Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Targ na Zielonej
Ciągle w drodze, dosłownie i w przenośni... na targach, peronach. A jednak nie jesteśmy już przechodniami. Mamy dom, w którym zadomowienie ciągle się pogłębia i coraz bardziej jesteśmy u siebie, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Mieszkać w Nim, który JEST, bo zawsze BYŁ i nigdy nas nie zostawił we wszystkich naszych przechodnich miejscach, a gdy Go potrzebujemy, gubiąc kierunek, zawsze PRZYCHODZI. Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, Bogu, który jest i który był, i który przychodzi.
Zakończyłem krótki, dziesięciomiesięczny pobyt w Łodzi. Nie na długo się zadomowiłem w łódzkim klasztorze, o którym jeden z moich współbraci mówi ufnie: „to mój dom”. Zresztą, jako to z dominikanami być powinno, często bywałem w drodze, choć co raz to trudniej znoszę, z powodu moich zasiedziałych przyzwyczajeń. Przemykając ze Słowem Bożym to tu to tam, bywałem na dworcowych peronach (witam więc peronowego blogera – blogerkę... może już się kiedyś spotkaliśmy... w oczekiwaniu na to wszystko, na Niego... nie z tego świata).
Bywałem też, jak nigdy dotąd, w szpitalnych salach, przychodniach i … na targu przy Zielonej. Czas krótki, ale obfity w niespodziewane spotkania. Spotkania z tymi, których tęsknotą targanych, zawsze gdzieś ciągnie. W drogę, by szukać pokoju, przebaczenia, ufności, sensu, zdrowia, chleba, człowieka... Boga. I na spotkanie, niestety nieraz jakby spóźnione, z kimś bardzo bliskim, który wybrał się w ostateczną podróż, w te nasze małe na wieczność rozstania. Potrzebne są nam takie świadome, z wyboru spotkania, by pożyć trochę za innych... trochę za innych poumierać, pocierpieć z tymi którzy cierpią, podzielić rozpacz z rozpaczającymi (Kamieńska).
Łódź to historia pełna nadziei i wiary, że można się spotkać, choć przybywa się z różnych miejsc. Gdy w listopadzie obchodziliśmy 5 lecie naszego łódzkiego pobytu, arcybiskup przypomniał niesamowitą historię budowy katedry. Finansowali ja wspólnie Polacy, Żydzi i protestanccy Niemcy. Wszyscy, w młodej i rozwijającej się Łodzi, byli przybyszami. Żeby się spotkać i być razem, nie można ulegać biernej zasiedziałości, trzeba być twórczo w drodze. Słowo wyszło z Domu - od Ojca, wiedzione tchnieniem Ducha, który wieje kędy chce...
Zaproszę dzień i noc, zaproszę cztery wiatry
dla wszystkich drzwi otwarte - ktoś poda pierwszy ton
zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
Nasiąkną ściany grą A zmęczonym wędrownikom
odpocząć pozwolą muzyką bo taki będzie mój dom
bo taki będzie mój dom
bo taki będzie mój dom...
Bardzo ceniłem sobie w Łodzi „wyprawy” na znajdujący się niedaleko naszego klasztoru targ przy Zielonej. Mam nadzieję, że nie chodziłem tam tylko z jakiejś fanaberii kogoś, kto teraz ma ochotę „zbratać” się ze zwykłymi ludźmi (z robotniczą Łodzią!). Powód był bardzo prozaiczny. W Łodzi sami gotujemy, więc i zakupy trzeba samemu sobie zrobić. Dobra to okazja, dla mnie zakonnika, przyzwyczajonego od lat do stawianej pod nos miseczki, pozbawionego rozterek jak wiązać koniec z końcem, na takie zwykłe, targowe doświadczenie, zwykłych targowych bywalców, by nabrać dystansu do „poważnych” trosk kaznodziei.
Napatrzył się więc na targu przy Zielonej ten, co „obrał lepszą cząstkę”, jak zwyczajni zjadacze chleba z duszą na ramieniu, zanim coś kupią, długo „medytują” nad ubogą sakiewką. Długo sam nie porównywał cen i nie przejmował się „groszowymi” różnicami w cenach, bo zawsze mógł wziąć ze wspólnej sakiewki, co się nie opróżnia. Wot, „wtórna konsekracja”, jak to w TV tłumaczył świeckim, czym jest życie zakonne, pewien namaszczony i konsekrowany kapłan!!!??? Są w Kościele stali dyżurni „ubodzy duchem” i są ubodzy naprawdę. Są ci, którzy tylko ślubowali żyć błogosławieństwami i są ci "niezaślubieni" autentycznie błogosławieni: ubodzy, płaczący, umierający... w Panu. Warto sobie pozwolić na ich towarzystwo, by samemu na nowo odnaleźć błogosławieństwo życia. Czy my, zakonnicy wzbudzamy jeszcze sposobem życia nadzieję dla wszystkich ubogich, chorych, zostawionych i odrzuconych, zdradzonych i samotnych, nierozumianych...? Czy sami jesteśmy ją w sobie dla siebie obronić, gotowi odpowiedzieć każdemu, kto żąda (jej) uzasadnienia (1P 3,15b)?
Przechadzać się tam, gdzie długie pochody płaczących i żebraków ciągną w górę, gdzie panuje ruch i zgiełk jak na ogromnych placach targowych, i gdzie wszyscy, którzy tu przychodzą, dostają swój paszport i swój list uwierzytelniający…wszystko, co znękane i utrudzone, zostaje zanurzone w zbawczą kąpiel miłosierdzia; zmęczenie i zwątpienie zostają spłukane w Sercu, w którym się to odbywa (H.U. Balthasar). Panie, proszę... uczyń moje serce podobnym do Twego. Niech gorliwość o dom Twój pożera mnie... dom dla wszystkich znękanych przechodniością życia.
Pożegnałem już Zieloną. Nie szybko wybiorę się zwyczajną porą na zwyczajny targ, zwyczajnych ludzi. Prędzej teraz pojawię się na targach książek. Mam nadzieję, że będą to książki, które trafiają do zwyczajnych ludzi ukrytych w każdym z nas. Ukrywamy się trochę niepewnie pod maską przyjmowanej powagi, z grymasem jakby na wyrost zbyt „uduchowionym”, więc nam puszącym się, nadymającym / Strąć z głowy ich koronę głupią (Julian Tuwim, Modlitwa).
Wracam po kilku latach do Poznania, choć nie raz mile byłem zaskakiwany odczuciem i jestem teraz, że ciągle tu byłem.
« powrót
44 komentarze
-
2010-08-03
Kefasjus
Uboga sakiewka
Kto może znać ten problem bardziej, jak ten, kto przeżył wielką część swego życia wśród... » -
2010-06-07
Biedronka
Re: : P
Dopisuję ten krawiecki wątek, bo przerwała mi praca..Ten naparstek to jak tarcza ochronna, nie ma... » -
2010-06-07
Biedronka
: P
Igła z Zielonej...? Też coś...na poduszeczkę ją Ojcze trzeba ostrożnie wpiąć...to tak w kwestii... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

















