Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Zbawienne zdezorientowanie
„Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie ZOSTAWIA DZIEWIĘĆDZIESIĘCIU DZIEWIĘCIU NA PUSTYNI i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie?” Łk 15,4
fresk z Dobrym Pasterzem - katakumby Domitilli (krypta Lucyny) w Rzymie, początek III w.
Dlaczego pasterz, szukając tej jednej - zagubionej owcy, pozostawia te pozostałe – nie zagubione na pustyni? Pustynia to nie zbyt fortunne miejsce na przetrwanie. Ale dla nas chrześcijan, dla Kościoła to dobre miejsce i czas na konfrontacje i oczyszczenie. Dzisiejszą pustynią, na którą chrześcijan, jak samego Chrystusa, wyprowadza Duch (Łk 4,1-13), jest ateizm i obojętność. To one nas „przyciskają do muru”, abyśmy uczciwie zadali sobie pytanie, czy nasza wiara jest autentycznie przeżyta, czy może pozostała już tylko przyzwyczajeniem i pobożnym życzeniem? Skupiamy się zanadto i z oburzeniem na tych, którzy poginęli, choć nie są naszą własnością, by tak zaborczo i lękliwie się gorączkować. Głośmy Chrystusa, tak – „w porę i nie w porę”, ale raczej wielkodusznie. On o nikim nie zapomni, bo Pismo mówi, że nawet „gdy zejdę do szeolu, Ty tam jesteś”. A jeśli są tacy, co się zagubili w wierze, to także dlatego, że sami chrześcijanie są zdezorientowani i pogubieni, choć często bez pokory twierdzą, że nigdzie nie odeszli. Są ci, którzy odchodzą od Kościoła, z kapłaństwa, zakonu i gubią się w wierze, ale także wśród tych, którzy zostają - „trwają”, trudno niekiedy mówić o trwaniu w wierze i powołaniu.
Bywają miesiące i lata, kiedy codziennie musimy walczyć o nadzieję. Bywają długie okresy w życiu, kiedy dobrze rozumiemy słowa, którymi św. Paweł opisał, co dzieje się z nim i w nim: na zewnątrz walki, wewnątrz obawy (por. 2 Kor 7,5). Bywają etapy dziejów społeczeństwa i Kościoła, kiedy zło i zamęt, zwątpienie i troski otaczają nas jak gęsta mgła, przez która nie widać drogi nawet na krok. Tak, ja sam znam też takie chwile. (ks. Tomas Halik, w najnowszej książce Drzewo ma jeszcze nadzieję).
Chrystus w dzisiejszych czasach jakby szczególnie wydaje się nie rozpoznawalny, jakby nieobecny. Ale może tylko oddalił się, byśmy Go naprawdę zaczęli szukać. Nie tylko by zaspokoić głód teologicznej wiedzy i poprawności, ponieważ prawdziwego lęku człowieka nie może opanować rozum, może to sprawić tylko obecność kogoś kochającego, pisał kard. Ratzinger, dziś Benedykt XVI. Chrześcijaństwo nie usuwa lęku i niepewności, wiara jedynie odbiera ostatnie słowo przerażeniu. Dzisiejszej niewierze, zagubieniu Boga i Kościoła często towarzyszy lęk. I niektórzy wybierają drogę na skróty. Są tacy, którzy aby zrelatywizować swój lęk, uciekają przed konfrontacją ze sobą, przed zmaganiem i postawianiem sobie trudnych pytań. I nie dotyczy to tylko tych, którzy ogłosili „śmierć Boga” i i tych, których kwestia tego, czy Bóg żyje czy umarł, w ogóle „nie rusza”. Lęk trawi również osoby, które pod przezornym okiem swego guru lub w bastionach fundamentalizmu, udają że w ich życiowym słowniku nie występuje słowo kryzys. Ci, powiedzmy sobie szczerze, to dopiero się ostro pogubili. Z osobami, które miały doświadczenie bycia w sektach nie miałem za bardzo styczności. Częściej spotykam się z osobami, „ukąszonymi” przez fundamentalny tradycjonalizm. I moje wrażenie, oczywiście poniekąd też subiektywne, jest następujące. Wielu młodych ludzi wybiera fundamentalizm, bo robi to z lęku, decydując się na taki kurs, aby natychmiastowo odnaleźć bezpieczną przystań, gdzie „zawsze tak było”. „Tak zawsze było” (najczęściej oznacza to, w uproszczeniu, okres pomiędzy Soborami Trydenckim a Watykańskim II), okazuje się mniej wymagające, niż trud i niepewność myślenia i poszukiwania. Jest też swoistym antidotum na niepewność wyniesioną z domu, niepewność wynikającą z kruchości ludzkiego losu, lub niepewność dostrzeżoną „za oknem”, gdzie rozpościera się widok zepsutego świata.
Na dźwięk słowa „kryzys” natychmiast ze wszystkich stron jak sępy zlatują się religijni i świeccy mesjasze ze swoimi ofertami, prostymi i gwarantującymi receptę na zbawienie. Kryzysy jednak, osobiste i społeczne, nie muszą koniecznie budzić lęku i histerycznej reakcji; kryzysy są naturalnymi przewodnikami życia, są jakby głazami w korycie rzeki, które nurtowi życia nadają spad, dynamizm i urozmaicają go. Życie bez kryzysów i prób byłoby jak leniwy, bagnisty potok albo sztuczny zbiornik z zatęchłą wodą (T. Halik, Drzewo ma jeszcze nadzieję).
Każdy potrzebuje minimum pewności tego, w co się wierzy i jak się tę wiarę wyraża. Nie można tego osiągnąć jednak w wyniku jednorazowego wyboru. Dlatego Pan zostawia nas, od czasu do czasu, jednych dłużej a niektórych nawet przez całe ziemskie życie, jak Simone Weil, na pustyni - „w kryzysie”. Pozostawia byśmy pytali uczciwie i płakali z bezsilności ale i bez wstydu tak długo, aż ponownie czy po raz pierwszy odkryjemy obecność Kogoś naprawdę nas kochającego. To wszystko po to, by bez udawania i zakładania konformistycznych a pobożnych i teologicznych masek, odkryć obecność Boga żywego. Stąd nigdy nie zabraknie przestrzeni temu., kto biegnie do Pana... ten, co pnie się wzwyż, nie zatrzymuje się nigdy, idąc od jednego początku do drugiego, poprzez początki, które nigdy nie mają końca... znaleźć Boga, to szukać go nieprzerwanie... nigdy nie nasycić się pragnieniem Boga, to widzieć Go rzeczywiście (św. Grzegorz z Nyssy, w. IV).
Kryzysu, jako rzetelnego zmagania ze sobą, nie wolno eliminować, gdy przyjdzie. Pustynia to miejsce, gdzie Bóg zostawił samego Jezusa - Duch wyprowadził Go na pustynię. Czterdzieści dni przebywał na pustyni, kuszony przez szatana. Nauczyciel sam stał się bezradny. Jak uczeń pytał w kryzysie Krzyża o to, gdzie jest Bóg - Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił i jak dziecko płakał, tuląc się w ramionach Ojca – Ojcze, w Twe ręce powierzam ducha mego. Rozpięty pomiędzy lękiem i pytaniami, przeszedł kryzys i zobaczył Oblicze Boga Żywego.
« powrót
12 komentarzy
-
2010-09-15
mr
cieszę się, Ojciec poruszył właśnie teraz ten właśnie temat. Bardzo mi się podoba idea wielkoduszneg...
cieszę się, Ojciec poruszył właśnie teraz ten właśnie temat. Bardzo mi się podoba idea... » -
2010-09-15
o.Maciej Biskup
Re: Re: Re: urwisko
Michale... w tekście nie chodziło o lefebrystów - to tylko przykład jak można, na swój sposób,... » -
2010-09-15
Michał
Re: Re: urwisko
Czasami lepiej nie komentować. Tekst piekny,a komentarz Ojca rozczarował mnie. Więc chodziło w... »
Dobry Pasterz nie rozkazuje powrotów. Nie prowokuje ich, wykorzystując nasze czułe miejsca, by toksycznie nas związać ze sobą. On przyciąga samym Sobą... przyciąga każdą wolność. Niefałszowanym zapachem i smakiem miłości dociera do najbardziej oddalonych i zakazanych przez "wierzących i pobożnych" miejsc profanum. Chce być rozpoznany w nieoczekiwanych momentach przez każdego... rozpoznany niepowtarzalnie.
... więcej »Żywe paschalne doświadczenie BARANKA ZABITEGO ŻYJĄCEGO NA WIEKI, to jedna z bardziej właściwych definicji prawdziwej TRADYCJI KOŚCIOŁA, którą w sercach wiernych przechowuje nie tyle strachliwa z natury ludzka rutyna ale sam Duch Święty - Parakletos. Inna, nie wykluczająca pierwszej, przypomina o odpowiedzialności Kościoła za Tradycję i brzmi następująco: "abyście się wzajemnie obdarzali miłością tak, jak ja was pokochałem" (por. J 15).
Jak można z miłością adorować niewidzialnego Boga, który ukrywa się utajony w Najświętszych Postaciach Eucharystycznych, jednocześnie opluwając drugiego człowieka, który jest widzialną ikoną Boga i cząstką Ciała Chrystusa? Jak można czcić Najświętszy Krzyż, a jednocześnie wylewać pod nim cała swoją żółć i nienawiść wobec przeciwnika politycznego? Chrystus na drodze naszego życia utajony jest w monstrancji o wielorakich rysach.



















