Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

31.01.2009 22:10

Nie starsi, lecz starzy (nieco spóźnione refleksje na dzień babci i dziadka)

Wielu ludzi starych cierpi z powodu poczucia bezwartościowości. Zbyt dużo prowadzę takich rozmów i słyszę wyznań, by traktować je jako wyjątki. To raczej smutna „norma”. Wprawia w zdumienie, jak często osoby w wieku poważnym głęboko, niemal nerwicowo lękają się „by nie być ciężarem”, chcą „umrzeć lepiej niż robić młodym kłopot”, usprawiedliwiają się „że jeszcze mogę wkoło siebie wiele zrobić, staram się być samodzielna”. Pewna pani aktywnie zaangażowana w Uniwersytet Trzeciego Wieku, zdająca się w pierwszych minutach od poznania odstępować od tej smutnej reguły, mówi nagle ściszonym głosem: „nie… ja nie chodzę raczej na takie otwarte spotkania (chodziło o debaty publiczne)… bo zobaczą tę siwą głowę i powiedzą: co baba tu chce…”. „ Jak to?!” „Starzy nie chodzą. Pani nie wie? Boją się wychodzić”. „Dlaczego?” „Bo, widzi pani, my jesteśmy tacy… no… do niczego. Nie zarabiamy… nic z siebie nie dajemy. Pasożyty trochę. I nie rozeznajemy się na tych komputerach, a to się teraz liczy jako mądrość”.


Wydaje się, że rzeczywiście przymiot wydajności i swoistej produktywności-efektywności, rozmaicie rozumianej, współcześni otoczyli szczególnym kultem. Kult ten może przekładać się na społeczną atmosferę uznawania osób starych za bezużyteczne, więcej jeszcze – ciężary dla społeczeństwa. O. Zawada napisał kiedyś: <<Człowiek uważający, że pracą i skutecznością „zarabia się” na akceptację i na życzliwość innych, pod koniec życia, wyczerpany i przygnębiony swą niesprawnością fizyczną czy psychiczną, może przeżyć trudne osamotnienie. Nie może już udowodnić swej użyteczności dla społeczności, w której żyje. Osamotnienie takie wyrasta na poczuciu winy: skoro nie mogę zapracować na chleb, nie mam prawa już jeść>>. Eufemizmy typu „wiek poprodukcyjny” sprzyjają usuwaniu w cień tych, którzy już nie spełniają kryterium wytwórczości. Starość staje się źródłem zawstydzenia; liczy się blask sprawności i inteligencji. Jak smutno konstatuje J. Bréhant: „Starcy mają dwie wady czyniące ich całkowicie nieużytecznymi w naszej cywilizacji przesytu: są nieproduktywni i konsumują mało. Interesujemy się nimi tylko podczas kampanii wyborczych”.
Co gorsza, ów brak zainteresowania przejawiają także bliscy. Pisze o tym Jan Góra OP, który zorganizował Lednicę Seniora, jednak chętne osoby miały problem z dojazdem: „na moje pytanie, czy młodzi by nie pomogli lub nie podwieźli, dowiadywałem się, ze młodzi są tak bardzo zapracowani i zajęci, że babcia nie ma nawet śmiałości zapytać, nie mówiąc już o tym, by poprosić (…) Bo taka prośba wydałaby się dziwna, niezrozumiała, że babcia lub dziadek może jeszcze czegoś w życiu chcieć dla siebie”. O. Góra nie waha się określać tego rodzaju fenomenu „rozprzestrzeniającą się coraz bardziej tyranią biologiczną”.
Obawy osób starych nie biorą się zatem z niczego. Są rezultatem przekazu społecznego niejako „podprogowego”, nie wypowiadanego wprost, lecz wymową mediów, zdjęć wyłącznie młodych ciał w czasopismach, przepisów bankowych nie udzielających kredytów ludziom starym (bo mogą umrzeć, jak bezceremonialnie uzasadnia się odmowy), ofert dorywczych prac ograniczonych wiekowo, lecz najbardziej boleśnie - wymową zbytniego zapracowania dzieci, by wpaść na obiad lub podwieźć na „Lednicę Seniora”, znikomego nie rzadko zainteresowania wnucząt rozmową z babcią i dziadkiem . Postawą bliskich, którzy nic nie wiedząc o tym, zainfekowali się wirusem tyranii biologicznej, hołdowania inwestycjom opłacalnym, dziełom efektywnym i byciu „glamour”.
Jak można to zmienić?
Wielu ludzi dostrzega ten nabrzmiewający problem. Od lat już funkcjonują wspaniałe inicjatywy Uniwersytetów Trzeciego Wieku i pokrewne, mające na celu aktywizację osób starych i ich integrację, ukazywanie im przepastnego wewnętrznego potencjału czekającego wciąż na wydobycie. Szeroka oferta dziedzin nauki, w obszarach których można podnosić kwalifikacje, poszerzać wiedzę i zaspokajać jej głód, bywa imponująca. Zajęcia sportowe i turystyka, jak również spotkania towarzyskie pozwalają na utrzymywanie dobrej kondycji i budujących przyjaźni, dają ludziom starym wiele radości. Tego rodzaju stowarzyszenia mają na celu obalanie stereotypu utożsamiającego starość z biernością, wycofaniem, izolacją i (społecznym) milczeniem; fotelem bujanym i widokiem za oknem. Nie należy negować ich wartości.
Jednak przyznam szczerze, że według mnie propagowanie tego typu aktywizacji jako najwłaściwszej, czy jedynie właściwej formy pięknego przeżycia starości rodzić może dwa poważne niebezpieczeństwa.
Pierwszym jest ni mniej ni więcej utrwalanie „wytwórczości” jako kryterium wartości osoby: wytwarzające się „ubocznie” wrażenie, jakoby spełnieniem osoby była właśnie aktywność, wiedza, inteligencja, nauka języków, występy, wysportowanie, podróże – zatem to wszystko, co stanowi miarodajne wyznaczniki sprawności i działań. Niepokojąco przypomina to próbę sprostania wymogom społecznego pręgierza: przymilne, usilne i posłuszne wejście starszyzny w ten język i ten kod pojęć i wartości, którymi formułowany jest społeczny „niemy zarzut nie-wydajności i nie-efektywności”: „skoro nie jesteśmy ważni, bo nie jesteśmy atrakcyjni i efektywni – staniemy się takimi i wtedy staniemy się na powrót ważni”. A przecież nie możemy mówić tym samym językiem i kodem znaczeń, gdyż jest to język kłamstwa i skandalu. Kod ten należy przełamać dowodząc, że o spełnieniu osobowym nie stanowi wciąż dobra sprawność intelektualna, umożliwiająca udział w kursach Uniwersytetu Trzeciego Wieku, częstotliwość wychodzenia z domu czy bycie gwiazdą socjometryczną. Te sprawności powinny być pielęgnowane, są bowiem bezsprzecznie rozwojowe, jednak należy pamiętać, iż dotyczą wciąż niewielkiego procenta osób starych! Daje się niekiedy wyczuć pewną presję, by np. osoby stare uczyły się obsługiwać komputer i brały udział w innych zajęciach, gdyż od tego zależy ich osobowe spełnienie, szczęście, czy wartość. Na własne uszy słyszałam, jak w czasie konferencji dotyczącej okresu starości jedna z prelegentek po zaprezentowaniu wyników badań dotyczących izolowania osób starych i słabych kontaktów starszego i młodszego pokolenia, jako wniosek sformułowała postulat, by … starsi uczyli się obsługiwać komputer, bardziej się „uaktywnili” - by mogli „nadążyć za światem”. Tymczasem wielu z nich nie ma na to ochoty, ma obiektywne trudności z nowoczesnymi technologiami, czy nieśmiałość uniemożliwiającą wchodzenie do nowych grup, a najczęściej niezdolność wyznaczoną kondycją zdrowotną; naprawdę starsi nic nie powinni – to świat powinien nadążyć za nimi; to świat winien dostrzec w osobie wartość nie związaną bynajmniej ze znajomością Microsoft Office.
Drugie niebezpieczeństwo rodzi sytuacja, w której główny akcent troski społecznej o ludzi starych postawiony jest na działalności Uniwersytetów Trzeciego Wieku i Klubów Seniora; słowem form zrzeszających osoby stare we własnym gronie (getta!). Szeroko upowszechnione przekonanie o wartości osoby samej w sobie, także starej, i oczywistość jej afirmacji, winno uczynić ją bardziej (jak najbardziej) obecną i ważną w naturalnych naszych środowiskach: rodzinach, zakładach pracy (jakże rzadko korzysta się z rad emerytów, zaprasza ich do konsultacji, czy rad zarządu, a są przecież skarbcami doświadczenia i wiedzy!), mediach, szkołach (pogadanki babć i dziadków), etc. A nie „babcia przesiaduje w klubie seniora, bo tam się najlepiej czuje”.
Myślę, że aby uniknąć obu tych niebezpieczeństw, wszelką pedagogię osób starych, w tym jej najpopularniejsze formy typu Uniwersytety Trzeciego Wieku (skierowane jednak „ do wybranych”, choćby chodzących) należy oprzeć na upowszechnianiu prawdy o wartości osoby i spełnieniu osobowym jako zupełnie niezależnych od „zewnętrznej aktywności” czy sprawnego intelektu.
Wówczas pedagogia osób starych byłaby adekwatna i uniwersalna – sięgająca i tych zdrowszych, i tych leżących, i błyskotliwych, i dotkniętych dezorientacją i demencją: byłaby służebna dla wszystkich i wszystkich mogłaby ogarnąć swym opiekuńczym płaszczem. Tak rozumiana pedagogia starości byłaby „zapośredniczona” w wychowaniu ogólnospołecznym, w swoistej „kampanii na rzecz godności osoby”.
Spełnienie osoby i szczęście nie byłoby kojarzone jedynie z jej naoczną efektywnością czy sprawnością; osoby chore, leżące, czy z powodów obiektywnych nie mogące w widoczny sposób angażować się społecznie, także otrzymałyby „prawo do szczęścia i spełnienia” (które oczywiście posiadają, a byłyby po prostu go bardziej świadome). Osoby stare byłyby bardziej kochane „bo są”, a nie „za to jakie są” i często zamiast zrzeszać się we własnym gronie i tam szukać powodów dla poczucia, że „są potrzebne”, byłyby afirmowane i potrzebne we własnych, naturalnych środowiskach: wśród rodzin i kolegów z dawnej pracy.

Przyznam szczerze, że sama zostałam przyłapana na uwikłaniu w ten społeczny kod nadający starości charakter negatywny. Otóż gdy składałam ostatnio tekst na sympozjum, w tytule użyłam określenia „osoby starsze”. Osoba przyjmująca tekst, od lat pracująca z ludźmi w podeszłym wieku, gdy przeczytała tytuł zapytała: „Dlaczego ‘starsze’ a nie ‘stare’? ‘Starsze’ od kogo?” „ ’Starsze’ ładniej brzmi…” odpowiedziałam, co wydało mi się oczywiste. „Ale ‘stare’ nie brzmi brzydko. ‘Stary’ to określenie wieku, niczego innego; sam wiek nie ma nacechowania negatywnego, brzydkiego czy nieeleganckiego. To, że boimy się mówić ‘stary’ i uciekamy do zamienników, wynika tylko z uprzedzenia społecznego i jest właśnie wyrazem utożsamiania starości z czymś wstydliwym, o czym nawet nie należy wprost mówić, bo takie jest okropne”.
Odtąd uważam, by słowo „stary” przychodziło mi tak samo łatwo jak „młody”. To element mojej małej „kampanii”.


« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

2 komentarze

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5


15.04.2012 22:37 | Przejść na stronę jednomyślności

Jestem pod wrażeniem kazania, które O. Generał wygłosił dzisiaj w Krakowie. Jest do odsłuchania na stronie.

... więcej »

07.04.2012 14:01 | O Antosiowej Tajemnicy i Drodze Krzyżowej
Zanurzyliśmy się już w najświętsze Tajemnice. Liturgia Triduum trwa; integralność i trwanie trzech jej części nasuwa mi obraz Królestwa jako ziarna, które czy śpimy, czy czuwamy i tak rośnie. Czy sprzątam w te Dni, czy zajmuję się dziećmi, czy malujemy pisanki, czy szykuję pieczeń rzymską, ta liturgia trwa. I serce o tym wie. Mam wrażenie, że u szczytu liturgii codzienność szczególnie splata się z sacrum. Wieczorne liturgie i nocne czuwania w Ciemnicy i Grobie rozlewają się na mój świecki czas pomiędzy. „Wieczność pośrodku czasu”.
... więcej »

18.03.2012 08:33 | O praniu i Dobrej Nowinie

Jak przyjemnie było dzisiaj po raz pierwszy wystawić pranie do ogródka. Tym symbolicznym gestem powitałam wiosnę. Cieszyłam się ciepłym wiatrem na policzkach i zapachem powietrza. Malutka wspinając się na paluszki podawała mi spinacze do bielizny, a przecież gdy ostatnio wieszałam pranie na dworze – póżną jesienią – jeszcze na to nie wpadła… Zmądrzała przez zimę, rośnie Skarbina.

... więcej »

25.02.2012 07:59 | O ekstra ekstrakcji i mocy dziecięcej modlitwy

Dziś historia mrożąca krew w żyłach, a raczej miazgę w zębach.

... więcej »

05.02.2012 23:00 | Może tylko pragnienie

Zasnęła. Okrywam ją kołdrą. Mąż wpatruje się w nią w zamyśleniu. Spojrzałam pytająco. „Wiesz, miałem ostatnio takie przeświadczenie… że ona będzie świętą.” Po chwili dodaje, jakby usprawiedliwiając się: „ale może to tylko moje pragnienie…”

... więcej »

1 | 2 | 3 | 4 | 5


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena: