bóg sam upomina się o moją go...
dziękuję za to Słowo, dobrze jest uświadomić sobie, że w spowiedzi Pan Bóg sam upomina się o moją... » -
2009-10-28
Owieczka
Ocena:



Piękne
Tak, ignorancja, arogancja ,i nasze rozbudowane ego przesłaniają Boga. Pokora i zrozumienie gdzie... » -
2009-10-27
Kasia (Sz)
Trafna uwaga, że boimy się spowiedzi z lęku przed człowiekiem a nie przed Bogiem. Sama skorzystałam ...
Trafna uwaga, że boimy się spowiedzi z lęku przed człowiekiem a nie przed Bogiem. Sama... »
Miłość posiada twarz, a odsłania się całkowicie w Chrystusie. Spojrzenie Jezusa to "jakaś nowa nauka z mocą" (Mk 1, 27b) - spojrzenie tak mocne miłością, że lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło - mówi aklamacja przed dzisiejszą ewangelią. Najwznioślejsza nawet i najbardziej uzasadniona nauka Kościoła pozostaje wyłącznie moralizującą połajanką a orędzie dobrej nowiny jedynie tanim pocieszaniem jeśli im nie towarzyszy żywe doświadczenie mocy spojrzenia Chrystusa. Ono dociera to najbardziej dramatycznego mroku niewiary człowieka, której same radykalne poglądy ludzi Kościoła nie są w stanie przełamać.
... więcej »
"NIEOBECNOŚĆ NAM OBCA" - śpiewała zmarła tydzień temu Cesaria Evora. I gdy dalsze słowa piosenki mówią:
"Ale bez lęku
Podróżuje tylko w myślach
Jestem wolny
Tylko w moich snach
W najgłębszych marzeniach
Chronisz mnie
Kochasz, tylko tam..."
my chrześcijanie wierzymy, że "nieobecność nam obca" w realnym życiu, skoro Mesjasz Pan, to Emmanuel - Bóg jest już z nami na zawsze!
Ewangelia nazwała Jana Chrzciciela, idąc za proroctwem Izajasza, głosem wołającym na pustyni. Święty Augustyn tłumaczy, że jest to głos przerywający milczenie - dźwięk niosący Słowo.
















