W jednej z największych polskich epopei narodowych –
Panu Tadeuszu, Jankiel – Żyd i polski patriota (patriotyzm rozumiany w duchu jagiellońskiej różnorodności a nie ideologicznie skonstruowanej piastowskiej czystości etnicznej) wzywa szlachtę do powstania i bohaterstwa. Jankiel - mistrz gry na cymbałach, daje popisowy koncert, a muzyka staje się tłem dla opowieści o przeszłej historii Polski. W dźwiękach zamyka historię Konstytucji 3 Maja i Sejmu Czteroletniego, Targowicy, rzezi Pragi, powstanie legionów i marszu Dąbrowskiego do ojczyzny. Cyprian K. Norwid zauważa:
Będzie to zawsze arcydziełem przez sztukę i przez tła od Ruisdaelowskich doskonalsze– ale!!! poema arcy-narodowe-polskie? w którym jedyną figurą serio jest... Żyd (Jankiel)… Oto polskie poema? – vivat!
Tak, jak trudno sobie wyobrazić dzieło Mickiewicza bez Jankiela, tak niemożliwe jest pisanie historii Rzeczypospolitej bez obecności
Przybysza, który przybył z krainy Dawida i Jeszuy z Nazaretu
.
Na wiek XX przypada pisanie najtrudniejszej karty tej obecności na naszej ziemi. Jankiel wydobywa z cymbałów najsmutniejsze dźwięki. Jest w nich ukryte bolesne wołanie, udręczonych przez nazistowski
obłęd, ale pełnych godności wybranych przez samego Boga, dzieci Abrahama. Dwudziestowieczny Jankiel w swych melodiach jednocześnie pyta swego sąsiada w imieniu Jedynego:
gdzie jest brat twój, Abel… cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! (Rdz 4, 9a.10)…
cóżeś uczynił, gdy odbierano Żydom prawo do życia?
Historia pokazała, że polski sąsiad w wielu sytuacjach zachował się bohatersko. Zaraz po wojnie Ludwik Hirszfeld w swoich wspomnieniach, zatytułowanych
Historia jednego życia, pisał:
Mimo całej antypatii do Żydów, mimo chęci pozbycia się ich z Polski, (Polacy) potępiali morderstwa okupantów… Litowali się nad Żydami i surowo osądzali okrucieństwa niemieckie. […] Z wieloma ludźmi rozmawiałem o tych sprawach, z ziemiaństwem i z klerem, i z chłopami, i z policją. Na ogół prawie wszyscy byli antysemitami, ale nie spotkałem wśród nich ludzi, którzy by aprobowali ten sposób likwidowania zagadnienia. I przywołuje wiele wspaniałych świadectw, jak chociażby historia prałata Godlewskiego z Warszawy:
ongiś bojowy antysemita, kapłan wojujący w piśmie i słowie. Ale gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił swoje nastawienie i cały żar swego kapłańskiego serca poświęcił Żydom […] Nie skąpił siebie. Często przychodził do nas, by pocieszać i pokrzepiać. I powołuje się na wypowiedź prezesa Rady Żydowskiej inż. Czerniakowa, który mówił, że
ten ksiądz, były antysemita, więcej serca Żydom okazywał niż kler żydowski, któremu obca była rola pocieszyciela ogółu.
Takich historii można by przywoływać w nieskończoność, ale nie zwalnia to z zadania odważnego pytania czy głos sprzeciwu nie był zbyt słaby, a współczucie za mało wyraźne, bo przecież
ten jest z ojczyzny mojej… jest człowiekiem (Antoni Słonimski). Po 50 latach przemilczania, zakłamania i ideologizowania historii przez komunistów, Jankiel wzywa nas dziś do szczególnego bohaterstwa, do odpowiedzi na pytanie udręczonego narodu:
byłem Przybyszem, czy przyjęliście mnie? (por.
Mt 25, 25.43).
Współczesne bohaterstwo, w czasach pokoju, oznacza między innymi trud zmierzenia się ze swoją historią i sumieniem. Jan Gross w
Strachu przywołuje Mieczysława Jastruna, który zaraz po wojnie, w artykule
Potęga ciemności 17 czerwca 1945 roku, miał odwagę pisać:
Wojna wygrana została w Polsce dzięki odwadze i poświęceniu tysięcy walecznych, pokoju nie wygrany na pewno tchórzliwym przemilczaniem spraw drażliwych, odkładaniem ich na później, kokietowanie kołtuna.
Nasz polski naród, jak pokazuje cała nasza historia, to naród odważny i bohaterski. Zwłaszcza ostatnie 200 lat dobitnie to potwierdzają. Tę bohaterską nutę wygrywa nasz Jankiel. Nie ma wątpliwości, że Polak to bohater. Tego bohaterstwa nie brakowało wielu Polakom również w sprawie niesienia pomocy Żydom.
Polak jednak nie zawsze zachowywał się bohastersko i nie wystarczy dziś powtarzać utartych banałów, że tego bohaterstwa zabrakło jedynie szumowinom społecznym. Niestety, bohaterstwa brakowało również niekiedy elitom: klerowi, żołnierzom AK i przedstawicielom państwa podziemnego, ziemiaństwu… Niekiedy, zbyt mało wyraźny sprzeciw elit powodował, że zdarzały się
zbrodnicze zachowania zwykłych ludzi, zwykłego dnia…
Myślę, że z powodu narcystycznego poczucia honoru, często nam Polakom bardzo trudno jest przyznać się błędów. Widać to dziś, gdy obserwujemy histeryczną reakcję niektórych środowisk i pojedynczych osób na chociażby książki Jana Grossa i zresztą na wszelką dyskusję o trudnych kartach naszej historii. Bynajmniej nie mam na myśli tych, którzy decydują się na merytoryczną dyskusję historyków i socjologów, z szacunkiem dla wydarzeń i ich ofiar.
Najgorzej jest z naszym bohaterstwem właśnie w czasach pokoju, organicznej pracy dla kraju i refleksji nad swoją historią. Cyprian Kamil Norwid pisał dosadnie o nas, ze
Polacy są wspaniałym narodem i bezwartościowym społeczeństwem. Jakże trudno nam Polakom bohatersko walczyć z naszymi narodowymi wadami: prywatą, korupcją, kłótliwością, podejrzliwością… i lękiem przed zmierzeniem się z nie zawsze pełną blasku historią. Chcielibyśmy naiwnie wierzyć, że zawsze byliśmy bohaterscy i nikt nie ma prawa podważać obrazu Polaka walczącego za
naszą i waszą wolność.
Możemy zamknąć oczy na czarne karty naszej historii – jest to realny wybór -
ale czy w przyszłości nowe pokolenia powiedzą bez zawahania, że ich przodkowie zawsze byli odważni. Czy Polacy XXI wieku, z taką odwagą i determinizmem budujący swoją przyszłość – przyszłość następnych pokoleń, mają odwagę zmierzyć się ze swoją bolesną przeszłością, a w niej m.in. z historią własnego lęku przed
Przybyszem. Dziś do naszej ojczyzny, coraz bardziej zasobnej i przewidywalnej, napływają nowi
przybysze, szukający tu spokojnej i godnej egzystencji. Czy ich zauważamy i czy będziemy potrafili ich przyjąć i razem żyć, razem płakać i razem cieszyć się szczęściem na tej samej ziemi. Były czasy, gdy nasza ojczyzna była domem dla niejednego
Przybysza: Żyda, Niemca, Ormianina, Tatara… Ale były dni mroczne, gdy zapominaliśmy o gościnności – gorzej, poddawaliśmy się demonowi lęku przed
innym. Ryszard Kapuściński, w książce
Ten inny, przywołując Lewinasa, pisze:
Zatrzymaj się - zda się mówić do spieszącego w rozpędzonym tłumie człowieka. Zatrzymaj się. Obok ciebie jest inny człowiek. Spotkaj z nim. Spotkanie takie jest największym przeżyciem. Najważniejszym doświadczeniem. Spójrz na twarz tego Innego, która on ci oferuje, Poprzez tę twarz przekazuje ci siebie, więcej przybliża cię do Boga.
Gdy dwa lata temu czytałem książkę
Strach Jana T. Grossa, to z tych wszystkich historycznych relacji, zarówno wojennych, jak i tuż powojennych, wyłaniało mi się właśnie wrażenie strachu przed spojrzeniem udręczonego
Przybysza – Żyda. Niekiedy komentarze i wnioski p. Grossa wydawać się mi się zbyt dosadne, ale najistotniejsze są dla mnie same nagie relacje historyczne, dokumenty, wspomnienia. Ich podważyć nie można. Ich lektura to trudna podróż w przeszłość. Starałem się w nią wyruszyć tak, by z największa empatią wczuć się w ofiarę, bez potrzeby ciągłego udowadniania sobie, że Polacy ratowali wielu Żydów (co jest oczywiste i niepodważalne), by chronić w moim własnym odczuciu narodową dumę. Jestem przekonany i tego sądu nie wyrobiłem sobie dopiero po lekturze
Strachu, że polski antysemityzm czasów wojny i zaraz po niej był nacechowany potężnym strachem przed
Przybyszem. To lęk przez spojrzeniem w twarz Żyda wołającego o schronienie, Żyda wołającego o litość, Żyda - jakimś cudem wracającego z gehenny - wołającego o prawa do współistnienia.
Gdy Jan Paweł II przypominał nam nie raz, że antysemityzm to grzech i wzywał do odważnego rachunku sumienia, widział twarze wielu bohaterów, których sam spotkał a którzy mięli odwagę walczyć o swoje człowieczeństwo. Spotkał takich ludzi jak Mikołaj Iwaniuk, który
wierzył, że człowiek musi ratować człowieka i kobieta z Radziłowa,
która szła za Żydami i płakała, jak rodzina Ulmów – sług Bożych, którzy męczeńsko chronili swych braci Żydów.
Miał jednak przed oczyma także tych, którzy zanim sami uczestniczyli w gehennie swoich braci Żydów lub ją z obojętnością a może i pogardą obserwowali, wcześniej dokonawszy gwałtu na swoim sumieniu i człowieczeństwie. Stąd przestroga papieża, kierowana nie raz do chrześcijan. Jan Paweł II, odważny świadek, nie lękał się zmierzenia się z bolesną częścią historii Kościoła a także naszej narodowej historii. Modlił się: w
spieraj go (naród Żydowski), aby doznawał szacunku i miłości ze strony tych, którzy jeszcze nie rozumieją wielkości doznanych przez niego cierpień, oraz tych, którzy solidarnie, w poczuciu wzajemnej troski, wspólnie odczuwają ból zadanych mu ran.
Papież, Polak to niezaprzeczalny bohater naszej najnowszej historii. Ale z niepokojem widzę, że dziś jest realna pokusa zamknięcia Jana Pawła II jedynie w schemacie bohatera. A był i pozostanie przede wszystkim świadkiem. A świadek świadczy o prawdzie. Świadek nie lęka się prawdy, nie ukrywa jej, choćby była niewygodna i zastraszająca. Wielu Polaków utożsamia się z Ewangelią. Dlatego papież przypomina nam, odwołując się do sumienia człowieka wierzącego, że nie możemy uciekać przed zadaniem sobie pytania czy jako Polak mam dziś odwagę i dojrzały honor, przekraczając swoją urażoną narodową dumę, by zmierzyć się bolesną prawdą. W liście na Wielki Post 2001 Jan Paweł II pisał:
Liczne i krwawe konflikty nękające ludzkość, wywołane czasem z fałszywie pojętych pobudek religijnych, wzniosły mury nienawiści i przemocy między narodami. Zdarza się, że mury te dzielą także różne ugrupowania i społeczności w łonie jednego narodu. Niejednokrotnie obserwujemy z bolesnym poczuciem bezsiły, jak na nowo wybuchają konflikty, które uważano za ostatecznie uśmierzone, i odnosimy wrażenie, że niektóre narody wciągnięte zostały w przemożny wir przemocy, który będzie bez końca pochłaniać ofiary, oraz że nie ma żadnej konkretnej możliwości rozstrzygnięcia tych konfliktów…
Wobec tej niepokojącej sytuacji chrześcijanie nie mogą pozostać obojętni. Właśnie dlatego, w czasie zakończonego niedawno Roku Jubileuszowego, prosiłem Boga w imieniu Kościoła o przebaczenie grzechów jego dzieci. Jesteśmy świadomi, że przewinienia chrześcijan przesłoniły niestety jego nieskalane oblicze, ale ufni w miłosierną miłość Boga, który skruszonemu nie pamięta złego, wiemy też, że zawsze możemy z nową nadzieją wyruszyć w dalszą drogę W tej perspektywie «oczyszczenie pamięci» jest przede wszystkim kolejnym wyznaniem wiary w Boże miłosierdzie, które to wyznanie Kościół na różnych szczeblach winien wciąż z przekonaniem ponawiać… To wyzwanie staje przed konkretnymi ludźmi, ale także przed społecznościami, narodami i całą ludzkością.Możemy dalej bezkrytycznie i narcystycznie pielęgnować naszą narodową dumę i pokrzykiwać na każdego, kto wytknął w naszej historii także chwile podłości, strachu, tchórzostwa i milczenia. A może jednak warto zdobyć się na odwagę spojrzenia
poza siebie, poza swoją urażoną narodową dumę, nie chować się za tymi wszystkimi niepodważalnymi, pięknymi historiami, gdy Polacy ratowali Żydów. Aby zobaczyć ból udręczonych, nawet jeśli niekiedy, jak powiedział Stanisław Krajewski, ten ból może stanowić pokusę triumfalizmu (my Polacy sami często nasze krzywdy traktujemy bałwochwalczo i nie chcemy je przekraczać), trzeba ogromnej empatii. Miał ją wielki świadek trudnej powojennej historii stosunków polsko-żydowskich, przywołany przez Gross w
Strachu, bp częstochowski Teodor Kubina, dla którego ważniejsze było sumienie i człowieczeństwo, niż
zasadnicze założenia myślowe i kanoniczne Kościoła katolickiego, założenie zresztą wysoce wątpliwe.
Za naszą i waszą wolność to jedno z najważniejszych haseł naszej narodowej dumy. Były jednak chwile, kiedy to zawołanie było pustym sloganem. I o tym musimy pamiętać. Tylko ten naród może przetrwać i zachować swoją tożsamość narodowa, który nie boi się swej historii, bez robienia uniku w jej bolesnych sprawach
. Możemy zaciekle bronić naszej narodowej dumy, wytykając innym brak przyzwoitości (Francuzom i Węgrom współpracującym z faszystami i czynnie uczestniczącym w wywózce Żydów do obozów zagłady; Anglikom i Amerykanom, że zabrakło im determinizmu w ratowaniu europejskich Żydów). Możemy także zamilknąć. Przypomnę jednak słowa Zofii Kossak – Szczuckiej:
kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordu. Nie wszystkich w czasie grozy wojny było stać na heroizm i stąd ten strach i milczenie, ale gdy dziś jedynym straszakiem jest nasze własne sumienie, nie godzi się milczeć. Bo co zrobimy wówczas z niewygodnym i wymagającym świadkiem Janem Pawłem II? On przez swoje odważne nauczanie i wyraziste gesty wzywa ciągle Kościół powszechny, a więc i Kościół w Polsce, a jako Polak wzywa wszystkich swoich rodaków, do odważnego rachunku sumienia i zmierzenia się swoja trudną historią, naznaczoną także również niegościnnością, lękiem, milczeniem, obojętnością i wreszcie niekiedy zbrodnią wobec
Przybysza? Czy dumny ze swej historii szlachetny naród polski ma odwagę usłyszeć także bolesną melodię, którą wybija na cymbałach Jankiel –
Przybysz – sąsiad i obywatel (dziś już prawie niezauważalny), który przybył przed wiekami na naszą ziemię, którą i nam Ktoś kiedyś wcześniej ofiarował?