Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Rabin i wdowi grosz
Jako wierzący nie mogę przewidzieć swego losu tu na ziemi, jak każdy śmiertelnik, ale oczyma wiary dostrzegam w niepewności jutra Oblicze kochającego Boga. Nie mogę odgadnąć nadchodzących dni, ale wiem, że tam już Ktoś kochający czeka i troszczy się o mnie. Chrystus jest moją przyszłością!
Jezus przyglądał się jak wszyscy wrzucali do skarbony z tego co im zbywało. Czynili tak, by zachować, kontrolowane przez siebie, staus quo. Niewiele kosztującym gestem jak gdyby zamierzali przekupić Boga by pobłogosławił, ale „broń Boże” nie odebrał nic z pieczołowicie wypracowanego i chronionego przed innymi „szczęścia”. Uboga zaś wdowa wrzuciła do skarbony wszystko, co miała, czyli całe zatroskanie o swój los. Ofiarowała swoje dziś i jutro. Ufnością wyraziła autentyczną tęsknotę człowieka wierzącego na przyjęcie Bożych obietnic i błogosławieństwa. Za czym zaś tęsknisz, tego jeszcze nie widzisz, gdy jednak tęsknisz, wówczas stajesz się podatnym do przyjęcia tego, co zobaczysz, gdy nadejdzie… I kiedy zamierzasz napełniać jakikolwiek pojemnik, a wiesz, że sporo tego, co trzeba będzie włożyć, wtedy poszerzasz sakwę, worek, bukłak czy cokolwiek innego – pisał św. Augustyn.Uboga wdowa musiała mieć bardzo rozszerzone tęsknotą serce skoro tak bardzo zawierzyła. Jednym gestem zrezygnowała z możliwości jakiegokolwiek kreowania swojej przyszłości.
Miał twarz podłużną, bladą, obramowaną, krótką, rzadką brodę, przetykaną wieloma już siwymi włosami. Pejsy utrefione w małe loki. Na wąskich, ledwo spod wąsów widocznych wargach błąkał się uśmiech pełen bólu. Z uwagą przysłuchiwał się czytaniu Tory… Rozległ się głos zastępcy przełożonego gminy: „Niech rabaj Jeszua ben Josef stanie do odczytania Tory”. A więc obdarzono go honorowym tytułem, należnym wielkiemu uczonemu. Rabbi podniósł się ze swego miejsca. Lekko i ostrożnie uwolnił się od dzieci, które nie chciały go opuścić. Obdarzył je pogodnym uśmiechem i po raz drugi pobłogosławiwszy je, wstąpił na bimę, aby odczytać wyznaczony mu urywek Tory. Podano mu talit. Rabi owinął się nim i szeptem odmówił stosowne błogosławieństwo, przeczytał fragment Tory, po czym odmówił następne błogosławieństwo i zszedł z bimy. Wszystko odbyło się zgodnie z przepisami zakonu.
Kiedy czytanie Tory dobiegło końca, rabi Nikodem podszedł do męża z Nazaretu i poprosił o wygłoszenie kazania. Wstąpił on zatem po raz wtóry na bimę, owinął się jak wprzódy talitem i cichym głosem odmówił modlitwę. Podszedł następnie do zastępcy przełożonego, który trzymał rodały, wziął je i usiadł na krześle Mojżesza. Było ono na stałe wmurowane w podłogę bimy… Rabi położył rodały na kolanach i rozpoczął kazanie…
Szybko jednak dostojni spostrzegli się, że mają przed sobą zupełnie innego rabiego. Ale czy to na pewno rabi? A może właśnie on jest ucieleśnieniem największej nadziei Izraela? Nadziei, która ma się teraz spełnić?Przecież z jego ust padły słowa, jakich od czasów Mojżesza nie słyszeliśmy… Zdawało się, że oto za chwilę Bóg uniesie nas ku bramom nieba, a one natychmiast otworzą się u ujrzymy blask majestatu, którego z takim utęsknieniem wypatrywaliśmy od lat…
Widawski rabin pokochał aż po śmierć Świętą Torę, oddając swoją i tak niepewną, ziemską przyszłość Bogu. Z całego swojego serca i z całej swej duszy przylgnął do Świętej Księgi, w której - ufajmy - ujrzał oczekiwanego Mesjasza.
Jest taka krótka opowieść hasydzka o rabbi Dawidzie Mosze z Czortkowa. Pewnego razu miano poświęcić w bożnicy nowy zwój Tory. Rabbi Dawid Mosze trzymał go w rękach i cieszył się nim. Ponieważ widać było, że wielki zwój jest bardzo ciężki, jeden z chasydów podszedł do rabbiego i chciał go od niego wziąć. „Kiedy już się go trzyma – rzekł rabbi – nie jest ciężki”.
Ufam, że rabbi Mordechaj z Widawy, który do końca niósł Torę, w rabbim Jeszule z Nazaretu rozpoznał oczekiwanego Mesjasza, który ogołocił samego siebie… stawszy się posłusznym aż do śmierci. Tego, który wrzucił do skarbony swoje życie, jako zapłata za nasz wykup z otchłani śmierci. Tego, który jako wypełnienie Tory, na Ostatniej Wieczerzy klęknął przed uczniami, objął czule ich stopy i wydał się na całopalną ofiarę (holokaust).
« powrót
50 komentarzy
-
2009-11-22
Kasia (Sz)
O Nachmanie
http://www.jewish.org.pl/index.php?Itemid=66&id=1162&option=com_content&task=view » -
2009-11-16
o.Maciej Biskup
Rabin, Tora i... Herbert
"Pan Cogito szuka rady" "Tyle książek słowników opasłe encyklopedie ale nie ma kto poradzić... » -
2009-11-15
Kasia (Sz)
Precyzując
Jeśli napisałam "pomaga [cytat] w zwątpieniu" to znaczyło, że to zwątpienie rozwiewa:), nie... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

















