„Abandon”
Małgorzata Wałejko
Dialogi na siedmioletnie nogi
Doradczy
Antoś dowiedział się, że moja koleżanka Ania pracuje w Telefonie Zaufania. Bardzo go to zafascynowało i dopytywał, na czym polega ta praca.
- Gdy ktoś jest smutny i ma kłopoty, to dzwoni do cioci Ani, a ciocia go pociesza - wytłumaczyłam zwięźle.
Siedział na brzegu wanny przez dłuższą chwilę jak porażony, zupełnie nieobecny.
- Jeju, ale to trudna praca - przerwał przemyślenia - Ja bym tak chyba nie umiał. To bardzo trudno tak kogoś pocieszyć…- i znów zamilkł, ale jego umysł pracował pełną parą. Wreszcie odezwał się, z wyrazem triumfu malującym się na buzi i wyrecytował bardzo pocieszającym tonem:
- PROSZĘ KUPIĆ ZABAWKĘ… - na moment zawiesił głos i doznawszy nagłego oświecenia uzupełnił: - …. DLA SYNA, a na pewno pan się poczuje dużo lepiej!
I uśmiechnął się w samozachwycie.
Protetyczny
- Co robiłeś u babci?
- Grzebałem w szafkach. Babcia pozwoliła – dodał pośpiesznie uprzedzając moje pytanie.
- I znalazłem – oczy zamigotały mu ożywieniem – sztuczną szczękę. I oglądałem sobie.
- A co na to babcia? – spytałam zaniepokojona.
- Nic, razem oglądaliśmy.
- Acha…
- Straszyłem nią kotkę.
- mmm…
- Ale zęby babcia też ma.
Po chwili:
- W chusteczce.
Empatyczny
Pracowałam przy biurku w sypialni, a do mych uszu docierały strzępy rozmów z sąsiedniego pokoju, gdzie Antoś i jego przyjaciel Olek zapamiętale tworzyli pojazdy z Lego i prowadzili przy tym rzeczowe męskie dialogi, lakoniczne i dotyczące głównie transakcji klocko-wymiennych. Jednak naraz atmosfera w pokoju dziecinnym uległa zmianie.
- Antoś, powiem ci coś w tajemnicy.. – i oczywiście Olek tymi słowami spowodował u mnie zupełnie mimowolne nastawienie uszu.
- Ale nie będziesz się śmiał?
- Nie – odparł Antoś.
- Bo ja to się w przedszkolu posikałem.
- Ojej…
- I wszyscy się śmiali.
Chwila ciszy i odgłos z wysiłkiem spinanych elementów Lego.
- Ale musiało ci być przykro… - odezwał się Antoś a moje matczyne serce zalała fala ciepła, dumy i satysfakcji, że praktykowane z uporem przytwierdzanie emocji nie poszło w las i oto Antoś sięga szczytów sztuki przyjacielskiej empatii.
- Ja to bym im wszystkim łby pourywał! – dorzucił z mocą wyrywając mnie z błogiego wychowawczego samozadowolenia.
- Dziękuję Antoś… - wdzięcznym i wzruszonym głosem odpowiedział Olek.
Trynitarny
Innym razem Antoś i Olek, w analogicznej, podsłuchiwanej sytuacji (zasadniczo Lego jest głównym zajęciem chłopców w tym wieku) oddali się rozważaniom teologicznym, a ściślej dogmatycznym.
- A wiesz Olek, Bogów jest trzech. Mama mi mówiła.
Przewróciłam oczami reflektując, ze jednak mój usilny wczorajszy wywód nie przyniósł oczekiwanego rezultatu.
- E-e – zaprotestował Olek – Jest Pan Jezus, tylko.
- Trzech jest! Zobacz jak się żegnasz to mówisz :”W imię Ojca i Syna i Ducha świętego Amen”. Trzech jest.
Dobry argument, ucieszyłam się.
Chwila ciszy.
Olek, przytomnie:
- No to czterech. Amen jeszcze.
Fleksyjny
Antoś wrócił ze szkolnej (zerówkowej) wycieczki po lesie, gdzie uczył się rozpoznawać śnieżne tropy dzikiej zwierzyny. Jak nakręcony opowiadał jakie tropy ma zając, a jakie sarna oraz czym różni się konsystencja odchodów lisa i jelenia.
- A to pan leśnik was oprowadzał po lesie?
- nie, pani leśnica.
Asertywny
Nasz Antoni słynie z tego, że bardzo ciężko znosi Msze Św. Bardzo wspiera go na duchu kochany Przeor, okazuje zrozumienie i pociesza, że sam się jeszcze bardziej nudzi a nawet przeorem został.
W trakcie Mszy dla dzieci celebrans zebrał je wokół siebie i zapytał: „Jakby Pan Jezus tutaj stanął, tak jak ja stoję, to o co byście go zapytali?”
Mąż mój pochylił się do Antosia, który trwając w kilkuletniej już postawie bojkotu wszystkiego, co z Mszą związane, zatem także podchodzenia do przodu w czasie kazania, usiłował przetrwać zwieszony na ojcowskich kolanach. Powtórzył mu do ucha pytanie kapłana:
- A ty Antoś, o co byś spytał teraz Pana Jezusa?
- Kiedy się skończy Msza? – odparł syn bez wahania.
Bakaliowy
Antosia cieszy ostatnio składanie literek, które szumnie można by nazwać czytaniem. Czyta szyldy i etykiety na produktach. Ostatnio we właściwym sobie żółwim tempie jadł zupę pomidorową i dla urozmaicenia tej nader dlań nudnej czynności czytał wkoło co się dało. Przede mną leżała „Mieszanka studencka”, którą zajadałam z apetytem.
- M…i..e…s..z..sz..a.. Miesza…n..k..a… Mieszanka!
Bezdźwięczny ruch warg ujawnił, że literowaniu ulega także drugi człon nazwy smacznego produktu. Po dłuższej chwili w jego oczach błysnęło bezbrzeżne zdumienie, przeniósł na mnie wzrok i zapytał gwałtownie:
- Twoi studenci to mieszali?...
I pobożny
Antoś ma przyjaciela, rówieśnika, Antosia. Przez pewien czas tytułowali się wzajemnie per „Drugi Antoś”, w myśl oczywistego egocentrycznego przeświadczenia, że ja – ego – jestem Pierwszy Antoś. Wołali więc obaj „Drugi Antoś” na placu zabaw, a i w rozmowach zwracali się do siebie tylko dwuczłonowo. Od jakiegoś czasu forma ta uległa skróceniu i nazywają się wzajemnie po prostu „Drugi”.
Ich przyjaźń jest przedziwna i dla mnie niepojęta.
Na przykład w czasie wakacji w górach, które spędzali razem, byli, a jakże, nierozłączni, maszerowali wszędzie zgodnie trzymając się za rączki jak bliźniacy. Przy czym tak maszerując CAŁY CZAS , bez ustanku i wytchnienia, zgodnie i spokojnym tonem się kłócili, spierali i licytowali który z nich jest lepszy i umie więcej, ma lepszy samochód, mądrzejszego tatę, etc. Przyznam, ze po kilku takich dniach miałam tego dość, ale mama Drugiego zauważyła, że tylko nas – dorosłych - to męczy i denerwuje, a ich wcale; oni mają się świetnie i zdają się bardzo kochać nawzajem w takim stylu przymawiania.
Pewnego dnia nawiedziliśmy Wiktorówki. Drugi wyżebrał od rodziców zakupienie broszurki o sanktuarium, mylnie przez niego utożsamianej z książeczką „do modlitw”. Rozciągnęli się obaj na plecach na ławce obok kościoła, głowa w głowę; mój obserwował niebo, a Drugi z wyciągniętymi nad głową rękami oglądał swój nabytek. I głośno myślał.
- Mam tutaj taką książeczkę do modlitwy… teraz będę mógł się dowiedzieć jak bardzo kochać Pana Jezusa… i Maryję… i nauczę się jak się modlić… i różne modlitwy jak mówić…
W chwili ciszy obie mamy spojrzały na siebie z uśmiechem uznania i ulgi, że oto ten potok przechwałek, ten festiwal rywalizacji i próżności przerwało jakieś szlachetne, czyste natchnienie, jakiś poryw serca, jakaś metanoia…
- … i WTEDY BĘDĘ MODLIŁ SIĘ LEPIEJ OD CIEBIE, DRUGI.
Zakończył duchową refleksję ze spokojem i godnością, akcentując zjadliwie każde słowo.
6 komentarzy
-
2010-03-08
Biedronka
Jakoś tak powiało Dniem Kobiet dzisiaj w klasztorze blogów Ojców Dominikanów.Kobieta też OP. Co za D...
Jakoś tak powiało Dniem Kobiet dzisiaj w klasztorze blogów Ojców Dominikanów.Kobieta też OP. Co... » -
2010-03-04
mira
Antoś
Pani Małgosiu... ma pani bardzo rezolutnego synka :)pozdrawiam » -
2010-02-14
mama
miód na serce
Umęczona rolą rozjemcy i sędziego,jaką mi przez ostatnie dwa dni zgotowali moi synowie, coraz... »
Ostatnio obejrzałam program "Drugie śniadanie mistrzów" w tvn 24. Idea programu jest taka, aby bieżące wydarzenia polityczne komentowali ludzie szeroko rozumianej kultury. Gośćmi byli Olga Lipińska, Grzegorz Markowski, Katarzyna Pakosińska i Andrzej Saramonowicz. Uważam, że krytyka jest bardzo potrzebna i może być budująca, także ta spoza Kościoła. Jednak krytyka zbudowana na nieprawdzie, powodowanej niewiedzą, ignorancją lub kłamstwem, wydaje nie najlepsze świadectwo o samych jej autorach, rodzi pytanie o ich
rzeczywiste pobudki.
Wielu ludzi starych cierpi z powodu poczucia bezwartościowości. Zbyt dużo prowadzę takich rozmów i słyszę wyznań, by traktować je jako wyjątki. To raczej smutna „norma”. Wprawia w zdumienie, jak często osoby w wieku poważnym głęboko, niemal nerwicowo lękają się „by nie być ciężarem”, chcą „umrzeć lepiej niż robić młodym kłopot”, usprawiedliwiają się „że jeszcze mogę wkoło siebie wiele zrobić, staram się być samodzielna”. Pewna pani aktywnie zaangażowana w Uniwersytet Trzeciego Wieku, zdająca się w pierwszych minutach od poznania odstępować od tej smutnej reguły, mówi nagle ściszonym głosem: „nie… ja nie chodzę raczej na takie otwarte spotkania (chodziło o debaty publiczne)… bo zobaczą tę siwą głowę i powiedzą: co baba tu chce…”. „ Jak to?!” „Starzy nie chodzą. Pani nie wie? Boją się wychodzić”. „Dlaczego?” „Bo, widzi pani, my jesteśmy tacy… no… do niczego. Nie zarabiamy… nic z siebie nie dajemy. Pasożyty trochę. I nie rozeznajemy się na tych komputerach, a to się teraz liczy jako mądrość”.
... więcej »Proszę o wybaczenie przydługiej przerwy w dzieleniu się myślą z drogimi Czytelnikami. Pracujące żony-mamy (i nie tylko one) wiedzą, że nie jest łatwo pełnić kilku ról, uważnie wyważając priorytety. Niekiedy skutkuje to zaniedbaniem którejś z nich, jak widać w datowniku bloga.
... więcej »Dziś moi Studenci spisali się znakomicie. Na wstępie zajęć o wielości światopoglądowej i pluralizmie nurtów w etyce zaproponowałam im pewną „zabawę” . Kilkanaście wybranych osób otrzymało karteczki z hasłowo opisanymi rodzajami światopoglądów, zwykle określonymi imieniem „ojca” czy inspiratora danego nurtu, w którego miały się głęboko „wczuć”.
... więcej »






















