Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

11.01.2009 21:21

Źródło życia

Proszę o wybaczenie przydługiej przerwy w dzieleniu się myślą z drogimi Czytelnikami. Pracujące żony-mamy (i nie tylko one) wiedzą, że nie jest łatwo pełnić kilku ról, uważnie wyważając priorytety. Niekiedy skutkuje to zaniedbaniem którejś z nich, jak widać w datowniku bloga.


Dziękuję za wszystkie komentarze. Znać, że ostatni wpis wzbudził emocje, gospodarze strony rączki zacierają (pozdrowienia przy okazji), bo to ponoć dobrze robi stronie. Chcę jedynie uspokoić tych, którzy odnieśli wrażenie, że pisząc o znaczeniu szacunku dla inności nawoływałam do potakiwania, irenizmu (choć nie znam żadnej Ireny, nie wiem więc, skąd ten zarzut :)) czy obojętności wobec swojej religii. Nie nawoływałam. Pisząc o „różnicy zdań” zaakcentowałam konieczność niezgodzenia się, gdy należy opowiedzieć się za prawdą. Można jednak nie zgodzić się serdecznie, zamiast ordynarnie, napastliwie lub pysznie. Szanując wybór i wybierającą osobę swoją życzliwą postawą, bronić prawdy mową „tak, tak - nie, nie”. I nikt mnie nie przekonał, że człowiek niewierzący, antyklerykał, muzułmanin bądź Żyd „cokolwiek czyniący jednemu z braci najmniejszych” (Mt 25, 40) Chrystusowi tego nie czyni. Nikt, nawet zacny mój polemista i Sąsiad blogowy, którego pozdrawiam :).

Myślę ostatnio dużo o życiu. Debata wokół In vitro, ale i względy osobiste są tego powodem.

Dla ludzi niewierzących poczęcie nowego człowieka to prosty skutek połączenia plemnika i komórki jajowej, wydarzenie kierowane naturą, której prawa kształtowały się w toku ewolucji. I tyle.

Nie tak jest dla osób, które w człowieku widzą nie samą materię, ale i ducha, a w ładzie kosmosu nie samorodne doskonalenie form, lecz Boga Stwórcę.

W przejmującym tekście „Niełatwa zgoda na miłość” („List” 12-2008) Autorka, Kinga Wenklar, pisze: „Gdy umarło nasze dziecko, nienarodzone dziecko, wszystko od tamtej chwili straciło swoją naiwną, bo złudną postać wiecznego trwania. Dotknęliśmy kruchości istnienia, które rozpada się bez wyraźnych przyczyn, nawet to najmniejsze, najbardziej hołubione, skryte w miejscu najbezpieczniejszym w świecie – pod sercem matki. Doświadczyliśmy, że to nie my dajemy życie i nie my je podtrzymujemy, że nie leży to też w mocy lekarzy, że życia nie gwarantują również witaminy i zdrowy tryb życia ani pozytywne myślenie. To wszystko jest jak sucha trawa. Doświadczyliśmy, że jedyne, co możemy z życiem zrobić, to je przyjąć lub oddać, pozwolić, by przepływało przez nas”.

Ta ostatnia fraza zapadła we mnie głęboko. Przypomniała mi słowa innej mamy, która dowiedziała się o ciąży:

„Poczułam się tak, jakby ktoś dał mi jakiś bezcenny skarb, bardzo kruchy i delikatny, a jednocześnie silny i mocny, i kazał przenieść na inne miejsce. Wielkość, tajemniczość, niepowtarzalność owego skarbu sprawiły, że poczułam się niegodna, mała, aby go nieść (...). Bojaźń i lęk, jak przed sacrum, jak przed tajemnicą, a jednocześnie radość, że dostąpiłam wyróżnienia, łaski, jakiejś Boskiej godności, że dane mi jest nosić życie, a tym samym zanurzyć się, uczestniczyć w jakiejś Boskiej tajemnicy dawania, tworzenia. (...) Poczułam (...) że życie to jakiś dar, łaska, tajemnica, bogactwo wymykające się wszystkim określeniom. (...) Dotknęłam tajemnicy, Tajemnicy Boga i Człowieka, jakichś niepojętych Bytów, a może i Wszechświata.” (za: W. Fijałkowski, „Dar rodzenia”).

Czy wiedzą szanowni Czytelnicy, jaki jest procent szansy na poczęcie, gdy dochodzi do owulacji (potwierdzonej ultrasonograficznie) i gdy w odpowiednim czasie następuje zbliżenie? 30. Wiem to z pierwszej ręki (tzn. nie od Stwórcy, lecz specjalisty ginekologa, zatem z drugiej ręki). Trzydzieści. Przy „wszelkich warunkach spełnionych”.

Gdy patrzę na mojego Synka i widzę idącą w głąb, dużo, dużo głębiej niż sięgnie kiedykolwiek moje poznanie Jego tajemnicę, tajemnicę Jego na razie niespełna sześcioletniej tożsamości, której nie tylko do końca nie poznam, ale i o której nie mogę decydować (co nie wyklucza wychowania) – wtedy wydaje mi się oczywistością, że u Jego początku stał Ktoś Nieprawdopodobnie Doskonały (ha, i nie myślę tu o mym drogim Mężu, choć i Jemu niewiele brakuje :)). Jednak taka refleksja rodzi się także, gdy dokonujemy swoistej introspekcji, wejrzenia w siebie samych: każdy doświadcza, że to nasze nieduże materialnie ciało skrywa szeroką jak morze tożsamość wewnętrzną, częściowo nieznaną nawet nam samym! Czy człowiek z jego niemożliwą do wymierzenia tajemnicą i wnętrzem, mógłby być owocem przypadkowych sił przyrody?... A czy to jest sprawiedliwie, godziwie, by o zaistnieniu kogoś takiego miał wprost decydować inny człowiek? Przyznanie mu takiego prawa byłoby zgodą, że godność jednego człowieka jest większa od godności drugiego - mającego zaistnieć. Czy wolno życie zmajstrować technicznie, jak Frankensteina, czy samym tym czynem nie upokarzamy godności człowieka tak poczynanego, „z woli męża” (jakiegoś człowieka, czy kilku ludzi) a nie z Boga?

Jaki wymiar ma życie, wymiar nadprzyrodzony, wartość przekraczającą nasze pojmowanie, ukazuje mi bliska osoba, której dwoje dzieci odeszło przed narodzeniem. Choć cieszy się trzecim, zdrowym i wesołym, rumianym berbeciem, jest w niej głucha tęsknota za utraconymi, nieutulona. Pierwsze zmarło w bardzo wczesnej ciąży. Opowiadała mi ostatnio, że w ferworze opieki nad córeczką zapomnieli z mężem o rocznicy Jego śmierci. Po niespełna miesiącu „wszystko zdawało się im o nim przypominać”. Bo życia, które zaistniało, już nie da się stracić. Pani Kinga pisze: „kolejną prawdą, jaką odkryliśmy towarzysząc naszemu Stasiowi, jest właśnie ta, że życia – swojego ani czyjegoś – stracić się nie da. Zmienia ono swoją postać, staje się inaczej obecne, ale nigdy nie przepada bez śladu. Wciąż raz po raz, znienacka, opada na mnie tęsknota za ciepłym dotykiem mojego synka, choć nigdy nie trzymałam go w ramionach. Tęsknię za jego twarzą, której nigdy nie widziałam. Ale on sam jest z nami”. Życie ma wymiar transcendentny, przekracza nasze tu i teraz, należy do porządku duchowego.

Jak pisała Pani Kinga, życie może tylko przepływać, a my możemy być jak koryto rzeki. U początku ducha stoi Duch. Nawet, gdy suche koryto pragnie i tęskni, ważne jest przyjąć plan Boży.

Wierzę w naukę Kościoła. On uczy, że nie było przypadkiem, lecz Bożym pomysłem seks połączyć z poczynaniem. Jeśli założymy ewolucję, ona przygotowywała i stopniowo niosła ten duchowy sposób poczynania. Seks jest przecież duchowym przeżyciem oddania sobie dwojga ludzi, dobrze przeżywany wyraża pełnię zjednoczenia; z piękna tej miłości ma powstawać nowy człowiek, dusza nieśmiertelna. Dla mnie to budzący zachwyt fenomen.

Dlatego martwi mnie, że w całej dyskusji o In vitro Kościół akcentuje niekiedy aspekt śmierci czy zamrażania nadplanowych istnień. Tymczasem jeśli medycynie uda się w sposób pewny przeprowadzać In vitro z utworzeniem precyzyjnej liczby mających narodzić się zarodków, bez nadprogramowych, to nadal będzie grzech ciężki. Analogicznie z antykoncepcją. Uzasadnianie jej zła tylko argumentem o jej poronności (będącej faktem, bo wszystkie pigułki w pewnym procencie dopuszczają do poczęcia, blokując wtedy zagnieżdżenie zarodka) ma krótkie nogi; usunięcie poronności tego zła bowiem nie zmieni. Onana, który wylewał nasienie na ziemię w trakcie współżycia, aby nie doszło do poczęcia, spotkała śmierć. To był skutek jego grzechu – naruszenia natury wszechświata, ustanowionej przez Boga. W tej naturze źrenicą Bożego oka wydaje się poczynanie nowych ludzi - podczas seksu, jak zaplanował.

Mój Antoś (wspomniany Synek) ostatnio zobaczył w telewizji przeprowadzanie zapłodnienia „na szkle” i zapytał co to. W kilku zdaniach starałam się wytłumaczyć ( <<Pan Bóg daje dzieci mamusiom do brzuszka, a lekarze chcą sami dzieci „robić w laboratorium”>>). Antoś pomyślał chwilę i skwitował: „Robodzieci”. Przytaczając to nie chcę absolutnie naruszyć wartości tak poczętych dzieci (oburza mnie pomysł któregoś z biskupów, by ich nie chrzcić; skoro zostały tak fundamentalnie, w akcie zaistnienia zranione, Kościół tym bardziej powinien wziąć je w opiekę, czule przyjąć, pomóc im w zaleczeniu tej rany zadanej przez rodziców). Słówko Antosia wydaje się dobrze oddawać instrumentalne traktowanie dzieci (owszem - upragnionych i wytęsknionych) poprzez powoływanie ich do życia poza zamysłem Boga.

Chyba długością wpisu zadośćuczyniłam za długie milczenie.


« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

8 komentarzy

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5


15.04.2012 22:37 | Przejść na stronę jednomyślności

Jestem pod wrażeniem kazania, które O. Generał wygłosił dzisiaj w Krakowie. Jest do odsłuchania na stronie.

... więcej »

07.04.2012 14:01 | O Antosiowej Tajemnicy i Drodze Krzyżowej
Zanurzyliśmy się już w najświętsze Tajemnice. Liturgia Triduum trwa; integralność i trwanie trzech jej części nasuwa mi obraz Królestwa jako ziarna, które czy śpimy, czy czuwamy i tak rośnie. Czy sprzątam w te Dni, czy zajmuję się dziećmi, czy malujemy pisanki, czy szykuję pieczeń rzymską, ta liturgia trwa. I serce o tym wie. Mam wrażenie, że u szczytu liturgii codzienność szczególnie splata się z sacrum. Wieczorne liturgie i nocne czuwania w Ciemnicy i Grobie rozlewają się na mój świecki czas pomiędzy. „Wieczność pośrodku czasu”.
... więcej »

18.03.2012 08:33 | O praniu i Dobrej Nowinie

Jak przyjemnie było dzisiaj po raz pierwszy wystawić pranie do ogródka. Tym symbolicznym gestem powitałam wiosnę. Cieszyłam się ciepłym wiatrem na policzkach i zapachem powietrza. Malutka wspinając się na paluszki podawała mi spinacze do bielizny, a przecież gdy ostatnio wieszałam pranie na dworze – póżną jesienią – jeszcze na to nie wpadła… Zmądrzała przez zimę, rośnie Skarbina.

... więcej »

25.02.2012 07:59 | O ekstra ekstrakcji i mocy dziecięcej modlitwy

Dziś historia mrożąca krew w żyłach, a raczej miazgę w zębach.

... więcej »

05.02.2012 23:00 | Może tylko pragnienie

Zasnęła. Okrywam ją kołdrą. Mąż wpatruje się w nią w zamyśleniu. Spojrzałam pytająco. „Wiesz, miałem ostatnio takie przeświadczenie… że ona będzie świętą.” Po chwili dodaje, jakby usprawiedliwiając się: „ale może to tylko moje pragnienie…”

... więcej »

1 | 2 | 3 | 4 | 5


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena: