„Abandon”
Małgorzata Wałejko
KwiecieĂĹĄĂÂ 2009
O paschalnych uniesieniach i ich braku
Często zjednoczenie z Bogiem kojarzy się nam z euforią, mistycznym doznaniem, uczuciową rozkoszą „sześć stóp nad ziemią”. Dobrze przeżyta modlitwa to modlitwa z jakimś wewnętrznym olśnieniem, choćby tylko refleksem światła, namiastką doświadczenia Boga. Święta także zawierać muszą komponent wzruszenia, by mogły być uznane za duchowo udane.
Wedle tego klucza moja ubiegłoroczna Pascha była przeżyta wzorowo. Błogostan i słodycz.
Tyle, że dawcą tych łask okazał się nie Pan Bóg, nie wprost On, a preparat przeciwkaszlowy zawierający kodeinę, którego łyknęłam przed wyjściem, nierozważnie, nieco zbyt dużą dawkę. Następnego dnia mój Tatuś – lekarz – bezlitośnie rozszyfrował organiczną przyczynę nadzwyczajnych duchowych przeżyć Paschalnej Nocy.
Pewna przemiła Osoba dzieliła się ze mną tym, że nie udało się Jej uchwycić choćby promyka duchowej radości w te Święta. Słuchała radiowej transmisji Triduum będąc w domu ze swym wszędobylskim dwulatkiem, lecz, mimo modlitwy i tęsknoty, nie doświadczyła krztyny odczucia radości ze zmartwychwstania i Bożego oddania.
Przyszły mi na myśl słowa niejakiego Karola Wojtyły, być może znanego Czytelnikowi (:, który w swym doktoracie pisał, że wcale nie stan mistyczny jest największym rozkwitem życia duchowego: to „wiara jest środkiem prawdziwego i właściwego zjednoczenia z Bogiem (…) przewyższa ona każde nawet najbardziej subtelne przeżycie mistyczne”. Zatem przeżycia uczuciowe są uboczną, drugorzędną łaską, niekiedy z wiary wypływającą. A niekiedy nie. Głośno było ostatnio o ujawnionej, permanentnej „nocy zmysłów” Matki Teresy z Kalkuty, o której pięknie napisał Stinissen: „Jej „uczucie” niewiary niosła niezachwiana i niezłomna wiara”.
Przecież tak jest z każdą miłością. Uczucia są, najczęściej u początku, siłą niemal obezwładniającą. Potem odchodzą na drugi plan, cichną, by czasem jak fala morska nieoczekiwanie powrócić i podciąć kostki, na powrót zachwycić Raz Wybranym. W pewnych okresach zanikają, a nawet nabierają wydźwięku negatywnego – niechęci i znużenia. Pozostaje trwanie. Miłość wtedy ma szansę stać się prawdziwie bezinteresowna, nic nie chcąc w zamian, na wzór miłości Pana Boga, powodowanej samą tylko naszą obecnością.
„Bądź tylko, bym cię miał do kochania”.
To szara, niepozorna, codzienna i prosta wiara jest najważniejszą przestrzenią naszego spotkania z Bogiem i złączenia z Nim, komunii miłości. To, że nie „czujemy”, to nic. Sakrament Małżeństwa, obraz relacji człowieka (Kościoła) z Jezusem i zarazem faktyczna obecność Boża, świetnie to oddaje. Podaję obiad. Ogarniam mieszkanie. Gładzę czoło Męża pytając jak minął dzień w pracy. Pijemy herbatę. Zakupy. Jakaś sprzeczka i próba przemilczenia niepotrzebnych słów. Uśmiech. Dzień nie kapiący wyznaniami, wielkimi dziełami i przeciągłymi spojrzeniami w oczy, jeden z tych zupełnie zwykłych.
I ta zwykłość jest miejscem, gdzie, niezbyt naocznie, jesteśmy dla siebie darem. Przez obecność, która wydaje się już oczywistością, a przecież nie jest; jest darem bycia, po śmierć, właśnie z tobą. Są i upadki, kryzysy, a przebaczane wtapiają się w to wspólne bycie i nierzadko przynoszą większe wzruszenie słabością współmałżonka, czystszą jeszcze bezinteresowność. Tu możemy być sobą – z naszą słabością. „Być tylko – do kochania”.
Tak też, jak myślę, kształtuje się nasza więź z Panem Jezusem; w prostym byciu z Nim myślą, zaufaniu – przyjmowaniu Jego miłości w pełnym odprężenia byciu przed Nim sobą, byciu słabym. W staraniu o sumiennie wykonywaną zawodową pracę, dobrze umytą wannę by innym było miło się w niej myć, we wdzięczności za spokój bezczynnego wieczoru. Drobiazgi, którymi pogłębiamy oddanie coraz większych obszarów siebie.
Czasem rozbłyska uniesieniem, jak i małżonków opada czasem żar zakochania.
Zwykle toczy się ot tak, bardzo niepozornie.
Mała Teresa mówiła: On nie chce naszych wielkich czynów (możemy dodać: i uczuć), ale tylko zdania się na Niego i wdzięczności.
Chyba adekwatna muzyczna ilustracja:
http://www.youtube.com/watch?v=-8zglCbLG1U&feature=PlayList&p=6786D49221F2698B&playnext=1&playnext_from=PL&index=38
« powrót
4 komentarze
-
2009-04-27
angelos
możliwe działania niepożądane
No to trza ulotki podczytywać, nawet przy zwykłym Sudafedzie :) A skoro o wierności mowa, to na... » -
2009-04-25
trytka
Mnie się raz też przytrafiło przedawkować, tyle że przez nieopatrzne zmieszanie pseudoefedryny w tab...
Mnie się raz też przytrafiło przedawkować, tyle że przez nieopatrzne zmieszanie pseudoefedryny w... » -
2009-04-18
angelos
pozdrowienia dla Taty!
Cóż za przyjemna lektura. Dziecko farmaceutki, czyli ja, na hasło "kodeina" natychmiast się... »
Błogosławieństwo – to nie tylko krzyżyk na czole i znak krzyża na koniec Mszy. Błogosławić to nie tylko przekazywać Boży pokój i być posłannikiem Jego miłości. Błogosławić to także odsłaniać dobro przed drugim człowiekiem; jego własne dobro.
... więcej »Nie znałam Jej osobiście, nie znam także Jej Rodziny. To nie stanowiło przeszkody, by otrzymać od nich przepiękny dar, życiową lekcję. To chyba taka ziemska odmiana obcowania świętych; czyjaś miłość do Boga staje się moim udziałem, pomimo braku spotkania.
... więcej »Ostatni wpis był dopowiedzeniem kilku refleksji dotyczących mojego tekstu pod tytułem „NPR – tylko dla orłów?” zamieszczonego na stronie dominikanów. Dziś dosnuję owe refleksje do końca.
... więcej »Ostatnimi czasy Redakcja strony była łaskawa zamieścić w zakładce „Polecamy” mój tekst poświęcony naturalnemu planowaniu rodziny. Byłam tym nieco zaskoczona, gdyż tekst powstał już jakiś czas temu i przyznam, że pewne kwestie dzisiaj gotowa byłabym nieco przeformułować. Prześledziłam komentarze (bardzo za nie dziękuję) i pomyślałam, że blog może być dobrym miejscem, aby przelać wywołane przez nie, a i przez wspomniany czas, refleksje i dopowiedzenia. Przez to, że refleksji jest kilka, podzielę wpisy na kilka odcinków, aby jednorazowo Czytelnika nie zmęczyć.
... więcej »W dniach 19 – 26 czerwca w Jamnej odbyło się IV Forum Młodzieży Dominikańskiej. To zlot dominikańskich duszpasterstw szkół średnich z całej Polski, który w tym roku zainaugurował wakacje dla 170 chłopców i dziewcząt, w wieku od 6 klasy podstawówki do klasy maturalnej. Miałam frajdę przyglądać mu się z bliska.

















