Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Horyzont szczęścia
Po jednemu wsadzali nas do łódki, która
Spanikowałem nagle, czując jak niepewna,
Chwiejna jest sama łódka, Co było poręką –
Pełna sterowność, wyporność i lekkość –
Mnie przeraziło. I przez całą drogę,
Kiedyśmy równo, spokojnie płynęli
Po cichej głębi przezroczystej wody,
Czułem, jakbym spoglądał z innej łodzi, która
Płynie wysoko w powietrzu, i widział,
Jak ryzykownie wchodzimy w poranek, …
[…].
Seamus Heaney, Widziane
Szczęśliwi ci, którzy w swojej biedzie, płaczu, niesprawiedliwości… skryli się w Bogu. Błogosławieni, bo zaufali Bogu, który poszerza wyobraźnie… spojrzeli poza swój ból i odkryli, że w doświadczeniu braku zostają w nas wydrążone głębsze pokłady, niż uważaliśmy to za możliwe, głębie, które potem w życiu wiecznym okażą się rezerwuarami większego szczęścia, źródłami jeszcze bardziej wydajnymi (H. U.Balthasar).
Biada zaś tym nieszczęśnikom, którzy bezkrytycznie uwierzyli w swój sukces. Biedni wszyscy zamknięci w więzieniu swojej niezależności, bo nie mogą szczęśliwie odkryć, że brak może otwierać na drugiego: na człowieka i na Boga. Człowiek zbyt silny nie może otworzyć się na miłość, zamyka się w swojej sile jak w twierdzy. Nie potrafi się poddać (A. Kamieńska).
Rozmyślając dziś o błogosławieństwach, warto mówić o tych, którzy potraktowali je poważnie i w nich znaleźli swoje schronienie i wyzwolenie. Przygotowując się do niedzielnej homilii, przypomniałem sobie o świadectwie luterańskiego pastora i męczennika Dietricha Bonhoeffera. Fakt, nie mógł zostać kanonizowany przez Kościół, ale ufam że po tamtej stronie Pan Bóg poradził sobie z pewnymi wyznaniowymi brakami proceduralnymi. Warto wspomnieć, że w 2000 roku na spotkaniu młodych w Rzymie, na Tor Vergata, Jan Paweł II wspominał razem męczenników różnych wyznań chrześcijańskich. W jednym ze swoich ostatnich wierszy Bonhoeffer napisał w lecie 1944 r. w celi więziennej:
Kim jestem? Często mówią mi, że
wychodzę z mojej celi
opanowany i pogodny, i mocny
niczym pan ze swojego zamku
Kim jestem? Często mówią mi, że
rozmawiam z moimi strażnikami
swobodnie i życzliwie, i jasno,
jakbym władał nad nimi.
Kim jestem? Często mówią mi, że znoszę dni nieszczęścia
spokojnie, z uśmiechem i dumnie,
niczym ktoś do zwycięstwa zwykły.
Czy jestem naprawdę tym, co inni o mnie mówią?
A może jestem tylko tym, co sam wiem o sobie?
Niespokojny, tęskniący, chory, niczym ptak w klatce,
z trudem oddycham, jakby dławiło mnie coś w krtani,
pragnę kolorów, kwiatów, głosu ptaków,
oczekuję słowa dobrego, bliskości człowieka,
drżę przed gniewem despotyzmu i upokarzającymi zniewagami,
w bezustannym oczekiwaniu na wielkie sprawy
bezsilny trwożę się o przyjaciół w nieskończonej dali,
zmęczony jestem i brak mi pragnienia modlitwy, myślenia, działania,
skończony i gotowy rozstać się ze wszystkim?
Kim jestem? Tym czy tamtym?
A może dzisiaj jestem jednym, a nazajutrz drugim?
A może tym i tym zarazem? Przed ludźmi obłudnikiem,
przed sobą wzgardzonym wrażliwym cherlakiem?
A może, co we mnie jeszcze zostało, podobne jest do rozbitej armii,
która w panice ucieka z pola już rozstrzygniętej bitwy?
Kim jestem? To wewnętrzne pytanie kpić ze mnie może.
« powrót
5 komentarzy
-
2010-02-17
Kasia (Sz)
Asertywność to dla mnie umiejętność kulturalnego powiedzenia "nie" zwłaszcza kiedy czujemy, że nas...
Asertywność to dla mnie umiejętność kulturalnego powiedzenia "nie" zwłaszcza kiedy czujemy, że... » -
2010-02-16
M.
Re: Re: asertywność? mozliwa?
Dziękuję za odpowiedź :-) » -
2010-02-16
Beata
Ocena:



Re: asertywność? mozliwa?
Asertywność, w dzisiejszym tego słowa powszechnym znaczeniu, jakoś źle mi się kojarzy - ze... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.
















