Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

„Abandon”
Małgorzata Wałejko Kwiecień 2009

17.04.2009 14:41

O paschalnych uniesieniach i ich braku

Często zjednoczenie z Bogiem kojarzy się nam z euforią, mistycznym doznaniem, uczuciową rozkoszą „sześć stóp nad ziemią”. Dobrze przeżyta modlitwa to modlitwa z jakimś wewnętrznym olśnieniem, choćby tylko refleksem światła, namiastką doświadczenia Boga. Święta także zawierać muszą komponent wzruszenia, by mogły być uznane za duchowo udane.


Wedle tego klucza moja ubiegłoroczna Pascha była przeżyta wzorowo. Błogostan i słodycz.

Tyle, że dawcą tych łask okazał się nie Pan Bóg, nie wprost On, a preparat przeciwkaszlowy zawierający kodeinę, którego łyknęłam przed wyjściem, nierozważnie, nieco zbyt dużą dawkę. Następnego dnia mój Tatuś – lekarz – bezlitośnie rozszyfrował organiczną przyczynę nadzwyczajnych duchowych przeżyć Paschalnej Nocy.

Pewna przemiła Osoba dzieliła się ze mną tym, że nie udało się Jej uchwycić choćby promyka duchowej radości w te Święta. Słuchała radiowej transmisji Triduum będąc w domu ze swym wszędobylskim dwulatkiem, lecz, mimo modlitwy i tęsknoty, nie doświadczyła krztyny odczucia radości ze zmartwychwstania i Bożego oddania.

Przyszły mi na myśl słowa niejakiego Karola Wojtyły, być może znanego Czytelnikowi (:, który w swym doktoracie pisał, że wcale nie stan mistyczny jest największym rozkwitem życia duchowego: to „wiara jest środkiem prawdziwego i właściwego zjednoczenia z Bogiem (…) przewyższa ona każde nawet najbardziej subtelne przeżycie mistyczne”. Zatem przeżycia uczuciowe są uboczną, drugorzędną łaską, niekiedy z wiary wypływającą. A niekiedy nie. Głośno było ostatnio o ujawnionej, permanentnej „nocy zmysłów” Matki Teresy z Kalkuty, o której pięknie napisał Stinissen: „Jej „uczucie” niewiary niosła niezachwiana i niezłomna wiara”.

Przecież tak jest z każdą miłością. Uczucia są, najczęściej u początku, siłą niemal obezwładniającą. Potem odchodzą na drugi plan, cichną, by czasem jak fala morska nieoczekiwanie powrócić i podciąć kostki, na powrót zachwycić Raz Wybranym. W pewnych okresach zanikają, a nawet nabierają wydźwięku negatywnego – niechęci i znużenia. Pozostaje trwanie. Miłość wtedy ma szansę stać się prawdziwie bezinteresowna, nic nie chcąc w zamian, na wzór miłości Pana Boga, powodowanej samą tylko naszą obecnością.

„Bądź tylko, bym cię miał do kochania”.

To szara, niepozorna, codzienna i prosta wiara jest najważniejszą przestrzenią naszego spotkania z Bogiem i złączenia z Nim, komunii miłości. To, że nie „czujemy”, to nic. Sakrament Małżeństwa, obraz relacji człowieka (Kościoła) z Jezusem i zarazem faktyczna obecność Boża, świetnie to oddaje. Podaję obiad. Ogarniam mieszkanie. Gładzę czoło Męża pytając jak minął dzień w pracy. Pijemy herbatę. Zakupy. Jakaś sprzeczka i próba przemilczenia niepotrzebnych słów. Uśmiech. Dzień nie kapiący wyznaniami, wielkimi dziełami i przeciągłymi spojrzeniami w oczy, jeden z tych zupełnie zwykłych.

I ta zwykłość jest miejscem, gdzie, niezbyt naocznie, jesteśmy dla siebie darem. Przez obecność, która wydaje się już oczywistością, a przecież nie jest; jest darem bycia, po śmierć, właśnie z tobą. Są i upadki, kryzysy, a przebaczane wtapiają się w to wspólne bycie i nierzadko przynoszą większe wzruszenie słabością współmałżonka, czystszą jeszcze bezinteresowność. Tu możemy być sobą – z naszą słabością. „Być tylko – do kochania”.

Tak też, jak myślę, kształtuje się nasza więź z Panem Jezusem; w prostym byciu z Nim myślą, zaufaniu – przyjmowaniu Jego miłości w pełnym odprężenia byciu przed Nim sobą, byciu słabym. W staraniu o sumiennie wykonywaną zawodową pracę, dobrze umytą wannę by innym było miło się w niej myć, we wdzięczności za spokój bezczynnego wieczoru. Drobiazgi, którymi pogłębiamy oddanie coraz większych obszarów siebie.

Czasem rozbłyska uniesieniem, jak i małżonków opada czasem żar zakochania.

Zwykle toczy się ot tak, bardzo niepozornie.

Mała Teresa mówiła: On nie chce naszych wielkich czynów (możemy dodać: i uczuć), ale tylko zdania się na Niego i wdzięczności.

Chyba adekwatna muzyczna ilustracja:
http://www.youtube.com/watch?v=-8zglCbLG1U&feature=PlayList&p=6786D49221F2698B&playnext=1&playnext_from=PL&index=38

Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj







4 komentarze

 

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Dziurawa kość, czyli archeowykopy, cz. 7 »
01.09.2010

Burzenie bastionów
Maciej Biskup OP

Na swoim miejscu »
28.08.2010

OPe-racja
Dominik Jurczak OP

Na polowaniu Pana »
28.08.2010


 
Dziesięciu braci złożyło pierwsze śluby zakonne
W niedzielę 22.08 dziesięciu braci nowicjuszy złoż... »
 
komentarzy: 1
O czystości i celibacie
Nigdy, przenigdy nie żałowałem, że złożyłem ślub c... »
 
komentarzy: 87
ocena:
Pierwsze śluby w naszym zakonie
W niedzielę 22.08 dziesięciu braci nowicjuszy złoż... »