Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
"Biała wstążka"
W ostatnim tygodniu głosiłem rekolekcje dla Liceum Plastycznego w Warszawie. Po ich zakończeniu postanowiłem wybrać się na zaległy film Michaela Haneke Biała Wstążka. Reżyser przygląda się społeczności niemieckiej tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej, osadzając akcję w małej protestanckiej wiosce na północy Niemiec.
Pierwszy jest poglądowy. Filmowy obraz zwraca uwagę na problem wychowania. Jego klimat odtworzony na przykładzie pruskiej i protestanckiej wsi drugiej dekady XX wieku, daleki mi się wydał od wizji, którą próbowałem zarysować licealistom. Poruszałem m.in. temat wolności, który dla młodych ludzi wchodzących w dorosłość wydaje się oczywisty. Starałem się ukazać ją jako nieodzowną przestrzeń w celu autentycznego i świadomego dojrzewania. Zdrowa doza okazywanego zaufania generuje w osobie dorastającej niezakłamane postawy a eliminuje ukrywanie się za pomocą uników i masek. Pomaga wreszcie dobrze się poznać i zbudować trwałe poczucie swojej wartości, szacunek dla drugiego, a wreszcie uczy odpowiedzialności.
Biała wstążka kończy się jakby bez ostatecznego rozwiązania zagadki przewijającej się w fabule i pełna niedomówień. Ale o tym właśnie jest chyba film: dorośli niewiele rozmawiają ze swoimi dziećmi i nie za bardzo chcą, czy też nie potrafią wczuć się w osobliwy świat dziecięcych uczuć. Wydawanie poleceń i ewentualne karanie w przypadku nie wywiązywania się z obowiązków są podstawowymi formami komunikacji. Ciepło rodziców zastąpione jest surową troską, chorą wręcz i zainfekowaną nieustanną podejrzliwością wobec własnych dzieci. Surowy pastor i ojciec w jednej osobie żyje lękiem, że w każdej chwili jego dzieci są narażone na grzech. Jednym słowem, pruski dryl!
Taka wizja wychowania i obraz Boga są dalekie od klimatu, który w następnych dwóch dekadach budował w Niemczech inny pastor i również ojciec rodziny, Dietrich Bonhoeffer. W jego pismach możemy przeczytać: wierzę, że również nasze błędy i pomyłki nie idą na marne i że Bóg radzi sobie z nimi nie gorzej niż z naszymi rzekomymi dobrymi uczynkami i Nic, naprawdę nic nie jest warte życia oprócz miłości. Bonhoeffer był człowiekiem sporo wymagającym od siebie i innych, a jednak zawsze podkreślał, że bez zaufania do człowieka nie ma wychowania. I taki obraz Boga ufającego człowiekowi, pomimo jego grzeszności, ukazywał ucząc wiary. Był prekursorem personalizmu religijnego.
Nieufność rodzi wojnę. Czy właśnie nie o tym chciał w jakiejś mierze opowiedzieć film Henakego?
A drugi powód,dla którego film zwrócił moją uwagę, jest czysto wspomnieniowy. Klimat pruskiej wsi przypomniał mi wspomnienia i stare zdjęcia rodzinne. Moi dziadkowie, w okresie opisanym przez film, ze strony mamy, mieli odpowiednio po 15 i 9 lat. Żyli w wiosce na obrzeżach ówczesnego cesarstwa niemieckiego, ale tworzonej głównie przez polską i katolicką społeczność. Te same stroje, domy z czerwonej cegły, pruski porządek i dwór zamieszkiwany przez pruską i ewangelicką szlachtę, zresztą aż do samego 1945 roku i to w wielkim poważaniu Polaków, mimo że od 1919 roku było to już województwo poznańskie. W filmie występują także polscy robotnicy rolni, którzy wyjeżdżali za chlebem w głąb Niemiec. Również w mojej rodzinie, zarówno ze strony mamy jak i ojca, moi pradziadkowie przed pierwszą wojną światową wyjeżdżali za pracą, ale akurat do ośrodków miejskich w Westfalii. Żelazną jednak zasadą mojej prababki ze strony mamy było to, że przyjeżdżała rodzić dzieci w rodzinne strony. Inaczej było już w rodzinie od strony taty i jego mama urodziła się w Gelsenkirchen. Wspomnę też o tym, że w I wojnie światowej, o której początku informuje końcówka filmu, mój pradziadek walczył w armii pruskiej przeciwko Francuzom pod Verdun. Gdy ostatnio podczas pobytu w Paryżu, z okazji święceń br.Oliviera Zalmanskiego, przyznałem się do tej historii prowincjałowi francuskiemu, on się uśmiechnął i powiedział, że na szczęście grzechy ojców nie przechodzą na dzieci! :)
« powrót
7 komentarzy
-
2010-03-11
Biedronka
Zapomniałam z tego wszystkiego dodać do poprzedniego komentarza szczery :D. To przez ten urok...ws...
Zapomniałam z tego wszystkiego dodać do poprzedniego komentarza szczery :D. To przez ten... » -
2010-03-11
Biedronka
Tutaj się rzuca uroki...? Ojojoj...Mykam stąd!!! ...Zaraz,zaraz- przecież to też pisane słowo blogu ...
Tutaj się rzuca uroki...? Ojojoj...Mykam stąd!!! ...Zaraz,zaraz- przecież to też pisane słowo... » -
2010-03-11
Kasia (Sz)
:-)
Taki już Ojca urok do zdradzania zakończeń:) »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

















