Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP

20.04.2010 20:04

Stukanie w ścianę

Dwaj więźniowie w sąsiednich celach porozumiewają się ze sobą, stukając w ścianę. Ściana oddziela jednego od drugiego, ale równocześnie jest czymś, co pozwala im się porozumiewać... Każde stukanie jest nawiązaniem łączności (Simone Weil).

Mamy prawo oczekiwać od innych rozliczenia się ze swoją historią, z jej zakłamywaniem. Trzeba pamiętać jednak także, że kto wysuwa ten postulat wobec innych sam może nie chcieć się rozliczyć ze swoją zbolałą, rozżaloną historią i sam trwa w kłamstwie. To fałsz gorszy niż kłamstwo historii, bo jest fałszowaniem prawdy o człowieku. Dopiero świadomy krok w kierunku przebaczenia i pojednania, staje się drogą do odnalezienia siebie samego. Każda dojrzała relacja zawsze wiąże się z gotowością na poznanie i ostatecznie przebaczenie, bo jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy (1 J 1,8). Jan Paweł II zwracał uwagę: Aby uczynić krok ku pojednaniu, trzeba wpierw przejść drogę wewnętrznego nawrócenia; trzeba mieć odwagę, aby pokornie podporządkować się przykazaniu Jezusa. Jego słowo nie pozostawia wątpliwości: nie tylko ten, kto jest przyczyną wrogości, ale i ten kto jej doznaje, winien dążyć do pojednania.


Słowa Simone Weil odnoszą się do relacji człowieka z Bogiem. Skoro jednak na obraz tej relacji budujemy nasze więzi z innymi, to owo „stukanie w ścianę” może być pewnego rodzaju przebłyskiem wolności, pośród wszelkich naszych zamknięć i obcości. Każdy z nas przebywa w różnego rodzaju duchowych i psychicznych więzieniach, zamknięci w rozgoryczeniu, uprzedzeniach, poczuciu obcości przeżyć, przeciwstawnych historii i jej interpretacji, nienawistnych postawach, które zamykają nas na wyzwalający krok w kierunku większego zrozumienia, szacunku i ostatecznie pojednania.

Przebaczenie nie łaskawym „rzuceniem grosza” potrzebującemu, na uspokojenie własnego sumienia. Przeciwnie, jest wpierw łaską – ratunkiem dla samego przebaczającego. Jeden ze wschodnich mistyków, św. Sylwan z Góry Athos ostrzega: jeśli ujrzysz człowieka grzeszącego i nie użalisz się nad nim, łaskę utracisz. Żeby przebaczyć trzeba zejść z piedestału pouczania, aby wczuć się w położenie winowajcy. Chrystus przed każdym z nas klęka jak sługa i obmywa łzami miłosierdzia naszą zakłamaną grzechem historię. Solidaryzuje się z losem grzeszników, zstępując do otchłani naszych więzień. Zstąpił by usłyszeć przerażającą ciszę tych, którzy wołają milczeniem. Przez opuszczenie i śmierć znalazł się w ludzkiej pustce winy i rozpaczy. W ten sposób stał się Boską odpowiedzią na nasze „stukanie” proszące o wyzwalające przebaczenie. Tradycja uczy nas, że Jezus wypił aż do dna kielich goryczy oderwania od Boga. Opuszczenie, odłączenie od Boga, gdy Bóg wydaje się daleki, milczący, całkowicie nieobecny, wręcz „martwy” - to nie tylko konsekwencja grzechu, kara za grzech, ale sama tajemnicza istota grzechu, jego ciemnie serce. Ciężki, „śmiertelny” grzech „zabija życie Boże” w nas, o tym przeczytamy w każdym katechizmie. A teraz Bóg i grzech spotykają się tak jak nigdy przedtem – w pewnym momencie te dwa przeciwieństwa zetkną się i przenikną: „stawszy się dla nas grzechem (Rz 8,3)... Marcin Luter rozwija dramatycznie tę myśl: Bóg mu polecił, aby – On, jedyny sprawiedliwy – stał się największym grzesznikiem, aby zszedł do wszystkich grzechów świata, aby był przestępcą w Adamie, mordercą w Kainie, cudzołożnikiem w Dawidzie, tchórzem w Piotrze, zdrajcą w Judaszu... Co nie zostało przyjęte, nie może być odkupione! Bycie barankiem ofiarnym, wzięcie na siebie całego grzechu świata... oznacza całkowitą solidarność z grzesznikami, tę najbardziej skrajną z możliwych: nie zgrzeszyć, ale „grzechem się stać” (Tomas Halik, Dotknij ran).

Taka jest perspektywa przebaczenia, które głosi Chrystus! Przebaczenie i pojednanie, które wyrasta z solidarności, a nie ze zdystansowanego pouczenia. Solidarność i pojednanie wyraża najgłębszą treść Najświętszego Krzyża Chrystusa. Także te krzyże stojące w Katyniu, każda tam modlitwa rozpoczęta znakiem krzyża wyznacza pielgrzymującym kierunek i przybliża do odnalezienia sensu w bezsensie ofiary tych, którzy tam zostali zamordowani i również tych, którzy lecąc tam, zginęli. W najgłębszej treści krzyż Golgoty zawiera się Chrystusowa wola niepozostawienia żadnego człowieka w sytuacji, w której mógłby się stać nieprzyjacielem, i otwarcia w Nim samej przestrzeni, w którą może wejść przeciwnik. Jeśli krzyż postrzegamy jako szczyt owej długiej historii Bożego postępowania wobec ludzkości, to jest to dowód, że ludzkość należy do Boga pomimo swej jawnej wrogości względem Niego... W krzyżu Bóg wyrzeka się samego siebie, aby nie musiał wyrzec się ludzkości; jest to konsekwencja Bożego pragnienia, by przełamać potęgę ludzkiej wrogości bez użycia przemocy... Ramiona Ukrzyżowanego są rozwarte i same w sobie są znakiem przestrzeni w bycie Bożym – a także zaproszeniem nieprzyjaciół do swego wnętrza. (Miroslav Volf).

Toczy się dyskusja nad możliwością pojednania z narodem rosyjskim. O potrzebie szukania tego pojednania pisałem już poprzednio. Pisałem nie z pozycji polityki i stosunków międzynarodowych, które mają swoje prawa, ale jako chrześcijanin. Wierzący nie może „zmiękczyć” ewangelicznej nadziei na pojednanie wszystkiego w Chrystusie i uznać że jest ona jedynie pobożną i naiwną fikcją.

Spotykam się z głosami, że spojrzenie do którego zachęcam, jest naiwne. W ostatnich dniach mogłem usłyszeć komentarze dziennikarzy i obserwatorów życia społecznego i politycznego – osób skądinąd odwołujących się do wiary chrześcijańskiej, a którzy „demaskują pojednawczą naiwność”. Pytają: na trupie mojego prezydenta ma się odbyć pojednanie? I z całą powagą komentują taki głos: cały świat odbiera to jako pojednanie, Pan, który ma krew na rękach przytula mojego premiera - on w życiu, by nie przytulił mojego prezydenta. Splot wiedzy, moich doświadczeń, mojej rodziny nie pozwala mi uwierzyć, że to mógł być przypadek. Wszystkie dotychczasowe doświadczenia wskazują, że wszystko było zaplanowane przemyślane i doprowadzone w 100 proc. do efektu, że KGB to naprawdę poważni ludzie... I jeszcze inna „złota myśl”: zamordowano sześciu księży, ale jest pojednanie, zapomnijmy...

Rozumiem ból i rozgoryczenie wielu, ale czy mogą one usprawiedliwiać brak zdrowego rozsądku i elementarnej przyzwoitości, która każe czekać na dowody, zanim zacznie się szafować przed ekranami całej Polski tak kategorycznymi tezami. Bez odpowiedzialności za słowa, zdawałoby się myślący profesor, odsłania swe chorobliwe obawy, od których widać nawet uniwersytecka, tęga głowa może się nie uchronić.

Na szczęście inny ton mogliśmy usłyszeć, w tych dniach, chociażby w kazaniach prymasa H. Muszyńskiego, kardynała S. Dziwisza i przewodniczącego episkopatu arcybiskupa J. Michalika. Ten ostatni w trakcie nabożeństwa pogrzebowego na placu Piłsudskiego mówił: Życzliwość i wrażliwość rosyjskiego ludu znaliśmy od zawsze, ale w Smoleńsku we wzruszający sposób współbrzmiała z nią serdeczność i pomoc najwyższych przywódców Rosji.

A może to jednak wszyscy ci, którzy wierzą w wielki przypływ, z dala od zemsty... (Seamus Heaney) stracili zdrowy rozsądek? Obawiam się jednak, że stracili go ci, którzy uwierzyli w swoją gorycz i nią tłumaczą sobie skomplikowaną rzeczywistość. W filmie Magnolia wypowiada ktoś słowa: jeśli my zapomnimy o historii, ona nie zapomni o nas. Historii zapomnieć nie wolno, ale można się z nią pojednać, by nie zostać niewolnikiem goryczy i pragnienia zemsty, które zachwaszczają serce. Człowiek, który nie zna swej historii nie ma tożsamości. Ale ten, kto nie zamierza przekroczyć pozostawionych przez przeszłość krzywd i zranień, jest kimś bez przyszłości... de facto ucieka przed życiem.

Ktoś w Rosji wypowiedział takie słowa: Tragedia, los, zbieg okoliczności... A jednak, przepraszamy was, Polacy!

Szanowni obywatele Polski! Razem z żoną jesteśmy głęboko wstrząśnięci tą tragedią, która dotknęła wasz kraj. W dzisiejszych czasach, gdy media prawie codziennie donoszą o tragediach ludzkich, uczucia mimo woli się stępiają. Jednak to, co wydarzyło się pod Smoleńskiem, odczuliśmy jako nieszczęście, które przydarzyło się naszym bliskim. W ostatnich latach sporo podróżowaliśmy po Europie, za każdym razem trafiając do Polski, uważaliśmy ją za gościnny kraj, w którym mieszkają bardzo życzliwi ludzie. Jaka szkoda, że dotknęło was tak wielkie nieszczęście! Polska, tak samo jak Rosja, miała skomplikowaną, często tragiczną historię. Tak bardzo się chce, by tragiczne karty historii naszych narodów pozostały w przeszłości, żebyśmy byli nie tylko sąsiadami, ale i dobrymi przyjaciółmi napisał Aleksandr Karandasow z Moskwy.

Dla polskich chrześcijan, jest to dobry czas by świadczyć, że jesteśmy gotowi „przekroczyć próg nadziei”, poza którym pojednanie jest już częściowo możliwe po tej stronie grobu. Jan Paweł II pisał: miłość do tych, którzy nas skrzywdzili, rozbroi przeciwnika i może przemienić nawet pole bitwy w miejsce solidarnej współpracy... Serce pojednane z Bogiem i bliźnim jest sercem wielkodusznym.

Zachęcam do zapoznania się z całym Orędziem Jana Pawła II, które wystosował na Wielki Post 2001, a które dotyczy właśnie pojednania:

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/przemowienia/wpost2001_07012001.html

I do obejrzenia głębokiego rosyjskiego filmu Wyspa (Ostrow), który pomaga zrozumieć „duszę rosyjską” i istotę chrześcijańskiego przebaczenia.


 



« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

23 komentarze

  • 2010-05-15
    petr

    o. Józef. M. Bocheński:
    ,,Każdy katolik u nas powinien być nacjonalistą, a każdy nacjonalista przynajmniej... »
  • 2010-04-24
    Kasia (Sz)

    @Michał --->słońce
    Takie esemesowate komentarzy na stronie dominikanie.l nie są:). Poza tym cieszę się, że wyszło... »
  • 2010-04-24
    Biedronka

    snooker
    Michał, to jak snooker na zielonej łączce sukna stołu, patrz komentarz u Wodza...tak mi się... »
 
1 | 2 | 3 | 4 | 5


15.05.2012 15:44 | Czy przetrwamy?
Miłość jest stabilna wiernością. Trwa aż po oddanie życie za przyjaciół (bardziej radykalnie to trzeba ująć: za nieprzyjaciół, bo Chrystus przecież umarł za grzeszników) a jednocześnie jest dynamiczna wyobraźnią i odwagą daru, który rodzi się z Ducha. Pascha to przechodzenie choć paradoksalnie nie ma w niej żadnej przechodniości. To ma przyszłość.... DOSŁOWNIE! ... więcej »

29.04.2012 11:20 | Przekonująca znajomość

Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.

... więcej »

22.04.2012 23:40 | Paschalne nieustające przedefiniowywanie Tradycji

Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).


... więcej »

11.04.2012 22:47 | Profanacja bardziej subtelna

Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

 

... więcej »

08.04.2012 10:40 | Pragnienie zmartwychwstania
W tę noc, która jak dzień zajaśniała, wyśpiewaliśmy radosne Alleluja. Bez Wielkiego Czwartku i Wielkiego Piątku byłby to śpiew całkowicie zafałszowany a zmartwychwstanie okazałoby się totalnym kiczem, który nie wytrzymałby krytyki naszego ludzkiego dramatu. ... więcej »

1 | 2 | 3 | 4 | 5


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »