Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

„Abandon”
Małgorzata Wałejko Luty 2010

12.02.2010 10:25

Dialogi na siedmioletnie nogi


Doradczy

Antoś dowiedział się, że moja koleżanka Ania pracuje w Telefonie Zaufania. Bardzo go to zafascynowało i dopytywał, na czym polega ta praca.
- Gdy ktoś jest smutny i ma kłopoty, to dzwoni do cioci Ani, a ciocia go pociesza - wytłumaczyłam zwięźle.
Siedział na brzegu wanny przez dłuższą chwilę jak porażony, zupełnie nieobecny.
- Jeju, ale to trudna praca - przerwał przemyślenia - Ja bym tak chyba nie umiał. To bardzo trudno tak kogoś pocieszyć…- i znów zamilkł, ale jego umysł pracował pełną parą. Wreszcie odezwał się, z wyrazem triumfu malującym się na buzi i wyrecytował bardzo pocieszającym tonem:
- PROSZĘ KUPIĆ ZABAWKĘ… - na moment zawiesił głos i doznawszy nagłego oświecenia uzupełnił: - …. DLA SYNA, a na pewno pan się poczuje dużo lepiej!

I uśmiechnął się w samozachwycie.

Protetyczny

- Co robiłeś u babci?
- Grzebałem w szafkach. Babcia pozwoliła – dodał pośpiesznie uprzedzając moje pytanie.
- I znalazłem – oczy zamigotały mu ożywieniem – sztuczną szczękę. I oglądałem sobie.
- A co na to babcia? – spytałam zaniepokojona.
- Nic, razem oglądaliśmy.
- Acha…
- Straszyłem nią kotkę.
- mmm…
- Ale zęby babcia też ma.
Po chwili:
- W chusteczce.

Empatyczny

Pracowałam przy biurku w sypialni, a do mych uszu docierały strzępy rozmów z sąsiedniego pokoju, gdzie Antoś i jego przyjaciel Olek zapamiętale tworzyli pojazdy z Lego i prowadzili przy tym rzeczowe męskie dialogi, lakoniczne i dotyczące głównie transakcji klocko-wymiennych. Jednak naraz atmosfera w pokoju dziecinnym uległa zmianie.
- Antoś, powiem ci coś w tajemnicy.. – i oczywiście Olek tymi słowami spowodował u mnie zupełnie mimowolne nastawienie uszu.
- Ale nie będziesz się śmiał?
- Nie – odparł Antoś.
- Bo ja to się w przedszkolu posikałem.
- Ojej…
- I wszyscy się śmiali.
Chwila ciszy i odgłos z wysiłkiem spinanych elementów Lego.
- Ale musiało ci być przykro… - odezwał się Antoś a moje matczyne serce zalała fala ciepła, dumy i satysfakcji, że praktykowane z uporem przytwierdzanie emocji nie poszło w las i oto Antoś sięga szczytów sztuki przyjacielskiej empatii.
- Ja to bym im wszystkim łby pourywał! – dorzucił z mocą wyrywając mnie z błogiego wychowawczego samozadowolenia.
- Dziękuję Antoś… - wdzięcznym i wzruszonym głosem odpowiedział Olek.

Trynitarny

Innym razem Antoś i Olek, w analogicznej, podsłuchiwanej sytuacji (zasadniczo Lego jest głównym zajęciem chłopców w tym wieku) oddali się rozważaniom teologicznym, a ściślej dogmatycznym.
- A wiesz Olek, Bogów jest trzech. Mama mi mówiła.
Przewróciłam oczami reflektując, ze jednak mój usilny wczorajszy wywód nie przyniósł oczekiwanego rezultatu.

- E-e – zaprotestował Olek – Jest Pan Jezus, tylko.
- Trzech jest! Zobacz jak się żegnasz to mówisz :”W imię Ojca i Syna i Ducha świętego Amen”. Trzech jest.
Dobry argument, ucieszyłam się.
Chwila ciszy.
Olek, przytomnie:
- No to czterech. Amen jeszcze.

Fleksyjny

Antoś wrócił ze szkolnej (zerówkowej) wycieczki po lesie, gdzie uczył się rozpoznawać śnieżne tropy dzikiej zwierzyny. Jak nakręcony opowiadał jakie tropy ma zając, a jakie sarna oraz czym różni się konsystencja odchodów lisa i jelenia.
- A to pan leśnik was oprowadzał po lesie?
- nie, pani leśnica.

Asertywny

Nasz Antoni słynie z tego, że bardzo ciężko znosi Msze Św. Bardzo wspiera go na duchu kochany Przeor, okazuje zrozumienie i pociesza, że sam się jeszcze bardziej nudzi a nawet przeorem został.
W trakcie Mszy dla dzieci celebrans zebrał je wokół siebie i zapytał: „Jakby Pan Jezus tutaj stanął, tak jak ja stoję, to o co byście go zapytali?”
Mąż mój pochylił się do Antosia, który trwając w kilkuletniej już postawie bojkotu wszystkiego, co z Mszą związane, zatem także podchodzenia do przodu w czasie kazania, usiłował przetrwać zwieszony na ojcowskich kolanach. Powtórzył mu do ucha pytanie kapłana:
- A ty Antoś, o co byś spytał teraz Pana Jezusa?
- Kiedy się skończy Msza? – odparł syn bez wahania.

Bakaliowy

Antosia cieszy ostatnio składanie literek, które szumnie można by nazwać czytaniem. Czyta szyldy i etykiety na produktach. Ostatnio we właściwym sobie żółwim tempie jadł zupę pomidorową i dla urozmaicenia tej nader dlań nudnej czynności czytał wkoło co się dało. Przede mną leżała „Mieszanka studencka”, którą zajadałam z apetytem.
- M…i..e…s..z..sz..a.. Miesza…n..k..a… Mieszanka!
Bezdźwięczny ruch warg ujawnił, że literowaniu ulega także drugi człon nazwy smacznego produktu. Po dłuższej chwili w jego oczach błysnęło bezbrzeżne zdumienie, przeniósł na mnie wzrok i zapytał gwałtownie:
- Twoi studenci to mieszali?...

I pobożny

Antoś ma przyjaciela, rówieśnika, Antosia. Przez pewien czas tytułowali się wzajemnie per „Drugi Antoś”, w myśl oczywistego egocentrycznego przeświadczenia, że ja – ego – jestem Pierwszy Antoś. Wołali więc obaj „Drugi Antoś” na placu zabaw, a i w rozmowach zwracali się do siebie tylko dwuczłonowo. Od jakiegoś czasu forma ta uległa skróceniu i nazywają się wzajemnie po prostu „Drugi”.
Ich przyjaźń jest przedziwna i dla mnie niepojęta.
Na przykład w czasie wakacji w górach, które spędzali razem, byli, a jakże, nierozłączni, maszerowali wszędzie zgodnie trzymając się za rączki jak bliźniacy. Przy czym tak maszerując CAŁY CZAS , bez ustanku i wytchnienia, zgodnie i spokojnym tonem się kłócili, spierali i licytowali który z nich jest lepszy i umie więcej, ma lepszy samochód, mądrzejszego tatę, etc. Przyznam, ze po kilku takich dniach miałam tego dość, ale mama Drugiego zauważyła, że tylko nas – dorosłych - to męczy i denerwuje, a ich wcale; oni mają się świetnie i zdają się bardzo kochać nawzajem w takim stylu przymawiania.
Pewnego dnia nawiedziliśmy Wiktorówki. Drugi wyżebrał od rodziców zakupienie broszurki o sanktuarium, mylnie przez niego utożsamianej z książeczką „do modlitw”. Rozciągnęli się obaj na plecach na ławce obok kościoła, głowa w głowę; mój obserwował niebo, a Drugi z wyciągniętymi nad głową rękami oglądał swój nabytek. I głośno myślał.
- Mam tutaj taką książeczkę do modlitwy… teraz będę mógł się dowiedzieć jak bardzo kochać Pana Jezusa… i Maryję… i nauczę się jak się modlić… i różne modlitwy jak mówić…
W chwili ciszy obie mamy spojrzały na siebie z uśmiechem uznania i ulgi, że oto ten potok przechwałek, ten festiwal rywalizacji i próżności przerwało jakieś szlachetne, czyste natchnienie, jakiś poryw serca, jakaś metanoia…
- … i WTEDY BĘDĘ MODLIŁ SIĘ LEPIEJ OD CIEBIE, DRUGI.
Zakończył duchową refleksję ze spokojem i godnością, akcentując zjadliwie każde słowo.

Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

8 komentarzy

 

Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Ofiarowanie »
08.02.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Matka Boża z Kibeho »
07.02.2012

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

Może tylko pragnienie »
05.02.2012


 
Przeczytały reportaż - teraz pomagają
Dzięki reportażowi zamieszczonemu w miesięczniku &... »
 
komentarzy: 1
ocena:
ACTA
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w j... »
 
komentarzy: 10
ocena:
Na chłopski rozum rzecz biorąc
Mniej martwiłbym się o wierzących i niepraktykując... »
 
komentarzy: 11