Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Powroty
Wielki Post i wielkie powroty. Ale powroty gdzie? Nie gdzie, ale do kogo! Gdy medytujemy w tym czasie nad przypowieścią o Synu marnotrawnym, nie możemy nie zauważyć, że Jezus opowiada o wracaniu: do Ojca, do swego brata, ostatecznie do samego siebie.
Ten, kto sądzi, że skończył, jest skończony. Jakież to prawdziwe. Ci, którzy sądzą, że zakończyli podróż, zgubili drogę. Ci, którzy sądzą, że osiągnęli cel, zgubili go. Ci, którzy sądzą, że są święci, są demonami. Ciągle tęsknić, czekać, żywić nadzieję, oczekiwać - oto istota życia duchowego – pisał ks. Henri Nouwen.
Człowiek może się spełnić i być szczęśliwy tylko w relacji do kogoś - tacy zostaliśmy stworzeni, na obraz i podobieństwo Boga, który jest relacją Trzech Osób. Nawracanie musi się wiązać zawsze z kimś. Nie można się nawrócić jedynie na coś, z czegoś… to zbyt horyzontalna perspektywa. Jeśli osoba jest tajemnicą, a Bóg nieskończoną, to nawracanie nie ma końca, bo miłość zawsze ma jeszcze coś do dania z siebie i do odkrycia dla siebie w drugim.
Powrócić:
Do Boga, który jest moim Ojcem. Wstanę i pójdę do mojego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i przed obliczem twoim… (tłum. R. Brandstaettera). W pierwszej prefacji eucharystycznej Wielkiego Postu na dzień powszedni słyszymy zachętę, aby gorliwie oddając się modlitwie i dziełom miłosierdzia, przez uczestnictwo w sakramentach odrodzenia osiągnęli pełnię dziecięctwa Bożego…
Nie chodzi chyba o to, żeby egocentrycznie sobie udowodnić na koniec okresu pokuty, że dałem radę. Bo jeśli myślę w odniesieniu tylko do siebie, że „dałem sobie radę”, bo się wymodliłem, odpokutowałem, to znaczy, że jednak nie poradziłem sobie, pozostając zamknięty na to, co najważniejsze. Mam się zmienić dla Kogoś, wiedząc, że ostatecznie tylko On może mnie naprawdę przemienić według swego zamysłu i wyboru z przed założenia świata.
W przypowieści o Synu Marnotrawnym jest też starszy syn, który fizycznie nigdzie nie musi wracać, choć mentalnie daleko jest od swego ojca: na to rozgniewał się i nie chciał wejść do domu. Nie wie, że jest kochany, nie ufa i stąd czyni ojcu wyrzuty… w końcu wezbrały w nim do ostateczności długo skrywane uczucia: tyle lat ci służę i nigdy nie wykroczyłem przeciw twoim rozkazom. Ty jednak nigdy nie dałeś mi koźlęcia, bym się weselił z moimi przyjaciółmi… Długo będzie musiał wracać do ojca z krainy wyrzutów, żalu, smutku, wściekłości… Jest sprawiedliwy… ale z dala od ojca.
Bracia, młodszy i starszy, wracając do ojca, muszą dostrzec w końcu także siebie, przebaczyć sobie, przyjąć. Wyobraźmy sobie rozżalonego starszego brata. Pewnie na młodszego brata nie ma zamiaru spojrzeć i myśli sobie „ten pogardził kiedyś domem, ojcem, mną, roztrwonił pieniądze i dobre imię, a teraz jest przyjmowany jak pan!”. Czeka go długa droga powrotu do brata by wraz z nim weselić się i świętować, skoro… umarł był, a ożył. Zaginął, a odnalazł się. Ludzie powinni ciągle na nowo się odnajdywać, bo są od siebie w tylu sprawach bardzo daleko, nie rozumieją się, są sobie obojętni. Trzeba nawrócić się z krainy, gdzie są jacyś oni, nie nasi i powrócić do domu, gdzie nikt nie już obcy. A ty nawróciwszy się, utwierdzaj swoich braci (Łk).
Wracając autentycznie do Pana Jezusa, nie można nie wracać do siebie nawzajem, choćby tylko i aż… z żalu, złości, goryczy, celebrowania własnych ran. W Wielkim Poście lepiej zjadać mięso, niż nie chcieć zaprzestać pożerania innych!
Wrócić do siebie, to pokonać żal, rozżalenie, smutek, które zatruwają nasze życie. Nouwen pisał: Rozżalenie jest bardzo realnym wyborem. Wielu ludzi je wybiera. Seria strat łatwo wywołuje rozczarowanie, złość zgorzknienie… Im bardziej się starzejemy, tym mocniej możemy odczuwać pokusę, by powiedzieć „życie mnie oszukało. Nie ma dla mnie przyszłości, nie ma żadnej nadziei…” Rozżalenie jest jedną z najbardziej niszczących sił w naszym życiu… może stać się sposobem życia.
Wielki Post to czas zmagania się z samym sobą na pustyni. Ale na niej zmaga się też i to w moich pokusach sam Chrystus. Przy Chrystusie, który czuwa nade mną, sam na sam ze sobą mam rozstrzygnąć, kim naprawdę jestem. W ciszy możemy wyznać i stanąć wobec przepaści między głębią naszego istnienia, którą konsekwentnie lekceważymy, a jego powierzchnią, która jest niewierna naszej własnej rzeczywistości (T. Merton), abym odkrył szczęśliwie, że nie jestem stworzony przez innych ludzi, lecz przez Boga. Nie muszę się więc osądzać przez porównanie z innymi ludźmi: kiedy znowu zaczynasz w duchu porównywać, powinieneś znaleźć "pusty czas" na medytację, w ten sposób przerywając błędne koło twoich jałowych rozważań i wkraczając w głębię własnej duszy. Tu spotkasz się z Tym, który był, nim przyszedłeś na świat, który kochał cię, nim ty mogłeś kochać, i który dał ci twoje własne "ja", nim możliwe było wszelkie porównanie (H. Nouwen).
« powrót
4 komentarze
-
2010-02-27
Anna
Re: Trwanie
Ks.J.Twardowski pisał: Żeby wrócić Można mieć wszystko żeby odejść czas młodość wiarę... » -
2010-02-27
Michał
Trwanie
Ostatnio coraz częściej słyszę o drugim bracie. Kiedyś nim byłem. Z różnych powodów, w tym... » -
2010-02-26
Kasia
inspirujący i trafiający tekst :)...
inspirujący i trafiający tekst :) »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

















