Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Nauka topografii
Chrystus uczy, że droga do zbawienia prowadzi przez „wąskie drzwi”. Każdy pielgrzym, który jak Abraham - ojciec wiary wędruje w kierunku wypełnienia obietnicy, musi być świadomy tego zawężania się drogi. Przez „wąskie drzwi” przeszedł sam Nauczyciel.
wąskie drzwi do jednej z ateńskich cerkiewek: "Jeśli się nie odmienicie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Bożego"
Chrystus, prowadzony przez Ducha, jest w drodze do Jerozolimy, gdzie pragnie czcić swego Ojca. I właśnie tam pojawia się to najtrudniejsze zwężenie – ucho igielne (najwęższa brama starożytnej Jerozolimy) - Krzyż. Chrystus nie szuka śmierci krzyżowej, ona staje się konsekwencją jego bezkompromisowego, wiernego szukania człowieka. W tym wąskim przejściu do jerozolimskiej Świątyni leży właśnie człowiek. Zawężone nasze ludzkie możliwości – to „ciasne drzwi” przez które Chrystus chce do nas dotrzeć. W Nim wypełnia się wszelki kult religijny, który nie omija człowieka. Chrześcijańska asceza polega na ograniczeniu siebie, zawężeniu swoich praw i potrzeb ze względu na drugiego.
W imię kultu można pominąć człowieka, pójść zbyt pośpiesznie i bez zastanowienia, szeroką drogą do Jerozolimy. Tak można zgubić ślad samego Boga. Mówi o tym przypowieść o Dobrym Samarytaninie. Kapłan i lewita święcie przekonani, że nie można spóźnić się do Boga, by Mu oddać należną cześć i złożyć ofiarę, jednocześnie spóźniają się a może nie dorastają do spotkania pobitego wędrowca. Bóg chce bardziej miłosierdzia niż ofiary, bo świątynią Boga jest żyjący człowiek. Jezus bardzo śpieszy do Jerozolimy, bo śpieszno mu do człowieka. I nie wycofa się przed tymi wąskimi drzwiami, które jakby ledwo odchylone z powodu naszej biedy i grzechów, zostają całkowicie i ostatecznie rozchylone przez Jego śmierć. W Jego ranach jest nasze zdrowie, w Nim nasz ufny przystęp do Ojca. Kapłan i lewita - „strażnicy ortodoksji” minęli człowieka, choć znali przykazanie miłości bliźniego, którego trzeba pokochać jak siebie samego. Samarytanin, „odstępca od wiary”, potrafił jednak ten swój okruch myślącej wiary przełożyć na miłosierdzie. Zdążył do Boga, bo zdążył do człowieka – tak są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.
Od słowa kult zrodziło się pojęcie kultury, czyli mądrego zagospodarowania daru wiary. Najwyższy rodzaj kultury to właściwe ukształtowanie serca. A początkiem tego, za świętym Pawłem, jest odnowienie się w w myśleniu. Kult musi być rozumny, świadomy. Miłość nie jest głupia.
Ostatni rok w moim życiu, obfituje w bolesne rozstania z bliskimi. To, co mogę w tym materialnym wymiarze ludzkiego gestu im jeszcze ofiarować, to ostatnia przysługa chrześcijańskiego pochówku. Jestem więc ostatnio dość wrażliwy w tym względzie. I kiedy usłyszałem, że odmawia się godnego pochówku krasnoarmiejcom, którzy polegli w 1920 roku pod Ossowem, nie mogłem tego pojąć. Czy protestującym mieszkańcom i przybyłym do Ossowa, którzy - co po transparentach Bóg Honor Ojczyzna domniemywać można, są chrześcijanami przeszkadza postawienie prawosławnego Krzyża na mogile poległych? Rozumiem pamięć historyczną i związany z nią żal, bo ból już chyba po dziewięćdziesięciu latach powinien ustąpić. Mój dziadek też bił bolszewika, ale ja muszę stoczyć inną walkę, wewnętrzną. Bo gdzie chrześcijański obowiązek pogrzebania umarłych? Ci najeźdźcy sprzed prawie wieku, po pierwsze byli najprawdopodobniej ochrzczeni, bo urodzili się co najmniej na kilkanaście lat przed rewolucją. A po drugie znaleźli się tam, bo wypchali ich tam opętani ideologia przywódcy. Sami pewnie woleli by w tym czasie nie bić się lecz kochać, zakładać rodziny, cieszyć się żonami i dziećmi, najnormalniej śmiać się i płakać, tak całkiem zwyczajnie, po ludzku. Czy wyobraźnia protestujących nie pozwala im, po drugiej stronie ówczesnej barykady, zobaczyć człowieka? A wiara, czy nie podpowiada by z godnością zapalić świeczkę na grobie tych, których opłakać nad grobem nigdy nie mogli najbliżsi? Wojna się już dawno skończyła, a w sercach ciągle tkwią raniące bastiony. I najgorzej, jeśli nie chcę się choć głowy lekko wychylić.
Uparcie postuluję! W haśle Bóg Honor Ojczyzna, dopiszmy też Człowiek. To takie oczywiste, a jednak przez prozę życia bywa kwestionowane.
Chrystus mówiąc o „ciasnych drzwiach” przestrzega: omijając je można zgubić drogę i znaleźć się tam, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zgrzytanie zębów zacząć się może niestety już tu za życia, gdy zabraknie prostego odruchu serca. Jak mówią słowa rzewnej, religijnej pieśni: a nasze serca zimne jak lód. Warto więc wołać Boże, Ojcze miłosierdzia, daj nam Ducha Świętego, Ducha miłości, Ducha Twojego Syna, by w Nim zobaczyć swoje sprawy, by w locie Ducha i z Jego perspektywy, a z dystansem do swej zranionej pamięci czy wyuczonych zachowań i reakcji, rozpoznać i nauczyć się właściwej topografii życia.
Ewa Lipska, Mówię do mojego kraju
« powrót
21 komentarzy
-
2010-08-29
Kefasjus
Re: Człowiek...
Dlaczego boimy się bezradności? Bo wiemy, że w tejże nie możemy liczyć na innych ludzi... Sam Bóg... » -
2010-08-29
Antoni
Re: Cenzura?
Ogólnie paskudny blog a nie ciekawy bo szerzący zamęt. » -
2010-08-27
Antoni
Cenzura?
Proszę Ojca o wyjaśnienie, dlaczego blokuje Ojciec moje komentarze na tym blogu? Czyżby brak... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.

















