Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
my owcami w Jego ręku
Rustykalny obraz pasterza i owieczek może wzbudzać sentymentalną nostalgię za harmonią z przyrodą. Sam wiem jak kojące jest rozłożyć się na opanowanej przez stado owiec „Rusinowej Polanie”, z Tatrami w tle. Jeśli jednak obraz owcy, bezwiednie podążającej za Pasterzem, odniesiemy do relacji człowieka z Bogiem, a tym bardziej wiernego i księdza, ma prawo wywołać w nas lekki odruch protestu. Jeśli jesteśmy świadomi swojej godności, ceniąc sobie wolność i niezależność, jako elementarne składniki życia twórczego i odpowiedzialnego, obawa wydaje się być jak najbardziej uzasadniona.
Ja jednak wierzę Pasterzowi - Bogu, który stał się Jezusem. I nie mam oporu pójść za i wraz z Pasterzem, który jest przy mnie jako Baranek zabity żyjący na wieki (Ap). Mogę zaufać Jego słowom, że jest bramą, bo pozwalając się zranić, ze względu na mnie, jest wiarygody. Tę bramę wyraźnie widzę - są nią rany na rękach, nogach i boku. Ecce homo – ecce Deus. W prześwicie ran Baranka dostrzegam Pasterza.. Jednym tchem dopowiadam i wyznaję: dla mnie nie ma innej drogi, innej bramy do Niego niż ta, którą otwiera zraniona ręka i przebite serce. Nie potrafię zawołać: „Pan mój i Bóg mój!”, dopóki nie ujrzę rany zadanej sercu. Jeśli słowo „credere” (wierzyć) wywodzi się do „cor dare” (dać serce), to muszę wyznać, ze moje serce i moja wiara należą wyłącznie do tego Boga, który może ukazać swoje rany (Tomas Halik).
Pasterz, objawiając się jako Baranek bez skazy, jest bezinteresowny. Nie traktuje nas jak swojej własności, choć wyszliśmy z Jego ręki: jeśli ktoś wejdzie przeze mnie, będzie zbawiony – WEJDZIE I WYJDZIE, i znajdzie paszę. Mogę się Nim nakarmić i nasycić, nie zatracając siebie, bo w swym darze z siebie nie jest zaborczy. Nie kusi się na to, by panować nad nami, choć jest Panem wszystkiego. Baranek zabity jest bezbronny. Siłą Jego przyciągania jest niewyobrażalna przejrzystość daru –moc przekonująca miłości. Miłość, która legitymuje się ranami: szalona, niebezpieczna, jedyna. Tryska jak ropa i krew z wnętrza Boga, z Jego istoty i ran (ks. J. Szymik). Wywyższenie Chrystusa dokonuje się pośrodku największej słabości - zraniony najtragiczniejszym odrzuceniem na krzyżu. Nikt nie wyrwie z Jego ręki żadnego człowieka, bo zapowiedział: gdy zostanę wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie (J) – ecce Ecclesia. On, Baranek bez skazy – przygarnął nas na krzyżu ostatecznie: oto wyryłem cię na obu dłoniach (Iz). Jest cierpliwy, czekający, trzciny nadłamanej nie złamie, knotka ledwo się tlącego nie zgasi, nie podnosi głosu (Iz) jak ci, którzy idą przez życie uczciwi / Co zło najmniejsze wypatrzą – Szlachetni, pobożni i czyści, Surowi, bez ludzkich odruchów... pisał ś.p. ks. Roman Indrzejczyk - mądry i skromny ksiądz, otwarty na każdego, piękny w swej posłudze.
W ostatnich kilkunastu dniach przeżywaliśmy wiele wzniosłych chwil. Dzięki rzadko spotykanej jedności (mój sceptycyzm jednak już powraca), do jakiej zmusiła nas – hardych Polaków - tragedia, nasza narodowa duma rosła... i dobrze. Niepokoi mnie jednak, przy tej okazji, nadużywanie hasła: BÓG HONOR OJCZYZNA, z uproszczeniem treści podkładanej pod słowo Bóg. I pytam się czy ten BÓG ze sztandarów i haseł jest rzeczywiście zawsze „moim” Bogiem – Chrystusem. Czy jest On jeszcze Barankiem, który umarł za wszystkich: ubogich, płaczących, przegranych, pogardzanych, nieprzystosowalnych społecznie, nieprzystających do ugrzecznionych konformizmem schematów, tych o innych rodowodach politycznych, etnicznych i religijnych?W jednym z kazań pogrzebowych, kaznodzieja dosłownie na „łzach sierot i wdowy” z kimś walczył, dzielił i gardził. Obawiam się, że ten bóg z niektórych kazań i przemówień pogrzebowych, które stawały się niekiedy demonstracją przeciwko komuś, nie był Bogiem, który tak jak baranek milczy, gdy go strzygą, tak On nie otwiera ust swoich (Iz). Tak, On milczy, bo to o jakimś innym, nienawistnym bogu wojen i politycznych gier mówią, gdy na jednym z pogrzebów z tłumu wyrywa się makabryczny głos: dlaczego nie (…) tam zginął!
Oskarżamy „bezbożnych” ateuszy, że zbyt szybko ogłosili „śmierć Boga”, ale może „myśmy Go zabili”, banalizując Jego imię i czyniąc je niewiarygodnym, wypisując je na naszych bojowych sztandarach, przemycając jako trik reklamowy do politycznej propagandy naszych mocarstwowych interesów, kalając Go w broszurach natrętnej „dowodliwości” i bigoteryjnej mazi wyświechtanych sentymentalnych określeń (Tomas Halik)
W prześwicie ran Baranka dostrzegłem Pasterza. Nie eksponuje ran w taki sposób, by kogokolwiek zaszantażować swym cierpieniem. Nie tropi winnych, nie zleca i nie wystawia raportu skarg i zażaleń. W Jego ranach jest nasze zdrowie... nie oskarżenie. Pokój wam!Zbigniew Herbert, Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu
« powrót
7 komentarzy
-
2010-04-28
Monika
Ocena:



W jego ranach jest nasze zdrowie...Te Jego rany otwarte są dla współczesnego świata, dla każdego z n...
W jego ranach jest nasze zdrowie...Te Jego rany otwarte są dla współczesnego świata, dla każdego... » -
2010-04-26
Michał
Re: w sprawie Rusinowej
W końcu ojciec Maciek się zdenerwuje, że nic nie zrozumieliśmy z tego co pisał i furt tylko o tej... » -
2010-04-26
Monika
Ocena:



w sprawie Rusinowej
Ja bym chciała na Rusinowej sprzedawać oscypki, w tym szałasie. A w ogóle to praca fizyczna na... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

















