Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Wszystkich Szczęśliwych
Błogosławieni, święci, piękni, szczęśliwi... to perspektywa zarysowana dla każdego. Jezus to nie radykalny nauczyciel, który swoje orędzie redukuje do powinności. On roztacza przed człowiekiem wytęsknioną, choć często wydawałoby się nieosiągalną na miarę naszych pragnień, nadzieję na szczęśliwe spełnienie.
Zaproszenie to wymaga nie tyle uległego podporządkowania, co zaufania: ci, którzy pokładają nadzieję (w Chrystusie) uświęcają się (św. Jan).Klimat zaufania jest zawsze konieczny do tego, aby dojrzewała miłość, a ona jest kluczem do życia szczęśliwego. Stąd zaproszenie Chrystusa zaczyna się od zapewnienia: popatrzcie jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani synami Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Miłość wychowuje, twórczo przekształca, rozwija, ubogaca, stąd dalsze zapewnienie: jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jako jest.
Obietnica Jezusa wydaje się jednak dość paradoksalna: szczęśliwi, ale ubodzy, płaczący, prześladowani… Jakby nie pasuje do naszych oczekiwań. Nie tego oczekujemy! Chrystus po prostu jest uczciwy i nie ukrywa przed nami tego, że droga do szczęścia wiedzie przez moje „tu i teraz”. Muszę się wpierw zmierzyć z moim dziś, na które składa się także doświadczenie braku, niepełności. Jestem jednak dzieckiem Boga i ufając mogę się w tej drodze skryć w Tym, który sam przeszedł przez pustkowie, choć sam w sobie pustki żadnej nie ma. Jako ubodzy, tzn. ci, którzy są u Boga, możemy się okryć Pełnią Chrystusa, który zwycięsko, mocą całkowitego daru z siebie, sam przeszedł przez krainę niezrozumienia, opuszczenia, bólu, pokusy i śmierci.
Bo się ziemia wzdryga, bo już śnieg czernieje
I zawija się w gęstą zawieję
Dzisiaj nic nie wiemy. Tylko mróz czujemy
Ernest Bryll, Co w nas spełnione…
W roku Jubileuszowym 2000 byłem razem z duszpasterstwem szkół średnich „Rejs” na Światowym Dniu Młodzieży w Rzymie. Dostrzegłem wówczas w twarzach młodzieży i komentarzach może nie od razu zrozumienie, ale zaufanie dla słów papieża, który mówił: Może od was Bóg nie zażąda przelania krwi, ale wierności Chrystusowi z pewnością tak! Wierności, której trzeba dochowywać każdego dnia. Mam na myśli narzeczonych i trudności, które sprawia w dzisiejszym świecie życie w czystości w oczekiwaniu na małżeństwo. Mam na myśli młodych małżonków i próby, na które jest narażona ich wzajemna wierność. Mam na myśli relacje między przyjaciółmi i pokusę nielojalności, która może się wkraść między nich.
Szczęście jest trudne, bo wymaga odważnego spojrzenia poza siebie i czasu, jako daru dla drugiego. Szczęście nie ma nic wspólnego z kiczem. Kicz zwraca na siebie uwagę, kusi, ale pod pretensjonalną powierzchownością kryje nie piękno lecz pustkę. Piękny jest Bóg, piękne jest dobro. Św. Augustyn pisał: W tej samej mierze, w jakiej wzrasta miłość, wzrasta i piękność; albowiem miłość jest pięknością duszy.
Życie ukierunkowane jedynie na siebie kusi sukcesem, ale nie obiecuje, że każdemu się uda. Nie każdy sprosta aspiracjom, nie każdy znajdzie w sobie taką siłę przebicia, a może i bezczelność, by do celu dążyć za wszelką cenę. Ile trzeba się natrudzić, by wyeliminować konkurentów, którymi mogą okazać się współpracownik, współmałżonek, dzieci, wreszcie Bóg. Sukces żąda ofiary czasu, może go zatem zabraknąć dla najbliższych. Po latach, sukces zostanie osiągnięty, ale wartości i najbliżsi będą poza jego horyzontem. Ceną, którą przyjdzie zapłacić w zamian za to, że „się udało”, może być piekło samotności – pustka po tych, których się kochało, a którzy się na „moje życzenie” się oddalili. Rosyjski, emigracyjny teolog Paul Evdokimov pisał, że piekło, to miejsce gdzie nie krzyżują się żadne spojrzenia; piekło nie zna żadnego „naprzeciwko”.
Dlaczego obietnice Jezusa są prawdziwe, dlaczego można Mu zaufać? Patrząc po ludzku, nie osiągnął sukcesu, ale ofiarując się, zapłacił życiem za to, co obiecał. Zwyciężył śmierć i pustkę, które stoją na drodze do błogosławieństwa. Wcześniej jednak sam stał się ubogim w Panu, cichym, płaczącym, sprawiedliwym, miłosiernym, prześladowanym, czystego, tzn.nie podstępnego serca. Błogosławiony, Święty, Najpiękniejszy z synów ludzkich, Szczęśliwy…, który przyszedł w Imię Pańskie.
« powrót
3 komentarze
-
2009-11-06
Blanket
Ocena:



Zaufanie i tylko zaufanie musi nas wieść do miłości.św Tereska
Uraczył mnie bardzo ten ostatni wpis,dziękuję ,jest naprawdę piękny i zachowam go... » -
2009-11-05
V
Dziękuję...
Dziękuję » -
2009-11-04
Anna
Burzyć by żyć w Panu
Każdy z nas tu i teraz ma swe własne bastiony,swe własne masywy wad, złych nawyków,... »
Miłość posiada twarz, a odsłania się całkowicie w Chrystusie. Spojrzenie Jezusa to "jakaś nowa nauka z mocą" (Mk 1, 27b) - spojrzenie tak mocne miłością, że lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło - mówi aklamacja przed dzisiejszą ewangelią. Najwznioślejsza nawet i najbardziej uzasadniona nauka Kościoła pozostaje wyłącznie moralizującą połajanką a orędzie dobrej nowiny jedynie tanim pocieszaniem jeśli im nie towarzyszy żywe doświadczenie mocy spojrzenia Chrystusa. Ono dociera to najbardziej dramatycznego mroku niewiary człowieka, której same radykalne poglądy ludzi Kościoła nie są w stanie przełamać.
... więcej »
"NIEOBECNOŚĆ NAM OBCA" - śpiewała zmarła tydzień temu Cesaria Evora. I gdy dalsze słowa piosenki mówią:
"Ale bez lęku
Podróżuje tylko w myślach
Jestem wolny
Tylko w moich snach
W najgłębszych marzeniach
Chronisz mnie
Kochasz, tylko tam..."
my chrześcijanie wierzymy, że "nieobecność nam obca" w realnym życiu, skoro Mesjasz Pan, to Emmanuel - Bóg jest już z nami na zawsze!
Ewangelia nazwała Jana Chrzciciela, idąc za proroctwem Izajasza, głosem wołającym na pustyni. Święty Augustyn tłumaczy, że jest to głos przerywający milczenie - dźwięk niosący Słowo.
















