„Abandon”
Małgorzata Wałejko
Luty 2010
Dialogi na siedmioletnie nogi
Doradczy
Antoś dowiedział się, że moja koleżanka Ania pracuje w Telefonie Zaufania. Bardzo go to zafascynowało i dopytywał, na czym polega ta praca.
- Gdy ktoś jest smutny i ma kłopoty, to dzwoni do cioci Ani, a ciocia go pociesza - wytłumaczyłam zwięźle.
Siedział na brzegu wanny przez dłuższą chwilę jak porażony, zupełnie nieobecny.
- Jeju, ale to trudna praca - przerwał przemyślenia - Ja bym tak chyba nie umiał. To bardzo trudno tak kogoś pocieszyć…- i znów zamilkł, ale jego umysł pracował pełną parą. Wreszcie odezwał się, z wyrazem triumfu malującym się na buzi i wyrecytował bardzo pocieszającym tonem:
- PROSZĘ KUPIĆ ZABAWKĘ… - na moment zawiesił głos i doznawszy nagłego oświecenia uzupełnił: - …. DLA SYNA, a na pewno pan się poczuje dużo lepiej!
I uśmiechnął się w samozachwycie.
Protetyczny
- Co robiłeś u babci?
- Grzebałem w szafkach. Babcia pozwoliła – dodał pośpiesznie uprzedzając moje pytanie.
- I znalazłem – oczy zamigotały mu ożywieniem – sztuczną szczękę. I oglądałem sobie.
- A co na to babcia? – spytałam zaniepokojona.
- Nic, razem oglądaliśmy.
- Acha…
- Straszyłem nią kotkę.
- mmm…
- Ale zęby babcia też ma.
Po chwili:
- W chusteczce.
Empatyczny
Pracowałam przy biurku w sypialni, a do mych uszu docierały strzępy rozmów z sąsiedniego pokoju, gdzie Antoś i jego przyjaciel Olek zapamiętale tworzyli pojazdy z Lego i prowadzili przy tym rzeczowe męskie dialogi, lakoniczne i dotyczące głównie transakcji klocko-wymiennych. Jednak naraz atmosfera w pokoju dziecinnym uległa zmianie.
- Antoś, powiem ci coś w tajemnicy.. – i oczywiście Olek tymi słowami spowodował u mnie zupełnie mimowolne nastawienie uszu.
- Ale nie będziesz się śmiał?
- Nie – odparł Antoś.
- Bo ja to się w przedszkolu posikałem.
- Ojej…
- I wszyscy się śmiali.
Chwila ciszy i odgłos z wysiłkiem spinanych elementów Lego.
- Ale musiało ci być przykro… - odezwał się Antoś a moje matczyne serce zalała fala ciepła, dumy i satysfakcji, że praktykowane z uporem przytwierdzanie emocji nie poszło w las i oto Antoś sięga szczytów sztuki przyjacielskiej empatii.
- Ja to bym im wszystkim łby pourywał! – dorzucił z mocą wyrywając mnie z błogiego wychowawczego samozadowolenia.
- Dziękuję Antoś… - wdzięcznym i wzruszonym głosem odpowiedział Olek.
Trynitarny
Innym razem Antoś i Olek, w analogicznej, podsłuchiwanej sytuacji (zasadniczo Lego jest głównym zajęciem chłopców w tym wieku) oddali się rozważaniom teologicznym, a ściślej dogmatycznym.
- A wiesz Olek, Bogów jest trzech. Mama mi mówiła.
Przewróciłam oczami reflektując, ze jednak mój usilny wczorajszy wywód nie przyniósł oczekiwanego rezultatu.
- E-e – zaprotestował Olek – Jest Pan Jezus, tylko.
- Trzech jest! Zobacz jak się żegnasz to mówisz :”W imię Ojca i Syna i Ducha świętego Amen”. Trzech jest.
Dobry argument, ucieszyłam się.
Chwila ciszy.
Olek, przytomnie:
- No to czterech. Amen jeszcze.
Fleksyjny
Antoś wrócił ze szkolnej (zerówkowej) wycieczki po lesie, gdzie uczył się rozpoznawać śnieżne tropy dzikiej zwierzyny. Jak nakręcony opowiadał jakie tropy ma zając, a jakie sarna oraz czym różni się konsystencja odchodów lisa i jelenia.
- A to pan leśnik was oprowadzał po lesie?
- nie, pani leśnica.
Asertywny
Nasz Antoni słynie z tego, że bardzo ciężko znosi Msze Św. Bardzo wspiera go na duchu kochany Przeor, okazuje zrozumienie i pociesza, że sam się jeszcze bardziej nudzi a nawet przeorem został.
W trakcie Mszy dla dzieci celebrans zebrał je wokół siebie i zapytał: „Jakby Pan Jezus tutaj stanął, tak jak ja stoję, to o co byście go zapytali?”
Mąż mój pochylił się do Antosia, który trwając w kilkuletniej już postawie bojkotu wszystkiego, co z Mszą związane, zatem także podchodzenia do przodu w czasie kazania, usiłował przetrwać zwieszony na ojcowskich kolanach. Powtórzył mu do ucha pytanie kapłana:
- A ty Antoś, o co byś spytał teraz Pana Jezusa?
- Kiedy się skończy Msza? – odparł syn bez wahania.
Bakaliowy
Antosia cieszy ostatnio składanie literek, które szumnie można by nazwać czytaniem. Czyta szyldy i etykiety na produktach. Ostatnio we właściwym sobie żółwim tempie jadł zupę pomidorową i dla urozmaicenia tej nader dlań nudnej czynności czytał wkoło co się dało. Przede mną leżała „Mieszanka studencka”, którą zajadałam z apetytem.
- M…i..e…s..z..sz..a.. Miesza…n..k..a… Mieszanka!
Bezdźwięczny ruch warg ujawnił, że literowaniu ulega także drugi człon nazwy smacznego produktu. Po dłuższej chwili w jego oczach błysnęło bezbrzeżne zdumienie, przeniósł na mnie wzrok i zapytał gwałtownie:
- Twoi studenci to mieszali?...
I pobożny
Antoś ma przyjaciela, rówieśnika, Antosia. Przez pewien czas tytułowali się wzajemnie per „Drugi Antoś”, w myśl oczywistego egocentrycznego przeświadczenia, że ja – ego – jestem Pierwszy Antoś. Wołali więc obaj „Drugi Antoś” na placu zabaw, a i w rozmowach zwracali się do siebie tylko dwuczłonowo. Od jakiegoś czasu forma ta uległa skróceniu i nazywają się wzajemnie po prostu „Drugi”.
Ich przyjaźń jest przedziwna i dla mnie niepojęta.
Na przykład w czasie wakacji w górach, które spędzali razem, byli, a jakże, nierozłączni, maszerowali wszędzie zgodnie trzymając się za rączki jak bliźniacy. Przy czym tak maszerując CAŁY CZAS , bez ustanku i wytchnienia, zgodnie i spokojnym tonem się kłócili, spierali i licytowali który z nich jest lepszy i umie więcej, ma lepszy samochód, mądrzejszego tatę, etc. Przyznam, ze po kilku takich dniach miałam tego dość, ale mama Drugiego zauważyła, że tylko nas – dorosłych - to męczy i denerwuje, a ich wcale; oni mają się świetnie i zdają się bardzo kochać nawzajem w takim stylu przymawiania.
Pewnego dnia nawiedziliśmy Wiktorówki. Drugi wyżebrał od rodziców zakupienie broszurki o sanktuarium, mylnie przez niego utożsamianej z książeczką „do modlitw”. Rozciągnęli się obaj na plecach na ławce obok kościoła, głowa w głowę; mój obserwował niebo, a Drugi z wyciągniętymi nad głową rękami oglądał swój nabytek. I głośno myślał.
- Mam tutaj taką książeczkę do modlitwy… teraz będę mógł się dowiedzieć jak bardzo kochać Pana Jezusa… i Maryję… i nauczę się jak się modlić… i różne modlitwy jak mówić…
W chwili ciszy obie mamy spojrzały na siebie z uśmiechem uznania i ulgi, że oto ten potok przechwałek, ten festiwal rywalizacji i próżności przerwało jakieś szlachetne, czyste natchnienie, jakiś poryw serca, jakaś metanoia…
- … i WTEDY BĘDĘ MODLIŁ SIĘ LEPIEJ OD CIEBIE, DRUGI.
Zakończył duchową refleksję ze spokojem i godnością, akcentując zjadliwie każde słowo.
8 komentarzy
-
2010-05-23
justak
C U D O!!
jak w temacie i tyle, dzieciowe teksty najlpesze na świecie!! » -
2010-03-30
Biedronka
Re: Jakoś tak powiało Dniem Kobiet dzisiaj w klasztorze blogów Ojców Dominikanów.Kobieta też OP. Co za D...
Tu nadal Dzień Kobiet! Ech, te kobiety, długo świętują ...odpoczywają...a może nie, może jednak... » -
2010-03-08
Biedronka
Jakoś tak powiało Dniem Kobiet dzisiaj w klasztorze blogów Ojców Dominikanów.Kobieta też OP. Co za D...
Jakoś tak powiało Dniem Kobiet dzisiaj w klasztorze blogów Ojców Dominikanów.Kobieta też OP. Co... »














