„Abandon”
Małgorzata Wałejko
Prezerwatologia (nie)stosowana
Przyznam, że i mnie udzieliła się medialna histeria związana ze słowami Papieża dotyczącymi prezerwatyw. Pozwoliłam się zwieść interpretacji mediów i odczułam rozczarowanie i konsternację. Dlaczego? Otóż z dwóch powodów.
Po pierwsze dlatego, że od dłuższego czasu żywię skonsultowane z autorytetami przekonanie o znaczeniu celu w czynności moralnej. W myśl zasady celowości prezerwatywy można stosować, gdy mają chronić przez zarażeniem jednego małżonka przez drugiego (żółtaczką, wirusem brodawczaka, HIV-em…), nie można w celu ubezpłodnienia aktu. Analogicznie pigułki antykoncepcyjne można przyjmować, gdy są elementem hormonalnego leczenia, nie zaś gdy ma się na celu ubezpłodnienie kobiety. Więcej – uczę tak studentów od 3 lat. Wiedziałam, że ta nauka ma charakter opinii teologicznej (wyrażanej przez znawców nauki moralnej KK) nie zaś oficjalnego, zgłoskami złotymi gdziekolwiek zapisanego nauczania.
A tu nagle Ojciec święty w Kamerunie prezerwatywy jako ochronę przez zakażeniem odrzuca – tak donosiły środki przekazu.
Po drugie. Boli mnie, ilekroć w dziele ewangelizacji przeważa moralna pedagogizacja, czyli przekaz tych zasad, których respektowania Bóg „od nas wymaga”, notując solennie każdy czyn w Wielkiej Księdze Nierychliwości A Sprawiedliwości. Jestem osobiście przekonana, że prawdziwie, wewnętrznie, „miłośnie”pociągnąć do Jezusa może tylko Dobra Nowina o darmowości Jego oddania. O przyjęciu nas jakimi jesteśmy. O miłości nie zważającej na czyny. O Bogu, który nie patrzy bacznie na ręce, ale właśnie przez palce, gdy do Niego ufnie powracamy.
Z tych powodów zareagowałam tyle alergicznie, co przedwcześnie. Bo oto Ktoś Życzliwy dotarł do źródła i ostudził moje krytykanckie zapędy przysyłając zapis słów Papieża.
Oto wypowiedź Papieża na ten temat, jakiej udzielił na pokładzie samolotu lecącego do Jaunde w Kamerunie (źródło: Zenit, za: Fronda):
Wasza Świątobliwość, spośród wielu problemów trapiących Afrykę szczególnie dotkliwym jest rozpowszechnianie się AIDS. Postawa Kościoła katolickiego dotycząca sposobu walki z tą chorobą uważana jest często za nierealistyczną i nieskuteczną. Czy stawi Ojciec Święty czoła temu tematowi podczas obecnej podróży?
- Powiem odwrotnie. Uważam, że instytucja najbardziej skuteczna, najbardziej obecna i najmocniejsza w walce przeciwko AIDS to jest Kościół katolicki ze swoimi strukturami, ze swoimi ruchami i wspólnotami. Myślę o Wspólnocie Sant'Egidio, która zrobiła tak wiele w walce przeciwko AIDS, o zakonie Kamilianów, o wszystkich siostrach zakonnych, które są do dyspozycji chorych...
Nie można pokonać problemu AIDS jedynie za pomocą sloganów reklamowych. Jeśli nie zaangażujemy w to duszy, jeśli Afrykanie nie będą nawzajem sobie pomagać, nie można rozwiązać tej plagi poprzez dystrybucję prezerwatyw; wprost przeciwnie, zwiększy się problem.
Rozwiązanie znajduje się jedynie w podwójnym zaangażowaniu. Po pierwsze, konieczna jest humanizacja seksualności, to znaczy odnowienie duchowe i ludzkie, które wnosi z sobą nowy sposób zachowywania się jednych ludzi wobec drugich. Po drugie, prawdziwa przyjaźń, przede wszystkim wobec cierpiących osób, dyspozycyjność, nawet za cenę poświęcenia, osobistego wyrzeczenia oraz obecność blisko tych, którzy cierpią.
Rzecznik prasowy Watykanu ks. Federico Lombardi doprecyzował myśli Papieża:
- Proszę nie oczekiwać od tej podróży zmiany pozycji Kościoła katolickiego w sprawie problemu AIDS (...). Rozwijanie ideologii zaufania w prezerwatywę nie jest odpowiednią postawą, gdyż nie kładzie ona akcentu na sens odpowiedzialności. Zaangażowanie Kościoła katolickiego wobec problemu AIDS ma trzy kierunki: edukację do odpowiedzialności za seksualność i potwierdzenie wartości małżeństwa i rodziny oraz zaangażowanie w skuteczne środki lecznicze oraz uwaga poświęcona chorym.
Zatem Papież bynajmniej nie huczał, że prezerwatywa (sama w sobie) jest grzechem, nie epatował moralizatorstwem, nie ferował moralnych wyroków bez uzasadnień. Zauważył, że próba ochrony przed wirusem poprzez propagandę prezerwatyw skierowaną do mas, zwłaszcza młodych ludzi, wzmaga problem.
To oczywiste i adekwatne także do polskich warunków. Pani od wychowania seksualnego (zwana panią od seksu) instruująca piętnastolatków jak założyć prezerwatywę zachęca tym samym do skorzystania, staje się w umysłach młodych symboliczną zgodą świata dorosłych i szkoły na wczesne zachowania seksualne.
Słowa Papieża Benedykta nie muszą więc automatycznie oznaczać uznania za grzeszne stosowania prezerwatywy w sytuacji małżeństwa, gdy jedno z małżonków okazuje się być zarażone, a drugie chce się chronić przed zainfekowaniem.
Po namyśle stwierdzam, że Papież wręcz nie mógł powiedzieć inaczej, np.: „No słuchajcie, nie traktujcie prezerwatywy jako antidotum, bo to prowadzi do swobody seksualnej! Ale stosowanie w małżeństwie byłoby ok”. Taka dydaktyka sprawiłaby, iż wszyscy zakrzyknęliby HUUUURRRAAA i stwierdzili, że prezerwatywa to widać nic takiego, skoro w małżeństwie można. Równia pochyła murowana.
Analogicznie przy publicznych wypowiedziach piętnujących in vitro nie mówi się
"ogółowi", że sztuczna inseminacja jest moralnie dopuszczalna (gdy nasienie nie pochodzi z masturbacji), bo to mogłoby także doprowadzić do liberalizacji, rozmycia całego przekazu o In vitro. O takich „wyjątkach” Kościół zatem naucza „na ucho”, w zaciszu konfesjonału (o ile… kapłani o tych wyjątkach wiedzą).
Podobna zresztą zasada dotyczy wychowania. Jak uczę Tosia, że nie można krzyczeć na innych, nie wyjaśniam mu od razu, że gniew w ochronie dobra jest słuszny i dopuszczalny moralnie, bo by dziecina nie załapała koherencji i prostoty przekazu. O wyjątkach usłyszy, gdy się znajdzie w wyjątkowej sytuacji.
Pozdrawiam Wszystkich wiosennie, choć za oknem śnieżna zamieć.
« powrót
17 komentarzy
-
2010-01-04
chris
Re: Sensem chrześcijaństwa jest wiara w Zmartwychwstanie Jezusa a nie w skuteczność/nieskuteczność preze...
Zgadzam się z Durisem,zostawmy małżonkom wolność wyboru.Co jest grzechem,pisze jasno w Piśmie... » -
2009-04-06
leon
doDuris
Masz dużo racji - moim zdaniem. Dajcie spokój temu sexowi!:) » -
2009-03-27
K.
Tekst na temat seksu jest dla mnie jak najbardziej na miejscu, gdyż chrześcijanie to nie ufoludki, a...
Tekst na temat seksu jest dla mnie jak najbardziej na miejscu, gdyż chrześcijanie to nie... »
Zasnęła. Okrywam ją kołdrą. Mąż wpatruje się w nią w zamyśleniu. Spojrzałam pytająco. „Wiesz, miałem ostatnio takie przeświadczenie… że ona będzie świętą.” Po chwili dodaje, jakby usprawiedliwiając się: „ale może to tylko moje pragnienie…”
... więcej »Dobrze, że dzieci czasami wyjeżdżają. Zwłaszcza rośli dziewięcioletni młodzieńcy, którzy wstydzą się przytulać do mamy przy kumplach.
... więcej »
Celem zasilenia energią niewyspanej głowy i ożywienia snujących się w niej szarych komórek, udałam się na kawę do uczelnianego bufetu. Patrzyłam, patrzyłam i rodziły się we mnie pytania.
Zastanowiłam się, gdzie dla nas, chrześcijan przebiega granica pomiędzy krzyżem a „moim dobrem”. Na pewno inaczej, niż dla osób, które Ewangelią nie chcą się kierować. Jednak nie tak, by krzyż zagroził naszemu dobru.

















