Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

29.09.2009 23:10

Errata, część 1. Heroizm - droga dojścia.

Ostatnimi czasy Redakcja strony była łaskawa zamieścić w zakładce „Polecamy” mój tekst poświęcony naturalnemu planowaniu rodziny. Byłam tym nieco zaskoczona, gdyż tekst powstał już jakiś czas temu i przyznam, że pewne kwestie dzisiaj gotowa byłabym nieco przeformułować. Prześledziłam komentarze (bardzo za nie dziękuję) i pomyślałam, że blog może być dobrym miejscem, aby przelać wywołane przez nie, a i przez wspomniany czas, refleksje i dopowiedzenia. Przez to, że refleksji jest kilka, podzielę wpisy na kilka odcinków, aby jednorazowo Czytelnika nie zmęczyć.


Po pierwsze – słów kilka o samym heroizmie.
Tekst nosił pierwotnie tytuł: „Czy Bóg prosi o heroizm?” i przyznam szczerze, że nawet ucieszyła mnie zmiana dokonana przez Redakcję. Otóż z czasem coraz częściej myślę, że nie można od nikogo żądać heroizmu… a i Bóg tego nie robi. My natomiast – oj, bardzo często od innych żądamy i oczekujemy wielkich rzeczy, a gdy nie podołają, surowo ich oceniamy.

Heroizm ma największy sens wtedy, gdy jest powodowany miłością. A Bóg o heroizm nie prosi w pierwszym rzędzie, ale właśnie o miłość.

Chrześcijanin, który żyje literalnie wedle przykazań, wcale nie musi Boga kochać. To bardzo smutne… chyba szczególnie dla… Boga. Bo przecież wielu jest takich chrześcijan, którzy są heroiczni, ale kierują się prawem, potrzebą doskonałości, utajoną potrzebą elitarności, spokojnego sumienia, dobrej opinii o sobie i w oczach innych… A serca ich od Boga są daleko, nie mają z Nim bliskiej, osobistej więzi. Jak faryzeusze. Jest taka przypowieść, gdy przychodzą do Jezusa „chrześcijanie sukcesu” i opowiadają, jakich to wielkich rzeczy dokonywali w Jego imię. Jacy byli super, jakie cuda, jacy heroiczni! A Jezus mówi: Nie znam was.

Bóg pragnie by Go kochano, jak i On kocha: z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił, całym umysłem. To znaczy, że zakochany w Nim człowiek angażuje się cały w relację z Nim, pragnie Go, szuka Go, chce Go poznawać. Kontakt osobisty z Bogiem wcale nie oznacza tylko poprawności moralnej.
Jezus jest Oblubieńcem, a Kościół Jego kobietą. Kobieta ma w sobie taką ciekawą właściwość, że jest w stanie do szaleństwa pokochać, oddać się do końca, kiedy poczuje się najpierw tak właśnie przyjęta przez mężczyznę. Gdy odczuje jego czuły wzrok, ramię ogarniające – często niewiele trzeba, aby odpowiedziała wzajemnością, wdzięcznością. Główne zadanie chrześcijanina to widzieć to czułe spojrzenie, poznać miłość bez granic (i za nic! Za nic!), okaleczone dłonie i przebite serce. To jest nasza podstawowa formacja: przyjąć, poznać dar Boży (gdybyś znała dar Boży!), a nie głowić się jaki haracz mamy jeszcze Mu dać od siebie, aby mieć korzystny bilans. Przyjąć bezwarunkową miłość Boga to doświadczyć, że naprawdę nie musimy przed Nim się wykazać, jak dzieciaczki w szkole, które zgłaszając się do tablicy, wyciągają rączki jak najwyżej, aby pani widziała. Człowiek, który pozna, że Bogu nie chodzi o jego osiągi, ale o niego samego, zatem nawet gdy ma pasmo nieudanych dni Bóg się nie „oddala” ale towarzyszy; po sromotnym upadku zostaje momentalnie porwany w ramiona gdy powraca; człowiek, który – jak Piotr – poczuje, że nie ma sensu Bogu obiecywać wielkich czynów, bo już trzy razy się zaparł i wiele do zaoferowania moralnie sam z siebie nie ma – może Bogu obiecać… miłość. I do takiej postawy tego żarliwego Piotra („życie moje oddam za Ciebie!”) Jezus prowadził – po drastycznej zdradzie, nie czyniąc mu żadnych wyrzutów, pyta o co? O miłość. I Piotr zobaczył, że to jedyne, co może Bogu dać; bo czynami pochwalić się nie może i ich deklarować. I odkrył, że tego właśnie przede wszystkim Pan pragnie.

Wydaje mi się, że aby zrozumieć ogrom miłości Jezusa, ogrom Jego ofiary krzyża, trzeba znaleźć się słabym przed Nim, takim właśnie „niezasługującym”. Wtedy szaleństwo krzyża ma sens i może nas przeniknąć ta miłość, gdy załapiemy, że jest za nic, darmo. Nie obserwuje nas bacznie oko Sędziego skrzętnie notującego najdrobniejsze przekleństwa pod nosem wysyczane i złośliwostki pomyślane poza świadomością.

I wtedy, gdy już zamiast zapracowywać na niebo po prostu cieszy nas, że Bóg nas kocha darmo i przyjmujemy tę miłość świadomie, dzieje się coś ciekawego. Człowiek zaczyna (nawet dla siebie niezauważenie) stawać się coraz doskonalszy, stać go na coraz większe zmiany i czyny, bo są one powodowane tylko miłością, i to nie tylko tą człowieka, ale tą Bożą, którą on się karmi, „objada” do syta! Już nie prawem, lękiem przed sędzią sprawiedliwym – z niewolnika nie ma przecież pracownika. Heroizm nie powodowany miłością, tylko próbą zasłużenia sobie, wykazania się, zapracowania, czystego konta, jest postawą po części interesowną, nieco egoistyczną i samotną. Taka postawa pokazuje, że nie znamy serca Boga bo nie ufamy, że także nieudolnych nas przygarnia. Nie możemy spać spokojnie w Jego ramionach jak niemowlęta. „Nie znam was…”

Do heroizmu dorasta się wraz ze wzrostem naszej miłości, zapatrzenia, zasłuchania, wdzięczności i przyjęcia. Skoro wyznaliśmy, że sami nigdy nie zasłużymy na ofiarę krzyża, gdy zreflektujemy, że bez pomocy Boga możemy nie tyle osiągnąć świętość, ile wysmakowaną pychę samowystarczalności (jak Piotr, który czuł się taki silny!) – pozostaje nam z pustymi rękami żebrać o miłość. „Kochaj mnie taką…” mówię czasem do męża gdy wyjdzie przy jakiejś okazji moja głupota, pycha, lenistwo. I co? Przytula mnie. Mój sakramentalny oblubieniec, na wzór tego Niebieskiego.

Czy to znaczy, że mamy się nie starać? Nie pracować nad sobą? Nie uprawiać ascezy? Nie pracować nad charakterem? Co to znaczy w praktyce – heroizm z miłości? I skąd wziąć nagle taką miłość, a jeśli jej nie mam - to co? Może dać sobie spokój i spokojnie grzeszyć, bo bez miłości to nie ma wartości, i tak wszystko na nic?...

Oczywiście, że mamy się starać. Wysiłek jest konieczny i nasze nawrócenie też. Chodzi o to, że warto oczyszczać motywację, jaką się kieruję w pracy i staraniach: z lęku, z potrzeby zasługiwania, z „niewoli prawa” – na miłość. A jeśli nie umiem, to choćby tęsknić za czystą intencją, prosić o nią. Jednak mimo tego każdy nasz wysiłek ma wartość i sens, nawet jeśli dziś płynie jeszcze tylko z bojaźni, respektu, poczucia obowiązku, lub po prostu – bo ksiądz tak powiedział. Nawet jeśli czuję się daleko od kochania Boga, a mimo to pragnę żyć w zgodzie z nauką Kościoła - bo Duch święty tak mi podpowiada, a może na razie choćby tylko z lęku - Bóg docenia moje starania. One mają sens, nawet jeśli jeszcze nie płyną z czystej miłości do Niego.

Droga do czystych intencji jest długa... Zaakceptowanie, pokorne i pełne ufności wyznanie, że póki co nie mam czystych intencji też jest dużym krokiem zbliżającym do Boga. Niewątpliwie Ewangelia zaprasza, aby dążyć do tego, by czyny wypływały z miłości. Bóg jest jednak nieskończenie cierpliwy... On kocha nawet jeśli nie stać nas (jeszcze) na taką miłość ku Niemu, docenia nasze starania, sam oczyszcza intencje.

Sama odkryłam dwie praktyczne wskazówki na drodze tego „przekierowania” intencji moich wszelkich starań. Zobaczyłam, że większość z nas, chrześcijan, skupia się na tym, czego „nie wolno”, na drobiazgowo rozumianym prawie. Prawdę mówiąc, chyba trochę tak jesteśmy wychowywani np. w kazaniach, mówiących często głównie o tym czego „nie wolno”, co jest złe i grzeszne. To raczej sprzyja i postawie skupionej na prawnej poprawności, właśnie z bojaźni i tym podobnych pobudek, i pewnemu niedobremu minimalizmowi. Bo wtedy, skupieni na unikaniu grzechu, za kwintesencję swojego moralnego życia uważamy to, że „zła nikomu nie czynimy” i żyjemy sobie spokojnie, starając się, na ile sami damy radę, unikać czego nie wolno i innym nie wadzić. To praca w dosłownym sensie „nad sobą”, mając przed oczyma swoją osobowość, swój dzień na rachunku sumienia, swój bilans.

Tymczasem odkrywam, że największy wysiłek i pracę warto włożyć w zupełnie coś innego, niż samo „nie wolno” i unikanie zła. Nasze szalone, do krwi staranie i praca powinny być skierowane ku dwóm zupełnie innym sprawom.

Po pierwsze: ku poznaniu Boga, jaki On naprawdę jest, ku modlitwie: Panie, daj mi Siebie. Chcę Twojej miłości, chcę ją poznać. Pisałam wyżej, że tylko Jego miłość może nas prowadzić do tego, abyśmy my pokochali i w rezultacie mogli się szczerze zmienić, motywowani miłością. Główny nasz wysiłek powinien być skierowany na osobistą więź z Bogiem. Na to, by najpełniej ją przyjąć – przez czytanie Ewangelii, Eucharystię, czy po prostu postawę serca czujną w codzienności, gdy modlimy się w różnych sytuacjach w sercu do Boga. Trzeba bardzo świadomie rozniecać ogień miłości, to jest tysiąc razy ważniejsze od czynów! I tylko ten ogień uzdolni nas w rezultacie do czynów bezinteresownych, motywowanych sercem, a nie pychą czy lękiem. Warto także wsłuchiwać w to czego On chce ode mnie dzisiaj. Do jakiego kolejnego małego kroku mnie zaprasza? Heroizm małych kroków. Wierność małym krokom. To juz by było tak dużo! Słyszałam o małżonku, który w konfesjonale spowiadał się z używania prezerwatyw. Jednak w rozmowie okazało się, że wraz z żoną rzucili pigułki, a przeszli na prezerwatywy. Kapłan dostrzegł postęp, duży krok w stronę czystości i docenił go, pokazując parze, jak Bóg ją stopniowo prowadzi.

A drugi kierunek naszego wysiłku to znów wcale nie baczenie, czego nie wolno. Jezus, gdy mówi o sądzie ostatecznym wcale nie mówi o tym, co złego ludzie zrobili, czyli jakie „nie wolno” przekroczyli, ale czego dobrego nie zrobili! Byłem głodny, a nie daliście mi jeść. Byłem chory, a nie odwiedziliście mnie. Miłość. Zamiast trząść się przed grzechem co krok, mamy setki okazji by praktykować miłość i czystą Ewangelię! Setki okazji dziennie! Bywa, że skupieni na tym, by tego czy tamtego prawa nie przekroczyć tracimy okazję by kochać, bo przecież chodzi tylko o to, by nikomu nie wadzić i tyle. A na miłość cała asceza, cała praca, cały trud winien być skierowany! Zaangażowanie w miłość bliźniego pozwala nam bardzo konkretnie kochać innych. Możemy na tym (najważniejszym) polu się rozwijać, rosnąć, przynosić owoc, nawet jeśli na innym polu (choćby seksualności, antykoncepcji) nie dajemy (jeszcze) rady. „Miłość zakrywa wiele grzechów”. Owszem, uznaję pokornie i szczerze swój problem, oścień i grzech, jednak zamiast dręczyć się nim noc i dzień, odwracam wzrok od siebie by angażować się w czynną miłość bliźniego, ufając ze Bóg w swoim czasie...jeśli zechce...da mi łaskę i pokochania Go, i czystych intencji, i czystości małżeńskiej.

Jezus powiedział: Pierwsze jest: Będziesz miłował Boga swego z całego serca. Drugie: a bliźniego jak siebie. Na nich opiera się całe prawo i prorocy.

Miałam ogromną potrzebę, aby to do tekstu dopowiedzieć. Wszystko, co powyżej napisałam wcale nie znaczy, że wycofuję się z tego, co pisałam o pewnych sytuacjach, gdy wstrzemięźliwość jawi się jedynym dobrem w sytuacji małżonków. Taka jest nauka Kościoła. Jestem jednak przeświadczona, że tylko pociągnięci miłością Bożą, Jego pomocą, jesteśmy w stanie tak żyć. I że ta droga bywa długa i ma etapy. I nie ma sensu naszego całego wysiłku chrześcijańskiego sprowadzać do dystansu w sypialni, bo, jak próbowałam napisać, zacząć trzeba nam od najważniejszego przykazania: poszukiwania Boga, szczerego przylgnięcia w sercu do Niego. To nawet nie musi się przekładać na nie wiem jaki czas modlitwy – mamy dzieciaki, pracę – ale nastawienie serca, krzyk serca, wołanie i tęsknotę, która – kochani! – przecież i tak w nas za Nim jest…


« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

13 komentarzy

  • 2009-10-13
    Onna

    Ocena:
    Jednak
    Myślę, że modlitwa i zaufanie Chrystusowi daje siłę do pokonywania wielu trudności, czasem jednak... »
  • 2009-10-06
    Babcia

    To nie ma nic wspólnego z heroizmem
    Jeszcze dopiszę, Pani Małgorzato. Wstrzemięźliwość wcale nie jest trudna, gdy są dla niej... »
  • 2009-10-05
    Babcia

    Co z dziękczynieniem?
    Pani Małgosiu, dziękuję Pani za to dopowiedzenie. Moje myśli też zawsze szły w tym kierunku, ale... »
 
1 | 2 | 3 | 4 | 5


15.04.2012 22:37 | Przejść na stronę jednomyślności

Jestem pod wrażeniem kazania, które O. Generał wygłosił dzisiaj w Krakowie. Jest do odsłuchania na stronie.

... więcej »

07.04.2012 14:01 | O Antosiowej Tajemnicy i Drodze Krzyżowej
Zanurzyliśmy się już w najświętsze Tajemnice. Liturgia Triduum trwa; integralność i trwanie trzech jej części nasuwa mi obraz Królestwa jako ziarna, które czy śpimy, czy czuwamy i tak rośnie. Czy sprzątam w te Dni, czy zajmuję się dziećmi, czy malujemy pisanki, czy szykuję pieczeń rzymską, ta liturgia trwa. I serce o tym wie. Mam wrażenie, że u szczytu liturgii codzienność szczególnie splata się z sacrum. Wieczorne liturgie i nocne czuwania w Ciemnicy i Grobie rozlewają się na mój świecki czas pomiędzy. „Wieczność pośrodku czasu”.
... więcej »

18.03.2012 08:33 | O praniu i Dobrej Nowinie

Jak przyjemnie było dzisiaj po raz pierwszy wystawić pranie do ogródka. Tym symbolicznym gestem powitałam wiosnę. Cieszyłam się ciepłym wiatrem na policzkach i zapachem powietrza. Malutka wspinając się na paluszki podawała mi spinacze do bielizny, a przecież gdy ostatnio wieszałam pranie na dworze – póżną jesienią – jeszcze na to nie wpadła… Zmądrzała przez zimę, rośnie Skarbina.

... więcej »

25.02.2012 07:59 | O ekstra ekstrakcji i mocy dziecięcej modlitwy

Dziś historia mrożąca krew w żyłach, a raczej miazgę w zębach.

... więcej »

05.02.2012 23:00 | Może tylko pragnienie

Zasnęła. Okrywam ją kołdrą. Mąż wpatruje się w nią w zamyśleniu. Spojrzałam pytająco. „Wiesz, miałem ostatnio takie przeświadczenie… że ona będzie świętą.” Po chwili dodaje, jakby usprawiedliwiając się: „ale może to tylko moje pragnienie…”

... więcej »

1 | 2 | 3 | 4 | 5


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »