Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Wyrzec się Matki
Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, (…), nie może być moim uczniem... kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (por. Łk 14, 25-33).
Kilku naszych braci studentów, w trakcie wyprawy wakacyjnej do Bułgarii, przy okazji postanowiło zobaczyć również stosunkowo niedaleko odległy Stambuł. Jeden z braci, Tomasz pisał: Wczoraj wieczorem dotarłem do Konstantynopola / Stambułu. Widok Świętej Mądrości onieśmielający. Sam nie wiem: wielka czy mała. Spytałem potem Tomka o wrażenia z Hagia Sofia, której zobaczenie jest moim marzeniem. Zażartowałem wówczas: Czy szykuje się jakaś wyprawa (...)owa, by Konstantynopol był Konstantynopolem. Stambułu nie uznaję!
Święta Mądrość, jaka jest: wielka czy mała? Kiedyś była „wielka” a dziś pokorna, maleńka.
Tomek dał mi odpowiedź: Sofia już chyba taka pozostanie, jak nasza wiara: zraniona. Może to nawet dzięki temu Oblicze z Deesis jaśnieje nam takim pokojem. Zatem o wyprawach (...)owych zapomnijmy na zawsze.
Trzeba raz na zawsze wyrzec się Matki – Kościoła triumfującego, takiego nieocienionego Krzyżem.
Wciąż nie uświadamiamy sobie w pełni niesamowitej szansy naszych czasów, kiedy chrześcijaństwo znika z naszej kultury jako oczywista rama, jako „religia”, czyli sprawa tradycji, autorytetu, zbiorowości, jako wyprzedany majątek. Przez wiele stuleci, kiedy chrześcijaństwo w taki sposób było obecne w społeczeństwie europejskim, przynosiło to wprawdzie pożytki kulturalne i społeczne, jednak miliony chrześcijan zostały wyraźnie zubożone o to, co jest w chrześcijaństwie najważniejsze, czyli o doświadczenie nawrócenia, „metanoia”... Być może, chrześcijanie, zamiast obsesyjnie szukać zamaskowanych agentów ciemnych sił pragnących w wyrafinowany sposób obalić „naszą religię”, powinni sami strać się o to, aby tu i ówdzie zużyte już formy religii zostały w naszej kulturze naruszone „wywrotową mocą Ewangelii (Tomas Halik, Dotknij ran).
Symbolem opustoszałej dziś Hagia Sofia jest patriarcha Bartłomiej I, skromny biskup i człowiek, rezydujący w świadomie „niezauważanej” przez Turków dzielnicy Fanar. Państwo tureckie odmawia mu prawa do używania powszechnego patriarchy Konstantynopola. Wielki i dumny kiedyś patriarchat ogromnego Cesarstwa Bizantyjskiego, dziś pokornie zajmuje jedno z ostatnich miejsc. W wygłoszonej 2 listopada 1991, w czasie intronizacji, mowie Bartłomiej I podkreślił, iż przyjmuje z rąk Dymitriosa I krzyż Andrzeja, pierwszego powołanego, bu kontynuować wchodzenie na Golgotę, by zostać ukrzyżowanym w Panu naszym i w Jego Kościele, by utrwalać światłość Zmartwychwstania... Nie mając innego schronienia, jak tylko miłosierdzie Pana naszego, o łaskę którego błagamy, aby pozwolił nam rozwinąć naszą siłę pośród naszej słabości.
Silna jest nadal pokusa by oczekiwać na czasy wielkości Kościoła, której na Zachodzie symbolem była papieska tiara, a na Wschodzie dumna Hagia Sofia. Ale czy Kościół dumny, bardziej Władczyni niż Matka udźwignie Krzyż? Jeśli nawet nadal krzyż pozostanie zewnętrznym Jego znakiem, mentalnie będzie od niego daleko, bo silni i dumni nie uznają słabości, nie przewidują śmierci. Bo któż, z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie... Tak więc, nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem. Silny, triumfujący Kościół nie udźwignie Krzyża, nie przejdzie przez ciasne drzwi. Kościół – Matka, ma dźwigać człowieka, bo to właśnie dla niego została złożona ofiara. To nie krzyż Bóg dźwiga lecz człowieka. Jeśli Kościół nie pozbędzie się przywilejów, nie da rady podnieść i ponieść ani Krzyż ani człowieka.
Wierzący powinni się wyrzec snów o Maior Ecclesia - jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści ... matki... nie jest mnie godzien. Kościół – Mater nostra, raczej skromna choć dzielna, ma za zadanie, swoją kobiecą delikatnością, matczyną dyskrecją i świętą mądrością (Hagia Sofia) udźwignąć człowieka z jego ranami, bo najgorszą chorobą jest być niechcianym (św. Matka Teresa z Kalkuty). Kościół - Matka, to ikona Boga, który dwoma dłońmi – Chrystusem i Duchem Świętym przygarnia świat (św. Ireneusz z Lyonu). Trzeba mieć w nienawiści taką wizję Matki Kościoła, którą się ubóstwia, gdy tymczasem jej źródło, Pan jest ubogi i ukrzyżowany. Nie może być tak, że gdy Pan jest zraniony, Jego Oblubienica kokietuje możnych tego świata i bryluje obwieszona honorami ziemskich ojczyzn. Jakiż małżonek umarł kiedykolwiek za swa żonę, i jakaż żona wybrała sobie kiedykolwiek za męża ukrzyżowanego? Pan zaślubił Kościół, zapewnił mu posag przez soją krew i ukuł pierścień z gwoździ swojego ukrzyżowania - pisał Jan z Sarugi, pisarz starożytny z Syrii.
Dziś przypada 13 rocznica śmierci św. Matki Teresy. Odwiedzający ją w Kalkucie, Jan Paweł II miał powiedzieć wówczas, że tam, w noclegowniach Kalkuty powinien sprawować swój urząd. Ecce Ecclesia - Mater tua.
Pan sam troszczy się o swój Kościół i oczyszcza go w czasach nowożytnych rękoma ateizmu i obojętności, które stają się narzędziem oczyszczającego Ducha. Upadło dumne chrześcijańskie Cesarstwo Bizantyjskie, poszła do lamusa historii też papieska tiara. Paruzja zbliża się wielkimi krokami. Czas wyrzec się marzeń o Matce – Władczyni, lepiej odnowić w Kościele obraz pokornej Oblubienicy, która niezakłamanym, szczerym głosem woła „Maranatha, Przyjdź Panie Jezu”.
Kościół początkowo prowadzony był tam, dokąd nie chciał (J 21,18), że droga ta okazywała się dla niego cierpieniem i upokorzeniem, niczego nie zmienia w tym, że szedł on bardzo dobrą, pieczołowicie zaplanowaną przez Opatrzność drogą. Droga ta w sposób wewnętrzny, dany przez los, w solidarności, która dla jego doświadczeń był czymś całkiem nowym i pełnym zgrozy, zaprowadziła go do współodczuwania ze światem. Kościół, „zamknięty ogród”, „zapieczętowane źródło”, Oblubienica zasłonięta welonem z tysiąca monasterów i klasztorów, został przemocą otwarty i prawie spustoszony, ponieważ stopy bezimiennych tylko z trudem wstępują w jego duszę. Nie dość, że otworzyły się klauzury, to jeszcze w samym sercu Kościoła zawalił się mur, a tam, gdzie zdawała się istnieć skała, o którą ocierał się dobrowolny pustelnik, teraz jest ciepłe, przekrwione ciało, ciało nieznanego brata, który mieszka, śpi, pracuje, cierpi i umiera w sąsiednim pomieszczeniu. Zakonnica-Kościół musi się uczyć tego, by nie przerażać się tą bliskością. Poprzez tą bliskość musi również uczyć się zachowywania swej wyłączności wobec Oblubieńca Chrystusa. Co więcej, wyłączność tę musi odnajdywać na nowo i głębiej właśnie poprzez tę bliskość (...). Walące się mury mogą pogrzebać wiele z tego, co chronione przez nie zdawało się żyć. Jednak współodczuwanie z przestrzenią, która się tworzy, jest czymś o wiele większym (Hans Urs von Balthasar, Burzenie bastionów).
« powrót
20 komentarzy
-
2010-09-26
ma86
Ocena:



Dziękuję!
Ten tekst to balsam na duszę agnostyczki... Dziękuję! » -
2010-09-12
Maciek(jaMci)
Re: Re: !!! - aneks ;)
dziękuję » -
2010-09-11
a. v.-.b.
[Widok...]
Widok Świętej Mądrości onieśmielający. A to się nieraz autorom napisze. Dziękuję. Pozdrawiam. »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.




















