Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Na swoim miejscu
Jeśli uwierzę, że na dnie mojego istnienia jest Bóg, który mówi do mojego serca, że jestem cały ceniony i kochany - dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, jest twoją własnością – wówczas będę wolny. Wolność kogoś kto już wie, że jest bez warunkowo przyjęty i pokochany, uzdalnia do bycia pierwszym, bez fałszywej pokory i ostatnim, bez małodusznego wstydu i lęku o siebie.
Czytając w ewangelii, jak Jezus dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat szabasowej uczty, na którą został zaproszony przez pewnego przywódcę faryzeuszy, przypomina mi się inna historia. W 2008 i 2009 roku, wraz z kilkoma braćmi poszedłem do warszawskiej synagogi Nożyków, w ramach Dnia Judaizmu w Kościele Katolickim, na nabożeństwo z okazji rozpoczęcia Szabasu.
W 2009 roku byli obecni również biskupi Kazimierz Nycz i Mieczysław Cisło, odpowiedzialny ze strony episkopatu za dialog z Judaizmem.
Z pewnością sam Jezus, zanim poszedł na ucztę, „jak Pan Bóg przykazał” w dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi (Łk 4,16). I po którymś z takich nabożeństw także miał gorzkie refleksje na temat faryzeuszy mówiąc, że lubią też pierwsze krzesła w synagogach. Ale wracam do mojej historii. Myślę sobie, oczywiście żartobliwie, że tym razem przełożony synagogi Nożyków oraz naczelny Rabin Polski Michael Schudrich, goszcząc uczniów Chrystusa, by tym razem nie narazić się kąśliwe uwagi, sami zaproponowali im pierwsze miejsce w synagodze. W ten sposób, w doborowym towarzystwie biskupów i kilku braci, siedziałem na honorowym miejscu w synagodze. Całe szczęście, że słowa z przypowieści Jezusa przychodzą z usprawiedliwieniem: wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”, i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich... Tak to był dla mnie ogromny zaszczyt, że mogłem doświadczyć serdeczności z strony moich Starszych Braci w wierze. Po nabożeństwie był poczęstunek. Na szczęście w formie „szwedzkiego stołu” i nikt nie miał dylematu, gdzie mu wypada lub nie przycupnąć. Myślę, że czas Paruzji naprawdę się zbliża wielkimi krokami.
Najważniejsze, by znać swoje miejsce w życiu. A znać je może tylko ktoś tylko taki, kto nie wątpi w swoją wewnętrzną wartość. Człowiek ceniący i akceptujący siebie, bez udawania i kokieterii, jest prawdziwie wolny. Nie musi toczyć nieustannej walki o swoją pozycję, nie zakłada maski sprawiedliwego i mądrego przed sobą i przed innymi, nie kusi się na udowadnianie komukolwiek, że ma ostatecznie rację. Nie musi demonstrować swojej wyższości. Pycha jest tylko zakamuflowaną i zawoalowaną niewiarą w siebie, skoro zachwalający siebie ciągle neurotycznie porównuje się z innymi. Ten, kto ma niezakłamane poczucie swojej wartości i wie, że jest kochany, potrafi i nie boi się być i pierwszy i ostatni.
Chrystus, Pierwszy i Ostatni - Alfa i Omega. On, Jedyna Prawda a nikogo nie deprecjonuje. On, w którym są wszelkie skarby mądrości i umiejętności, a obraca się wśród niemądrych w oczach tego świata. On, który godnością przewyższa wszystkich, nikogo nie poniża. On, umiłowany przez Ojca do końca, któremu należy się posłuch, sam posłuszny jest aż do śmierci. On, Pierwszy pośród Synów ludzkich, zasiadający po prawicy Ojca, a wybrał ostatnie miejsce – krzyż. On, Źródło Życia a poszedł spocząć do krainy umarłych, z którymi już nikt z żyjących się nie liczy. Bóg zajął ostatnie miejsce. Pan stał się sługą. A to wszystko po to, by mnie człowieka, który zasługuje na ostatnie miejsce z powodu grzechów i który ciągle nie wierzy że jest dla Boga ważny i kochany, zaprasza na pierwsze miejsce. U Boga bowiem każdy człowiek – każde jego ukochane dziecko - zawsze jest na swoim miejscu, jest tym najważniejszym... pierwszym.
Nie powinniśmy się więc bać, że nie zawsze będziemy dla ludzi wystarczająco ważni, akceptowani i podziwiani, że nie zawsze okaże się, że mamy rację. Jezus jest wszędzie tam, gdzie są „potrzebujący – i wszędzie tam oni (i On w nich) są dla nas „okazją”, otwartą bramą do Ojca. A gdzie nie ma Jezusa? Nie ma Go tylko w jednym miejscu: czyli w tych i z tymi, którzy sami siebie uważają za sprawiedliwych, widzących, którzy wykluczają innych, a ze słów Jezusa czynią bramy, strzegąc je lękliwie, i choć sami do niej nie wchodzą, innym wejść nie pozwalają (T. Halik, Dotknij ran).
W najważniejszym momencie historii zbawienie Bóg objawił się nie pozycji tronu i władzy lecz w słabości krzyża. I mówił pokornie do człowieka "pragnę" a nie "żądam". Smutne i niezrozumiałe jest, gdy uczniowie Chrystusa ciągle zapominają o tej perspektywie. Czym różnią się pasterze Kościoła od polityków, gdy bez ewangelicznej skromności, roszczą sobie prawo nie tyle o rząd dusz ale w każdej sprawie stanowczo wypowiadają się w imieniu całego narodu, nawet gdy to nie dotyczy spraw wiary i zbawienia? Każdy bowiem kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża będzie wywyższony przypomina Chrystus wpierw samym uczniom, potem światu.
« powrót
12 komentarzy
-
2010-09-27
M
Re: Ja również dziękuję Ojcu za te słowa. Wiele w nich prawdy. Tak sobie pomyslałam, że współczesny świa...
I ja dziękuję, zwłaszcza za poruszenie problemu samoakceptacji, piękny akapit. » -
2010-09-08
Kefasjus
Re: Re: Re: Re: Jakie jest przesłanie w kontekście synagogi?
Ten jednak dopuścili;) Antoni - nnie jesteś osamotniony, każdy z nas nie wie co będzie a co nie... » -
2010-09-05
Antoni
Re: Re: Re: Jakie jest przesłanie w kontekście synagogi?
Nie sądzę, żeby Ojciec Maciej mógł w czymkolwiek wzbogacić moje serce. Nie moge nic wnieść do tej... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.



.jpg)















