Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Październik 2009
Uzdrawiające potwierdzenie
Próbuje sobie zarysować w wyobraźni obraz historii ewangelicznego Bartymeusza i przypomina mi się historia pewnej kobiety. Była to jedna z moich pierwszych spowiedzi, zaraz po święceniach. Starsza kobieta wyznała, że ostatni raz spowiadała się przeszło 50 lat temu. Sposób, w jaki została potraktowana, zraniło ją na całe życie. Długo musiała czekać, aby przełamać swój opór i ponownie się wyspowiadać. Choć nie przestała wierzyć i chodziła na mszę, nie korzystała jednak ze spowiedzi. Nie z lęku przed Bogiem, ale z lęku przed człowiekiem.
Każdy człowiek, a zwłaszcza ksiądz, przed którym inni odsłaniają życie, musi pamiętać, że przychodzący nie jest jego własnością. Kapłan ma władzę potwierdzenia Bożego przebaczenia, ale nie ma władzy nad człowiekiem. I nie ma prawa przez słowa czy gesty w jakikolwiek sposób okazać, że rozporządza nami i naszym życiem. Jezus w wieczerniku nie z pozycji tronu ale jako uniżony sługa obmywa uczniom stopy. To penitent jest panem w trakcie sakramentu pojednania. On decyduje, czy chce i jest gotowy być obmyty miłosierdziem. Spowiednik nawet wówczas, a może właśnie szczególnie wtedy, gdy nie może udzielić rozgrzeszenia, musi z największą delikatnością pokazać i cierpliwie wytłumaczyć, że to jeszcze nie ten czas. Można w taki sposób uzasadnić brak rozgrzeszenia, że spowiadający się rozumie swoją sytuację i nie odchodzi od konfesjonału jak zbity pies. Możemy komuś zamknąć serce jeszcze bardziej i zrazić nawet na całe życie lub zapalić serce pragnieniem przejścia drogi, która z czasem skończy się pełnym pojednaniem z Bogiem.
Każdy człowiek potrzebuje potwierdzenia. Dziecko, którego we własnym domu nie miało potwierdzenia od najbliższych w sposobie komunikowania się z nim przez słowa i gesty, wchodzi w dorosłe życie w jakiś sposób upośledzone – nie wierzy w siebie, ma mniejszą siłę przebicia.
Ewangelia mówi, że wielu nastawało na niego (Bartymeusza), żeby umilkł. Kto chce żeby umilkł?Tłum, w którym jedni są egoistycznie zajęci własnymi potrzebami, a inni zdradzają jedynie swoją ciekawość względem osoby Jezusa? A może uczniowie, którzy nie chcą przemęczać Mistrza (a może uczciwiej powiedzieć, że sami mają dość już na dziś)? Na różne sposoby możemy komuś zamknąć usta, by nie słyszeć bólu i wołania o pomoc. Czyjeś nieszczęście, to dla nas często dyskomfort. Ono nas niepokoi, jest zawsze jakimś wyrzutem. Boimy się, może czujemy się bezradni, brak nam wyobraźni albo po prostu nie mamy w sobie na tyle współczucia, by inni nas obchodzili?
Spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność za siebie nawzajem.
Pod wpływem Jezusa, ktoś jednak w tłumie usłyszał wołanie Bartymeusza i skierował się do niego ze słowem nadziei: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. Samo potwierdzenie ze strony człowieka jest zawsze jednak nie wystarczające. Nikt, nawet najbardziej dojrzale kochający, nie ma takiej siły w sobie, by nas potwierdzić zupełnie i ostatecznie. Ludzie odchodzą, zmieniają się, umierają… Człowiek to jedynie źródełko, a my potrzebujemy Źródła. Potrzebujemy potwierdzenia ze strony Boga. Ten, który nas stworzył, nas zna i tylko on nas może potwierdzić całościowo i na zawsze, bo Jego dary i wezwania są nieodwołalne.
Ten, który może współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą, przynosi potwierdzenie Ojca, które sam ma od Niego: Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale /uczynił to/ Ten, który powiedział do Niego: Ty jesteś moim Synem, jam Cię dziś zrodził.
Bartymeusz, z powody swojej ślepoty, nie może zobaczyć Jezusa, ale Jego serce jest wyczulone na Jego obecność. To jest ważniejsze, być mieć wyczulone oczy serca, by przejść od Jezusa przed oczyma i na ustach do Jezusa w sercu. Uczniowie i wszyscy otaczający Jezusa widzą fizycznie Pana, ale nie potrafią go dostrzec sercem w wołającym Bartymeuszu. Spojrzenie Chrystusa może przybierać wielorakie rysy: to oblicze pielgrzyma z Emaus, ogrodnika, Marii Magdaleny, mojego sąsiada z ulicy. Bóg wcielił się po to, by człowiek kontemplował Jego Oblicze w każdej twarzy – pisał Evdokimov.
Święty Anzelm pisał w XI wieku: Prawdo... Jesteś odległa od mojego spojrzenia, który jestem tak bliski Twojemu spojrzeniu. Jesteśmy jak Bartymeusz, a może jak uczniowie czy tłum. Z różnych powodów nasz wzrok jest zbyt słaby i zraniony, by Boga zobaczyć. Ale chociaż Bóg nam się wymyka, jednak nie zmienia to faktu, że bezustannie jesteśmy bliscy spojrzeniu Ojca. Św. Paweł głosi: Albowiem Bóg, ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na Obliczu Chrystusa (2 Kor 4, 6). Przyjrzyjmy się zatem spojrzeniu Jezusa… Wzrok Jezusa przywraca nam wychodzące z dobroci Ojca spojrzenie błogosławieństwa, w którym nasz grzech nie był w żadnym sensie przewidywany – pisał mój współbrat, J. M. Garrigues OP, w książce Bóg, w którym nie ma idei zła.
Nie przypadkowo podczas Liturgii diakon lub kapłan okadza również wiernych. Tym gestem Kościół pozdrawia obraz Boży w ludziach, naśladując swego Pana, który nieustannie pochyla się ku ziemi, odnajdując swój obraz w człowieku ( Mikołaj Kabasilas).
Nie pozostaje nam nic innego jak czuwać. Choć zmysły, serce, umysł zawodzą i często nastają na nas, byśmy zamilkli, wiara rozpoznaje i woła: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się na de mną. Jego nadejście jest pewne. Przyjdzie, by nas - zmęczonych pośród codzienności – odnaleźć, usłyszeć i uzdrawiająco potwierdzić.
Tak kiedy w tłumie ujrzysz nagle kogoś
na rogu Świętokrzyskiej i czekając na zielone światło
jest cały jasny i promienny
w otoku nieznanego światła
zapragniesz biec ku temu wszystkiemu co było
Tak spotkasz tego kto jest Panem
wmieszany w tłum da ci się poznać
po tej światłości którą zarzuci na niego
tak długo czekająca
Anna Kamieńska, Tak kiedy w tłumie
4 komentarze
-
2009-10-29
telka
dziękuję za to Słowo, dobrze jest uświadomić sobie, że w spowiedzi Pan Bóg sam upomina się o moją go...
dziękuję za to Słowo, dobrze jest uświadomić sobie, że w spowiedzi Pan Bóg sam upomina się o moją... » -
2009-10-28
Owieczka
Ocena:



Piękne
Tak, ignorancja, arogancja ,i nasze rozbudowane ego przesłaniają Boga. Pokora i zrozumienie gdzie... » -
2009-10-27
Kasia (Sz)
Trafna uwaga, że boimy się spowiedzi z lęku przed człowiekiem a nie przed Bogiem. Sama skorzystałam ...
Trafna uwaga, że boimy się spowiedzi z lęku przed człowiekiem a nie przed Bogiem. Sama... »














