„Abandon”
Małgorzata Wałejko
Listopad 2008
O marketingu i zawierzeniu
Bardzo cieszę się, że obok blogów Ojców, pojawia się także blog świeckiej dominikanki. Szczegolnie leży mi na sercu "popularyzacja", "propaganda" i swoisty "marketing" dotyczący powszechnego powołania do bliskości z Bogiem. Mam wrażenie, że choć od soborowej zmiany optyki minęło już kilka ładnych lat, wciąż w wielu sercach i umysłach tkwi pogląd, jakoby do poufałej, głębokiej, intymnej więzi z Jezusem były powołane osoby konsekrowane; natomiast świeccy to "Szare Szeregi od Wypełniania Przykazań". Pięknie ów stereotyp opisał - i przełamał - P. Red. Zbigniew Nosowski w książce "Parami do nieba". Zatem blogi świeckich na dominikańskiej stronie to swego rodzaju "chwyt marketingowy" ukazujący, iż pragnienia i powołanie Braci i Sióstr Zakonu Kaznodziejskiego podzielać mogą świeccy. Czy zresztą zakonnicy nie stanowią znaków proroczych, latarń na oceanie, wskazujących zewnętrznym, dosłownym sposobem życia ten radykalizm miłości i oddania, do którego wszyscy jesteśmy tak samo wezwani w wymiarze wewnętrznym? Czyż nie "po to są"?
Dlaczego "abandon"?
W 1887 roku, z okazji Bożego Narodzenia, Celina, siostra św. Teresy z Lisieux, postanowiła sprawić jej niespodziankę. Zrobiła papierowy stateczek, spuściła go na wodę, a w środku umieściła figurkę śpiącego Jezusa i słowo abandon - zdanie się. Płyniemy po falach życia, które niekiedy są burzliwe, ciemne, przerażające, a Jezus zdaje się spać w naszej łodzi, zupełnie jak w ewangelicznej historii. Jego serce jednak nie śpi; czuwa. Czeka, abyśmy, zamiast ratować się swoimi siłami, rzucili się w Jego stronę.
"To francuskie słowo abandon, wypisane przez Celinę dla Teresy na małym statku, ma wielką głębię. Oznacza porzucenie własnych planów i wizji, zostawienie wszystkiego po to, by móc oddać się w pełni Panu" (z komentarza ks. T. Dajczera, "Rozważania o wierze").
Przesłanie Teresy nie dotyczy jednak tylko wydarzeń zewnętrznych, tych zaskakujących - zmian, strat, które nie są po naszej myśli. Mnie bardziej porusza zawierzenie się Bogu w odniesieniu do nas samych, naszej słabości i naszej świętości. Dopóki staramy się udowodnić Bogu i sobie, że damy radę, tym razem się uda, stać nas na to; zaciskamy zęby by trzymać fason, bo przecież gramy o świętość, dopóki pobudką naszej pracy jest doskonałość moralna - dopóty podgryzać nas może skutecznie robak utajonej pychy. Jej sygnałem jest zniechęcenie, gdy się nie udaje (np. zaprzestanie modlitwy), usprawiedliwianie się i wybielanie w konfesjonale, załamanie sobą, odsunięcie od Boga z powodu przeświadczenia, że takiej mizeroty, która wciąż mało robi, mało się stara, On zapewne mieć przy sobie nie chce. Smutek, że okazuję się niedoskonały, jest przeciwieństwem pokory. Najgorsze jednak jest to, że ta postawa wyraża nieufność wobec Boga, niewiarę w to, że kocha mnie także w upadku, w upadku powtarzającym się, w upadku częstym. A gdy nie ufamy Mu, On niewiele może w nas uczynić.
Teresa cieszyła się ze swoich słabości. Gdy upadała, mówiła: "Tym lepiej! Im bardziej jestem mizerna, tym bardziej Jezus mi musi pomóc zostać świętą". Cała Ewangelia jest opowieścią o tym, że Jezus przyjmuje i kocha grzeszników. Jada z nimi, świętuje, nie każe im zasługiwać na bliskość z Nim. Oni sami, gdy poczuli się kochani tacy właśnie, po prostu, gdy sami zaakceptowali się pod czułym, nie wymagającym spojrzeniem Boga, przemieniali się, rozdawali majątek, stawali się żarliwymi wyznawcami.
Wydaje się zatem, że nasza doskonałość nie prowadzi do zjednoczenia z Jezusem jako nagrody: im jesteśmy lepsi, tym bliżej Boga. Pierwsze i najważniejsze jest zjednoczenie z Jezusem w słabości: gdy wciąż przychodzę do Niego "taka o", nie dająca sobie rady, kiepska w pewnych sprawach; gdy Mu zaufam, że to nic, że On nie uzależnia bliskości ze mną od tego czy byłam "grzeczna" i od niczego; gdy ufając zawierzam Jemu a nie tylko sobie(abandon) kwestię mojej "poprawy" i miłości do bliźnich. Tak naprawdę tu leży sedno świętości - dlatego świętym został Dobry Łotr jednym jedynym aktem zaufania, porywem serca, połączonym z żalem za zło: Ty przyjmij mnie takiego: przyjmij mnie łotra, być może mordercę, złodzieja, oszusta. przyjmij do Twego Królestwa. Gdy pozwolimy by Bóg nas kochał takimi, jacy jesteśmy - On, mocą tej przyjaźni, będzie nam pomagał w zmianie na lepsze. Paradoksalnie pogodne pogodzenie się ze słabością może zrodzić takie zaufanie, które pozwoli Bogu na działanie ; faktycznie wówczas oddaję Mu ster, jak w łódce na oceanie.
Ciekawie o tak ujętej świętości mówił w "Między sklepami" O. Janusz Chwast:
http://www.onet.tv/30289,8960,22,4134209,1,2,0,0,wideo.html
Oczywiście nie ma tu mowy o bierności. Ufna relacja z Bogiem pomoże nam oczyścić siłę do pracy nad sobą, jak mawiała Teresa, "aż do przelewu krwi". Tu motywem jest miłość do Boga, a nie chęć zasługiwania naszą doskonałością. Nie trzeba zasługiwać. Krzyż już był, za darmo.
Pierwszą datą, którą podano jako "start" blogów, był 1 października, Święto Teresy. Gdy zastanawiałam się nad tytułem, ta data nasunęła mi właśnie abandon . Duchowość zawierzenia pośród naszej słabości jest moim największym olśnieniem na drodze wiary. Wciąż muszę do niego powracać.
2 komentarze
-
2008-12-04
m.walejko
ja dziękuję Panu!...
ja dziękuję Panu! » -
2008-11-30
tomanek
Ocena:



abandon
Bardzo jest mi bliskie to, co Pani napisała. Pewnie dlatego, że od doświadczenia własnej... »














