„Abandon”
Małgorzata Wałejko
Październik 2011
Moja dusza anarchistki
Celem zasilenia energią niewyspanej głowy i ożywienia snujących się w niej szarych komórek, udałam się na kawę do uczelnianego bufetu. Patrzyłam, patrzyłam i rodziły się we mnie pytania.
Dostrzegłam bowiem scenografię, która mogłaby z powodzeniem posłużyć za przykład „ukrytego programu szkolnego”. Wokół pokraczne metalowe stoliczki i takież krzesełka rodem z „Misia”, oblepione studencką gawiedzią. A obok? Piękny, masywny stół niemal jak konferencyjny, z dwoma wazonami kwiatów i dostojnymi krzesłami z miękkimi obiciami. Nań karteczka: „Rezerwacja dla pracowników”.
W bufecie obowiązuje także zasada obsługiwania nauczycieli przed studentami. Gdy stanę szósta w kolejce, za pięcioma wygłodzonymi żakami, pani „bufetowa” (skądinąd bardzo miła), zwróci się właśnie do mnie z pytaniem „co podać?”. Dlaczego? „Wykładowcy spieszą się na zajęcia…” Hmm. Czyżby studenci się tam nie wybierali? A może oni nie bywają głodni? A może mniej zasługują na pierwszeństwo i obicie, niż ja?
Dopijam kawę i wracam do czytelni, gdzie przygotowuję kolejny wykład z pedeutologii (gr. Paideutes: nauczyciel, logos: wiedza = wiedza o nauczycielu) czytam:
„Relacja wychowawcy i wychowanka to stosunek służby. Wychowawca zostaje obdarzony powołaniem służenia pomocą uczniowi (…)”
(…) Nauczyciel generując w innych rozwój, sam wzrasta jako pedagog, uczony czy artysta. Dopiero, gdy uczy (…) staje się coraz lepszym pedagogiem, staje się też coraz lepszym człowiekiem. Dojrzewa do tego, aby postawić dobro ucznia ponad swoim dobrem. Dobrze jest, jeśli pedagog powie „ja jestem nauczycielem”, a świetnie byłoby, gdyby tę myśl można było formułować tak, jak to umożliwia język łaciński. Takim specjalnym czasownikiem jest esse, czyli być, ale jest również proesse, czyli być dla, prosum, czyli jestem dla. I właśnie ten modus „bycia-dla”, służenia komuś drugiemu, nawiasem mówiąc, modus idealnej miłości, to jest modus stosowny do relacji mistrz-uczeń”.
Dlatego podstawową
„zdradą etosu nauczyciela jest konformizm naukowy, polegający na tworzeniu koła adoracji profesora, konwentykli, gdzie uprawia się przesadny lub nawet fałszywy kult naukowca. Oto, co Erving Goffman pisze o tych relacjach w Anglii: „Nieformalne życie towarzyskie prowadzone przez profesorów wydaje się podzielone na kliki i stronnictwa, tworzące lokalne grupy dworskie, których lokalni bohaterowie mogą bezpiecznie pielęgnować mit swego rozumu, kompetencji i głębi”.
Przymykam oczy i widzę Sokratesa, który z każdego wydobywał wiedzę, rozmawiając z nim „jak równy z równym” (choć przy Sokratesie akurat o równość było trudno). Marzę o starożytnej Akademii, gdzie studenci i Mistrz tworzyli wspólnotę, sami spośród siebie wybierali urzędników, a dyskutowali na spacerach.
Czy naiwnie sądzę, że Platon i inni Mistrzowie nie zasiadali w wydzielonych dlań sektorach parku podczas tych spacerów?...
6 komentarzy
-
2011-12-01
Migdal
Re: Zasługuje robotnik na swoją zapłatę
Rozumiem motywy i jestem jak najbardziej "za". Pozostaje jeszcze tylko jedna kwiestia. Studiując... » -
2011-11-09
maciejr
Re: Re: Zasługuje robotnik na swoją zapłatę
To przykre, kiedy ktoś przeinacza moje słowa, wręcz przedstawia je na opak. Tym bardziej, że z... » -
2011-11-01
barman
Re: Zasługuje robotnik na swoją zapłatę
Myślę, że perspektywa maciejr'a jest perspektywą większości. Nie tylko "ciała pedagogicznego" ale... »















