Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Święty spokój
Nie ma on jednak nic wspólnego z poczuciem bezpieczeństwa. Je może przynieść tylko prawdziwe pojednanie. Święty spokój kryje obojętność, choć przybiera maskę opanowania i tolerancji. Jest układzikiem, który wisi na włosku. Dążenie do pokoju może być podszyte egoizmem, opierając się na potwornym lęku o siebie. Święty spokój i bezpieczeństwo tylko dla siebie. Przypominają mi się sceny z lat 90, gdy tzw. "porządni" obywatele odgradzali się, nie dopuszczali do swego sąsiedztwa chorych na aids. Dążenie do pokoju może też przybierać formę agresji, jak to dzieje się w przypadku skrajnego pacyfizmu. Demonstruje się w wojujący sposób, jakby to było swego rodzaju "polowanie na pokój". Idee pacyfizmu były bardzo bliskie Dietrichowi Bonhoefferowi, ale opierały się na odnowie chrześcijaństwa.
Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja daję. Czym się różni pokój świata od pokoju Chrystusa? I czy naprawdę jesteśmy otwarci i gotowi do tego by go przyjąć? Pokój Chrystusa jest darem. Nie obiecuje On pokoju, ale daje. Chrześcijanin otrzymał pokój w darze, ponieważ sam Bóg jest wiekuistym pokojem: pokój przewyższający wszelki umysł (Flp 4,7). I jeśli mnie kto miłuje.... a Ojciec umiłuje go i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać (J). W końcu odetchniemy... ujrzymy jasny, piękny radosny świat, rozweselimy się, na obecne nasze nieszczęścia spojrzymy z rozczuleniem, z uśmiechem - i odpoczniemy. Ujrzymy, jak wszystko ziemskie zło, wszystkie nasze cierpienia rozpłyną się w miłosierdziu, które wypełni sobą świat cały... (Wujaszek Wania).
Jeśli jest to też obietnica na czas ziemski, nie dotyczy ona porządku zewnętrznego, ale duchowego. Pokój Chrystusa przenika głębiej niż wszelki niepokój naszej świadomości, niż wszelkie udręki naszego psychologicznego "ja". Św. Jan pisze: jeśli nasze serce nas oskarża, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Pokój Boży większy jest od niepokojów naszego serca i umysłu, większy wreszcie od wyrzutów naszego sumienia, jeśli z całą prostotą odsłonimy je na wyzwalającą moc Prawdy. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki temu, który nas umiłował (Rz). Chrześcijański pokój nie zapewnia zewnętrznego zabezpieczenia. Jest czymś więcej: wewnętrzną ufnością, że kochający Bóg jest przy mnie i nie odstąpi. Sam Chrystus doświadczał bardzo realnie ludzkiego niepokoju. Przeszedł przez lęk i samotność, nie tracąc ufności: Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił... i Ojcze, w Twe ręce składam ducha mego.
Chrześcijanin nie powinien oczekiwać pokoju za wszelką cenę, zwłaszcza gdy wiąże się z konformizmem. Szukając autentycznego pokoju, wystawiamy się na niejednokrotnie na niebezpieczeństwo. Pastor Bonhoeffer dążąc do pokoju, budowanego w oparciu o Prawdę i poszanowanie człowieka (stanął w obronie Żydów, nawet wówczas gdy w niemieckich Kościołach przyjęto paragrafy aryjskie), wystawił się na największe niebezpieczeństwo. Stojąc na progu śmierci, niepokoił się przede wszystkim o innych i wierzył do końca, że postawą jaką przyjął była słuszna. Zginął w obozie koncentracyjnym zaledwie na miesiąc przed końcem wojny, 9 maja 1945 roku. Wcześniej modlił się:
Boże, do Ciebie wołam o świtaniu,
pomóż mi modlić się i zebrać myśli;
sam tego nie potrafię.
We mnie jest ciemność,
ale w Tobie jest światło,
Jestem samotny, ale Ty mnie nie opuścisz,
upadłem na duchu, ale w Tobie jest otucha,
jestem niespokojny, ale w Tobie jest pokój,
we mnie rozgoryczenie, ale w Tobie cierpliwość.
Nie pojmuję Twych dróg,
Ty jednak wiesz, którędy iść trzeba.
I jeszcze pewne spostrzeżenia dotyczące świętego spokoju. Są takie sytuacje kiedy szczególnie nie wolno się nim zadowolić. Pod koniec zeszłego tygodnia do skrzynek pocztowych w Łodzi wkładano zdjęcie ś.p. pary prezydenckiej. Efekt był taki, że lokatorzy często rozrzucali ulotki ze zdjęciem na podłogi klatek schodowych, traktując je jak każdą inną ulotkę reklamową. Twórcom i realizatorom pomysłu, kierującym się chyba tylko emocjami, zabrakło przewidującej wyobraźni. Czy taka akcja "podrzucania" miało jeszcze coś wspólnego z chrześcijańską pamięcią o zmarłych i modlitwą za nich: wieczny odpoczynek, racz im dać Panie... niech odpoczywają w pokoju? Nie wystarczy tak się modlić, ale modlitwę trzeba uczynić treścią swego postępowania. Nie wolno zakłócać spoczynku zmarłych, "angażując" ich do bieżących spraw, choćby wyrastały ze szczerych pobudek.
Nie daje mi świętego spokoju świadomość, że tak wielu kaznodziejów bardzo powierzchownie traktuje temat katastrofy smoleńskiej. Na przewodnikach duchowych spoczywa obowiązek "złagodzenia" skutków tej tragicznej śmierci, mocą chrześcijańskiej nadziei, kierując się dobrem duchowym zwłaszcza tych, którzy osobiście przeżywają stratę bliskich. Nie wolno używać tragedii do bieżących spraw, wówczas bowiem chrześcijaństwo staje się już tylko "bieżącym" przesłaniem, a przestaje być ostatecznym. Kościół ma wyjaśniać tajemnice wieczności, a nie komentować i rozwiązywać tajemne zagadki wypadku, dodatkowo jeszcze przekładając to wydarzenie na polityczne wybory. Kaznodziejstwo tracąc w swej treści "eschaton" jest już tylko moralizująca papką, zwłaszcza gdy "oddaje głos" tylko na ziemskie autorytety. A wówczas zawsze bliżej do obłędu, któremu ludzie Kościoła już nie raz ulegali, opowiadając się za konkretną opcją polityczną. Bonhoeffer w 1933 roku przestrzegał wierzących: Jeśli przywódca pozwoli, by ten, któremu przewodzi, był dla niego idolem, i jeżeli ten, któremu przewodzi, zawsze chciałby go takim wiedzieć, to obraz przywódcy przerodzi się w obraz uwodziciela... Przywódca, który siebie ubóstwia, szydzi z Boga. Pozwolę sobie na truizm. Czyż nie Chrystusa mamy głosić? Czynimy to również wówczas, gdy ukazujemy Go w świętych. Ale gdy tymczasem zaczyna się "ubóstwiać" polityków, nawet gdy skądinąd mogą być prawi i szlachetni, to jest to już przesada.
W ostatnią niedzielę uczestniczyłem w Pierwszej Komunii i gdy już znalazłem się na przyjęciu, zostałem ponownie oszołomiony. Na serwetkach znalazłem symbole Kielicha i Hostii. Chcę wierzyć w dobre intencje pomysłodawców, producentów i właścicieli lokalu, ale dobrego smaku i wyczucia zarzucić im nie mogę.
A co powiedzieć o chrześcijanach, którzy na ulicy rozdają prawie że gazetową wersję Ewangelii. Sam wziąłem z ciekawości, ale gdy po kilku metrach zauważyłem, że w koszu na śmieci leżała już cała sterta egzemplarzy pomyślałem: to jak jest z tym szacunkiem dla Słowa Bożego u braci protestantów?
Te wszystkie przykłady: ulotek ze zdjęciem, psedunaukowych i politycznych kazań, serwetek z symbolami eucharystycznymi oraz "gazetowych" Biblii skłoniły mnie do jednego wniosku. Nie wystarczy kochać... warto od czasu do czasu pomyśleć. I jak tu zachować święty spokój?
« powrót
4 komentarze
-
2010-05-15
Mat
Czy dobry ksiądz musi być z Malezji?
Z pewnym opóźnieniem, ale akurat przeczytałem na jednym forum internetowym tekst, który jest... » -
2010-05-11
Seba
Re: list rodzin...
Szczególnie teraz ten list, podpisany przez kilkanaście rodzin ofiar nabiera znaczenia. Dobry... » -
2010-05-11
o.Maciej
list rodzin...
Polecam jeszcze lekturę listu, jaki wystosowały rodziny ofiar katastrofy do polityków, z prośbą o... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

















