Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Dudka-wystrichizm i suprapanbabojarchat
Poświątecznie, wybrałem się na film Jacka Koprowicza Mistyfikacja o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu.
Nie będę pisał recenzji... ale zachęcam do obejrzenia. Fabułę stanowi dochodzenie w sprawie rzekomej największej prowokacji, której miał się dopuścić Witkacy, mistyfikując swoje samobójstwo w 1939 roku. Na różne tropy trafia w 1968 roku dopiero co zwerbowany przez bezpiekę były student. Po zamieszkach studenckich wyrzucono go z uniwersytetu, na którym interesując się Witkacym, pisał pracę na temat wpływu kobiet na twórczość artysty. Według jego dochodzenia, artysta - skandalista wciąż żyje i uprawia najpiękniejszą ze sztuk – kłamstwo i wszelkie jego odmiany – na dudka-wystrychizm, kłamizm, neo-naciągizm, fałszyzm, nabieryzm i w pole-wyprowadzizm… Jeśli jednak artysta rzeczywiście popełnił samobójstwo, co według świadków i badań naukowych pozostaje wersją najbardziej pewną, to skandalizował i po śmierci. W 1988 roku sprowadzono z Polesia jego szczątki i pochowano w Zakopanem, w grobie matki. W 1994 roku, podczas kolejnej ekshumacji okazało się, że kilka lat temu sprowadzono i pochowano ciało... kobiety! Zawsze obecne przy nim liczne kobiety, nie odstąpiły od niego nawet w pośmiertnej historii.
W filmie kobiety zajmują kluczowe miejsce, bo to one stanowiły tło życia, twórczości, a teraz oszustwa Witkacego. Świadomie napisałem, że stanowiły tło, bo traktował je zawsze instrumentalnie.
Najlepiej też w filmie zagrała kobieta – Ewa Błaszczyk. Po wielu latach nieobecności na wielkim ekranie, wraca w genialny sposób, wcielając się w metresę Witkiewicza. Czesława Oknińska, która w 18 września 1939 roku, w przeciwieństwie do artysty, przeżyła próbę samobójczą, teraz jakoby ukrywa i utrzymuje Stanisława. Ale to może to nie żaden nabieryzm Witkacego, tylko choroba kochanki?
Mówiąc o kobietach skandalizującego artysty, skojarzył mi się inscenizowany jeszcze przed wojną jego utwór literacki z 1934 roku Szewcy. W sposób katastroficzny opisał w nim wizję upadku cywilizacji, krytykując technicyzujące czasy rewolucji, kapitalizmu, komunizmu i faszyzmu. W tej futurystycznej wizji nie brakuje oczywiście kobiet, które w wyniku degeneracji mężczyzn przejmują władzę nad światem. Hm... film "Seksmisja", to tylko jakaś przedwojenna reminiscencja. Jedna z bohaterek, księżna Irina Wsiedołodowna Zbereźnicka-Podberezka wypowiada w III akcie następującą kwestię:
Oto wołam was "nieistowym", jak mówią Rosjanie - polskiego słowa na to nie ma - głosem mych nadbebechów i krużganków ducha przeszłego i zatraconego, w tych bebechach wylęgłego: ukorzcie się przed symbolem wszechmatry - czyli raczej suprapanbabojarchatu! On wybuchnie lada chwila. Bo wy, mężczyźni, możecie zgnić nagle: zamienić się w kupkę płynnej zgnilizny, jak pan Waldemar w nowelce tego nieszczęśnika Edgara Poe. Wy pykniczejecie: wasi schyzoidzi wymierają - nasze schyzoidki mnożą się. O - dowód, że Sajetanowi dali po łbie, a Puczymorda będzie żarł langusty - to symbol - póki będzie ruszał usty i żołądka władał spusty. Mężczyźni babieją - kobiety en masse mężczyźnieją. Przyjdzie czas, że może zaczniemy się dzielić jak komórki, w nieświadomości metafizycznej dziwności Bytu! Hura, hura!
Dlaczego piszę o kobietach Witkacego? Otóż, w ostatnich miesiącach, nasza kaplica i Liturgia na Zielonej przeżywała natarcie „pobożnych” kobiet, które „przysłał” tu Pan Jezus, aby modlić za m.in. mało świętych kapłanów (nie przeczę że od świętości dzielą nas przepaście i modlitwy potrzebujemy bez wątpienia). Dobrze ubrane panie, wyglądające na inteligentne, zaczęły ingerować w teksty liturgiczne i narzucać je obecnym na Liturgii, przekrzykując nawet ojców, używających bądź co bądź mikrofonu. Wot, liturgiczna wszechmatra! Na szczęście, mamy to już chyba za sobą, oby!
Jako że jesteśmy w okresie paschalnym, chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze inne dzieła Witkiewicza.
W 1927 roku napisał w powieści Nienasycenie:
...gdzieś w bezmiernej oddali senny Bóg Ojciec z zamarłą w szronie Helium brodą i na małej ciepłej planetce krzyż, na którym rozpięty na darmo Syn Jego, z płomiennym rozdartym sercem, jedynym prawdziwym ogniem w lodowatej pustyni świata.
Tekst zobrazował rysunkiem, naszkicowanym 4 lata później, podpisując go: Bóg-Ojciec pierwszy raz zastanowił się poważnie nad istotą ziemi (nie świata).
Szczególną uwagę zwracają te słowa Witkacego: ...Syn Jego, z płomiennym rozdartym sercem, jedynym prawdziwym ogniem w lodowatej pustyni świata. Artysta, choć przez całe życie otaczał się licznymi, kobietami, ostatecznie żył w ogromnej izolacji i frustracji. Jedynym jego przyjacielem była matka, z którą był bardzo emocjonalnie związany. Kiedy w 1931 zmarła w Zakopanem, stało się to źródłem chyba jego największej życiowej traumy.
Na szczęście, Chrystus z otwartym i zranionym sercem - jedynym prawdziwym ogniem w lodowatej pustyni świata, to nie żaden w pole-wyprowadzizm! Wokół Jezusa też obracało się wiele kobiet. Jako pierwsze zaświadczyły, że On Żyje. Uczniowie, nie dowierzając kobietom, musieli naocznie się przekonać, że to nie jest fałszyszm i może trzeba pełzanie zacząć w Zmartwychwstanie (Ernest Bryll, A kiedy chcesz zmartwychwstać).
« powrót
16 komentarzy
-
2010-04-28
o.Maciej
Re: odp
Maćku... nie zdążyłem podziękować za Twoją zachętę do obejrzenia "Burrowing". Jak tylko będzie... » -
2010-04-22
Maciek
odp
Prawda to - mało jest to czytelne, choć przy odrobinie wysiłku... ;-). W każdym razie swoje... » -
2010-04-12
Kasia (Sz)
Zgadza się
To tłumaczenie ks. Dąbrowskiego z roku 1946 jest tłumaczeniem z Wulgaty (Biblii przełożonej na... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.




.jpg)















