„Abandon”
Małgorzata Wałejko
KwiecieĂĹĄĂÂ 2009
Świąteczne błogosławienie, czyli krytyka krytyki
Błogosławieństwo – to nie tylko krzyżyk na czole i znak krzyża na koniec Mszy. Błogosławić to nie tylko przekazywać Boży pokój i być posłannikiem Jego miłości. Błogosławić to także odsłaniać dobro przed drugim człowiekiem; jego własne dobro.
Gdy chcemy kogoś kochać to zastępujemy go w pracy, bierzemy na siebie część jego trudów, staramy się zmniejszyć jego różne biedy, z którymi się boryka. Kochanie to też dawanie naszego czasu, życia po prostu. Zamiast obejrzeć „swój” serial – pójść pograć z synem w grę planszową. Zamiast na moment rozciągnąć się na kanapie w ferworze prac przedświątecznych – napisać kartki do starszych wiekiem cioć i wujków. Zamiast planowanego z radochą wcześniejszego zakopania się pod kołdrą z książką i ciasteczkami – cierpliwie wysłuchać godzinnego zwierzania się koleżanki przez telefon, która nie radzi sobie z uczuciami i musi się wygadać.
Nawet wybaczanie nie dopełnia tego obrazu miłości. Bo można wybaczyć, ale jak oficjel – podpisać akt łaski celnie okazując winowajcy że jest zerem.
Miłość to jest przede wszystkim błogosławienie drugiemu – czyli pokazywanie mu jego dobra. Przekonywanie go o dobru, które w nim jest. Nie przypochlebianie. Bezinteresowne nastawienie, żeby najpierw dostrzec w każdym dobro i piękno, aby mu je pokazać.
To bywa proste. Mężowi mówić: „Miałeś znakomity pomysł z tym kolorem ściany”. „Bardzo lubię, gdy tak troszczysz się o moje zdrowie”. „Bardzo męsko wyglądasz w tej koszuli”. „ To niesamowite, że zawsze pomagasz innym, nawet jak nie masz ochoty”. Dziecku: „Twoja wrażliwość na los zwierząt świadczy o bardzo dobrym sercu”. „Twoje poczucie humoru zwala mnie z nóg”. „Jak tak przytuliłeś chorego dziadzię pomyślałam, że to szczęście mieć takiego wnuka”. Pani ekspedientce w hipermarkecie, gdy klient przed nami był wobec niej ordynarny, ale przemilczała, szepnąć, że ma anielską cierpliwość, naprawdę godną podziwu.
Dlatego zrobiło mi się jakoś smutno, gdy relacje telewizyjne z Pasterek w najważniejszych świątyniach Polski jak refren podawały: „W katedrze p.w. (…) Abp (…) w swoim kazaniu mówił o największych grzechach przeciwko rodzinie: rozwodach, alkoholizmie i aborcji”. „Bp (…) przypominał prawa dzieci i prawa człowieka, notorycznie łamane”. „Prymas Polski mówił o egoizmie współczesnego człowieka”. Wygląda, że hierarchowie się wcześniej mniej-więcej umówili co do treści kazań.
Rzuciło mi się to w oczy, gdyż sama miałam wielkie szczęście usłyszeć coś zupełnie innego na Pasterce.
Już gdy kapłani otoczyli ołtarz i wybrzmiała kolęda na wejście, Celebrans powiedział: „Bóg ma marzenie. On marzy o nas. My jesteśmy marzeniem Boga! Pragnie każdego z nas.” A na koniec, kiedy dziękował za przygotowanie oprawy liturgicznej i obecność, powiedział, tak jakoś bardzo z serca i po prostu: „Cieszę się i dziękuje wam, bo jesteście najwspanialszą parafią na świecie. Nie macie pojęcia, jaki my mamy stąd (od ołtarza) wspaniały widok. Gdy patrzę na wasze twarze, na wasze piękno to rozumiem i nie dziwię się, dlaczego Pan Bóg jest w was taki zakochany, że dał swojego Syna i życie”.
Z takimi słowami w uszach i w sercu wychodzi się do domu podniesionym, pełnym wiary w siebie, jakimś dowartościowanym i pełnym nadziei, że sporo dobra można uczynić, bo nie jest się pełnym egoizmu współczesnym człowiekiem.
Przecież nikt nie lubi przebywać z osobami, od których wciąż słyszy, że nie jest dość dobry. Źle nam z tymi, którzy miłosiernie wytykają nam wady, bez wcześniejszego przekonania nas, że jesteśmy przede wszystkim pełni nieprawdopodobnych walorów. A jesteśmy.
A przecież właśnie Noc Szczęśliwego Rozwiązania, gdy Bóg objawia swoje miłosierdzie, jest szczególnym momentem, gdy Kościół powinien błogosławić! Przypomniały mi się moje ukochane słowa z encykliki „Dives in Misericordia” – parafrazuję: kiedy miłość Boga pochyla się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą nędzą, zwłaszcza nad grzechem, ten, który doznaje miłosierdzia nie czuje się poniżony, ale odnaleziony i dowartościowany. Bóg okazuje mu przede wszystkim radość, że się odnalazł. Ojciec tak bardzo widzi dobro, dokonane przez ukryte promieniowanie prawdy i miłości, że jak gdyby zapomina o całym złu, którego przedtem dopuścił się syn. Dlatego właściwe i pełne znaczenie miłosierdzia to nie tylko współczujące spojrzenie na zło moralne, ale – w pełnym kształcie – dowartościowywanie, podnoszenie w górę, wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła. To główna treść orędzia Jezusa. (DM 5-6).
9 komentarzy
-
2009-12-31
cus
dziękuję
piękne słowa :). » -
2009-12-30
m.u.
Re: krytyka krytyki
Bardzo podoba misię , to co Pani Małgorzata napisała o miłości w swoim wpisie. Natomiast co do... » -
2009-12-30
bea
krytyka krytyki
"Miłość to jest przede wszystkim błogosławienie drugiemu – czyli pokazywanie mu jego... »
Ciekawe są ostatnie doniesienia, jakoby korespondencja Papieża Jana Pawła i Wandy Półtawskiej miała opóźnić beatyfikację. Przeczuwam (i już się cieszę), że gdy właściwi badacze przebrną przez żmudną analizę tych listów i zostaną one zaaprobowane (o czym nie wątpię), będziemy świadkami szczęśliwego przełamania stereotypu, iż kapłanom kochać nie przystoi. Nasz Papież, nie pierwszy raz, odsłoni oblicze świętości, która jest szalona i odważna. Zresztą Karol i Wanda pierwszymi odważnymi nie są, wielu już mamy świętych przyjaciół. Nadal jednak na takich łypie się podejrzliwie zza krzaka.
... więcej »„To naprawdę dziwne… Z loda nie wycieka lód, tylko z bluzki wycieka! Jak to możliwe?” Dobiegło z tylnego siedzenia samochodu filozoficznie pytanie Antoniego, gdy spostrzegł strużki lodowej masy kapiące obficie z jego bluzki. Zaalarmowana odwróciłam się i ujrzałam kapiące strumienie – faktycznie, wyciekały z bluzki. Z loda akuratnie nie kapało. Antoś zafrapowany próbował zgłębić zagadkę bluzki samoistnie wydzielającej zmarzlinę. Mąż, równie stoicko, odparł: „Wiesz, u dzieci to się zdarza, że lód wycieka z różnych części odzieży”. Fascynujące dialogi prowadzi się czasem z sześciolatkiem.
... więcej »Dwa wpisy naraz! Po prostu szał, jak na mnie. Szczególnie podziela ten pogląd ( "jak na mnie") zapewne O. Gabriel, którego zaczynam podejrzewać o tajną agenturę dla administratora strony O. Piotra. Żyć mi Człowiek nie daje (Gabriel, nie Piotr). Telefon: "Gosiu, zaglądałem dziś na stronę i nic... ". Spotkanie przed Mszą: "Gosiu, zaglądałem na stronę i nadal..." Po Mszy: "Gosiu, w międzyczasie zajrzałem i wciąż nic nowego". (-: Rzecz jasna przesadzam, lecz nieznacznie tym razem. (-: I O. Gabryś wie, jak szczerym uczuciem mimo tego doń pałam (sympatii, gwoli wyjaśnienia) (-:
... więcej »Obowiązkową lekturą na studiach pedagogicznych jest "O duszy nauczycielstwa" Jana Władysława Dawida. Wielu studentom wydaje się anachroniczna (powstała bądź co bądź w 1912 roku), lecz dla mnie jest to prawdziwa perła. Dawid pisze, iż jądrem powołania nauczycielskiego jest "miłość dusz ludzkich" - duchowa wspólnota z innymi, jedność z wewnętrznym ich życiem, odczuwanie braków innych w sobie samym. "Rozszerzanie własnej jaźni" na innych. Piękne i głębokie słowa, lecz czy aktualne w dzisiejszych realiach akademickich? Ostatnio na konferencji słowa, iż miłość do studentów jest istotą pracy w uniwersytecie spotkały się ze szmerem oznaczającym, jak sądzę, sprzeciw i rozbawienie. Czyż dziś nie jest tak, że im bardziej formalne, zdepersonalizowane relacje z wykładowcą, tym bardziej profesjonalne, rzeczowe, merytoryczne? Tak zarysowane zachowania wielu wykładowców wydają się etapem przejściowym przed edukacją bez nauczyciela, via internet, która wedle niektórych jest kwestią czasu.
... więcej »Często zjednoczenie z Bogiem kojarzy się nam z euforią, mistycznym doznaniem, uczuciową rozkoszą „sześć stóp nad ziemią”. Dobrze przeżyta modlitwa to modlitwa z jakimś wewnętrznym olśnieniem, choćby tylko refleksem światła, namiastką doświadczenia Boga. Święta także zawierać muszą komponent wzruszenia, by mogły być uznane za duchowo udane.
... więcej »



















