„Abandon”
Małgorzata Wałejko
Errata, część 1. Heroizm - droga dojścia.
Ostatnimi czasy Redakcja strony była łaskawa zamieścić w zakładce „Polecamy” mój tekst poświęcony naturalnemu planowaniu rodziny. Byłam tym nieco zaskoczona, gdyż tekst powstał już jakiś czas temu i przyznam, że pewne kwestie dzisiaj gotowa byłabym nieco przeformułować. Prześledziłam komentarze (bardzo za nie dziękuję) i pomyślałam, że blog może być dobrym miejscem, aby przelać wywołane przez nie, a i przez wspomniany czas, refleksje i dopowiedzenia. Przez to, że refleksji jest kilka, podzielę wpisy na kilka odcinków, aby jednorazowo Czytelnika nie zmęczyć.
-
2009-10-06
Babcia
To nie ma nic wspólnego z heroizmem
Jeszcze dopiszę, Pani Małgorzato. Wstrzemięźliwość wcale nie jest trudna, gdy są dla niej rzeczywiste powody. Nawet bardziej dla kobiet niż dla mężczyzn- jest to naprawdę drobiazg. A co do heroizmu- to być może heroizmem jest ślepe posłuszeństwo Kościołowi. Nie ten najlepiej służy, kto rozumie- jak napisał Miłosz. Jednak ślepe posłuszeństwo, z miłości do Kościoła, a częściej ze strachu- to chyba jednak nie jest dobra cecha. Te wszystkie teologicze rozważania są tak bardzo "zakręcone", tak przesadne, że człowiek zaczyna się zastanawiać: gdyby teraz Chrystus przyszedł na świat, to czego by nauczał, npr-u??? I swoim uczniom też by nakazał: idźcie na cały świat i nauczajcie npr-u??? To żałosne. Czy nie mam racji, że olbrzymią uwagę Kościół kieruje na szkolenia przedmałżeńskie i na rekolekcje małżeńskie "doszkalające"? Czy to przynosi jakieś pozytywne owoce? Moim zdaniem przekonuje przekonanych, a wszystkich innych odrzuca od Kościoła. Ale to moje zdanie. Rzeczywisty problem polega na tym, że Kościół nie umie przekonać do swoich racji. Księża też się miotają między ostrym wymaganiem od wiernych pełnego posłuszeństwa a miłosiernym zrozumieniem dla trudnych sytuacji. Tych trudnych sytuacji jest więcej niż się wydaje. Najbardziej zmęczyły mnie właśnie takie spowiedzi, kiedy wywalczałam rozgrzeszenie. To jest właśnie paranoja. Jeśli jest grzech, to się go żałuje i z tej racji dostaje rozgrzeszenie. A czy ktoś za te grzechy naprawdę żałuje? I szczerze postanawia ich więcej nie popełniać? Kościół mówi, że człowiek ma prawo upadać. Ale przecież to nie o to chodzi. Jaki to upadek, gdy kobiecie żal własnego męża, któremu jest to bardzo potrzebne. Celibatariusze tego nie zrozumieją. Nie rozumiem też, dlaczego zamiast wskazywać na możliwość-konieczność wstrzemięźliwości,księża nie pójdą w bardziej logicznym kierunku: obiecywaliście sobie miłość małżeńską, więc współżyjcie wtedy, kiedy tego potrzebuje którakolwiek ze stron. Bo obie strony są jednakowo ważne. A jeśli będzie kolejne dziecko, to taka wola nieba... Jak żona umrze albo się rozchoruje, albo nie starczy wam sił na wychowywanie... nie martwcie się na zapas. Po śmierci Bóg wam to wynagrodzi. Może to byłby heroizm??? Ale cofnęlibyśmy się do Castii Connubi... Ale mamy postęp!!!
Zapamiętaj mnie na tym komputerze
Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.
Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.
- Jednak 2009-10-13 Onna
- To nie ma nic wspólnego z heroizmem 2009-10-06 Babcia
- Co z dziękczynieniem? 2009-10-05 Babcia
- @ p.Małgorzata i o.Maciej 2009-09-30 bea
- Niegłupie, niegłupie 2009-09-30 Mati
- a'propos Prawa 2009-09-30 o.Maciej Biskup
- Re: a'propos Prawa 2009-09-30 goska
- Re: Re: a'propos Prawa 2009-09-30 Mati
- łaska 2009-09-30 Fasola
- nie doczytałam do końca - biegnę do szkoły do dzieci ;)... 2009-09-30 emilia m.
- pytanie 2009-09-30 bea
- Re: pytanie 2009-09-30 m.walejko
- Re: pytanie 2009-09-30 Monika
Zasnęła. Okrywam ją kołdrą. Mąż wpatruje się w nią w zamyśleniu. Spojrzałam pytająco. „Wiesz, miałem ostatnio takie przeświadczenie… że ona będzie świętą.” Po chwili dodaje, jakby usprawiedliwiając się: „ale może to tylko moje pragnienie…”
... więcej »Dobrze, że dzieci czasami wyjeżdżają. Zwłaszcza rośli dziewięcioletni młodzieńcy, którzy wstydzą się przytulać do mamy przy kumplach.
... więcej »
Celem zasilenia energią niewyspanej głowy i ożywienia snujących się w niej szarych komórek, udałam się na kawę do uczelnianego bufetu. Patrzyłam, patrzyłam i rodziły się we mnie pytania.
Zastanowiłam się, gdzie dla nas, chrześcijan przebiega granica pomiędzy krzyżem a „moim dobrem”. Na pewno inaczej, niż dla osób, które Ewangelią nie chcą się kierować. Jednak nie tak, by krzyż zagroził naszemu dobru.



















