Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP
Październik 2011
Nic nie wiem poza...
Nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście... Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus.
por. Mt 23, 1-12
W 1977 roku, z okazji urodzin Pawła VI, obecny papież Benedykt XVI podzielił się swoimi uwagami na temat tego kim i jaki powinien być następca Piotra. Powiedział wówczas, cytując kardynała Reginalda Pole'a, że papież powinien uważać się za kogoś małego i tak też się zachowywać. Jednocześnie przyznał, że papież nie wie nic innego poza tym, czego nauczył go Bóg Ojciec przez Syna.
Tymczasem, u nas nie brakuje ciągle hierarchów i duchownych, którzy na ambonie "znają się" na wszystkim, bezkrytycznie uzurpując sobie kompetencje i żądając uznania autorytetu w każdej dziedzinie życia i za wszelką cenę. Wyjaśniają więc przyczyny katastrofy smoleńskiej, mówią o wyszkoleniu polskiego wojska, udzielają instrukcji wyborczych... itd., itd. Jednym słowem, sen o prowadzeniu narodu nie ustępuje rzeczywistości, w której świeccy katolicy nie mają zamiaru zgadzać się by nadal ich traktowano infantylnie, prowadząc za rączkę. Dotyczy to także spraw wiary. W sakramentach, Nauczyciel i Mistrz wiary - Duch Święty zstępuje i uczy (por. J 14,26) każdego ochrzczonego. Benedykt XVI nie dawno wspomniał o "wewnętrznej wspólnocie wiary” wszystkich ochrzczonych bez wyjątku i podkreślił, że papież nie ma tej władzy, by coś wymusić. Jego "siła" polega na przekonywaniu ludzi by pojęli – jesteśmy razem.
Skoro jeden jest tylko Nauczyciel i Mistrz a my wszyscy jesteśmy braćmi, o czym przypomina nam dzisiejsza ewangelia, i gdy rzeczywistość kościelna w Polsce - nie oszukujmy się - jest zgoła inna, to świeccy zaczynają wyraźnie akcentować swoją autonomię i coraz to buntują się przeciwko nam, bo chcieliby rozmawiać z samym Gospodarzem bez pośredników (Czesław Miłosz, fragment wiersza Dziecko).
Dla umocnienia w wierze świeckich wiernych, lepiej byłoby, gdybyśmy my duchowni w Polsce, głosząc na ambonie żywe Słowo Boże, zaufali bardziej sile łaski Bożej i przyznali, że nie wiemy nic innego poza tym, czego nauczył nas Bóg Ojciec przez Syna. Posłano nas bowiem do głoszenia Ewangelii... nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża (1 Kor 1, 17).
Jestem przekonany, że los Krzyża Pańskiego rozstrzyga się nie na sejmowych salonach lecz na ambonach. Jeśli tu go obronimy, zgadzając się na ukrzyżowanie i śmierć wszystkich naszych ludzkich ambicji, pomysłów i osobistych poglądów, Krzyż ocaleje w sercach ludzi. Nie jest rzeczą papieża, aby być pełnych chwały władcą, lecz by dawać świadectwo o Tym, który został ukrzyżowany, a i aby być także samemu gotowym, w ten sposób, w łączności z Nim, wypełniać swój urząd - wyznaje Benedykt XVI.
8 komentarzy
-
2011-11-01
kajak
Re: Re: Re: Re: Re: Re: jak nie ulał...
Znowu te nożyce. Vel kajak. Dokładnie dowiedzieć się, jak i kiedy nadużywam słów... Z użyciem... » -
2011-10-31
o. Maciej Biskup OP
Re: Re: Re: Re: Re: jak nie ulał...
"De gustibus est non disputandum" - zwłaszcza jeśli dotyczy to "argumentum ad personam non ad... » -
2011-10-31
Alfama
Re: Re: Re: Re: jak nie ulał...
"Głoście Ewangelię zawsze, a w razie potrzeby używajcie słów".Ja mam często wrażenie,że... »
Thomas Merton w liście do Whitmana Searsa (12 listopada 1962 ) ... więcej »
W mojej sytuacji odczuwam jedynie bezradność: wydawałoby się, że powinienem mieć wspaniałą perspektywę do oglądania rzeczy w odmiennym - heraklitejskim - świetle. Ale równocześnie wokół mnie i we mnie samym jest tyle zamętu. W monastycyzmie tkwi fatalna mieszanina inspiracji i inercji, która wywołuje niejasne, okropne poczucie winy w każdym, kto nie chowa po prostu głowy w piasek. Nigdy nie wiesz, kiedy masz słuszność i jak daleko możesz się posunąć w badaniu zewnętrznego świata i reagowania nań. Istnieje nieskończona ilość pokus, a pierwszą z nich jest myślenie, że się jest od tego wszystkiego odizolowanym i jakoś "czystym", podczas gdy w rzeczywistości jesteśmy pełni tych samych jadów. Dlatego walczymy w sobie z wieloma takimi dwuznacznościami. Zawsze istnieje pokusa usprawiedliwiania siebie poprzez potępiania "świata".
Thomas Merton w liście do Czesława Miłosza, w: Życie w listach, W drodze 2011
"Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga" - mówi Ten, do którego - Pana Wszechświata - należy wszystko. Dla nas, którzy lubujemy się bardziej w poszerzaniu swoich wpływów, niż w ich ograniczaniu, może wydawać się to nie zrozumiałe!
... więcej »Oczywiste jest to, że chrześcijanin, decydując się na wybór takiego czy innego kandydata, powinien kierować się sumieniem i to jeszcze otwartym na światło Ewangelii i apostolskie nauczanie Kościoła. W swoim rozstrzyganiu nie może się jednak ograniczyć do tematów wyłącznie "dyżurnych" w dyskusji społecznej i politycznej, jak na przykład aborcja. Nie umniejszając powagi tego grzechu, chrześcijanin musi zachować ostrożność i roztropnie pamiętać, że niejednokrotnie politycy tę kwestię traktują dość koniunkturalnie i przedmiotowo.
Święty Franciszek to piękna ikona Kościoła, który w swym ubóstwie, prostocie i ranach - jako brat - powinien docierać do każdego. Skoro Franciszek potrafił rozmawiać z wilkiem, to i Kościół nie powinien bać się rozmawiania z każdym człowiekiem. I może wówczas, gdy Kościół - na wzór Franciszka - będzie się stawał bardziej prosty i autentyczny w swym wyrazie i języku, wielu przyjdzie słuchać Ewangelię... a może ją po prostu we wspólnocie Kościoła zobaczy. Franciszek podtrzymywał Kościół, jak w śnie Innocentego III i odbudowywał go jako communio - wspólnotę. Działo się to na długo przed tym jak Sobór Watykański II o takim wymiarze Kościoła rozmawiał. Jean Vanier pisał, że jeżeli brakuje wspólnoty, serca zamykają się i obumierają. Kościół brat nie będzie miał problemu z autorytetem w świecie. Ojcowska troska Franciszka o Kościół była właśnie braterska i prosta. Autorytet Kościoła, bardziej wsłuchujący się i rozmawiający, a nie wyłącznie rozkazujący i pouczający bardziej przekona do siebie i przyciągnie. Często za fasadą pewności siebie i władzy, która tylko zarządza i dekretuje, ukrywa się lęk przed konfrontacją z własnym ubóstwem, niepewnością i ranami. Pójście do świata wiąże się z odsłonięciem swojej słabości. Gdy tylko ktoś zaczyna kochać, staje się kruchy, podatny na okaleczenie. Dlatego właśnie Jezus to Osoba, która może być najboleśniej zraniona, bo On kochał najpełniej - mówi Jean Vanier. Franciszek, ośmielony przykładem ubogiego i zranionego Zbawiciela, sam taki dał się poznać światu, znosząc bariery i rozbijając skorupy, które zamykają na innych. Świat zobaczył w nim brata, który nie boi się dotykać ran człowieka, jego ubóstwa materialnego, psychicznego i duchowego. On naprawdę wierzył, że Ewangelia sama przyciągnie i zadziała.



.jpg)












