Betoniarka
Mateusz Przanowski OP
Listopad 2008
Dziwne rekolekcje
Tomek Kwiecień napisał pierwszą część rekolekcji dla „Tygodnika Powszechnego”. Muszę przyznać, że chociaż pisarstwo Tomka cenię bardzo, to tym razem, czytając Jego rekolekcje, nie mogłem pozbyć się poczucia jakiegoś teologicznego niesmaku. Po pierwsze nie wiadomo, do kogo Tomek adresuje swoje rekolekcje. Jeśli do „wątpiących i poszukujących”, to one nikogo nie przyprowadzą do wiary, a raczej utwierdzą w przyjętej postawie życiowej. Jeśli są skierowane do teologów, to są zbyt sztampowe i przewidywalne. Jeśli do wierzących chrześcijan, to już na prawdę nie wiadomo, o co chodzi. Jaką wiarę w Przyjście Pana one sugerują? Teraz kilka słów o tym.
-
2008-12-02
eksap
to się rozpisałam :)
Ojcze Mateuszu, nie mogłam, naprawdę nie mogłam (mimo szczerych chęci) oprzeć się odpowiedzi na Ojca tekst Dziwne rekolekcje. Ma Ojciec rację, są dziwne, bo zmuszają do myślenia, a nawet wyartykułowania swojego zdania, co Ojciec swoim tekstem potwierdził. A dziś rekolekcje lepsze czy gorsze, ale każące nam się zatrzymać i pomyśleć to prawdziwa rzadkość i prawdziwe dziwactwo. I nie żebym w całości zgadzała się z o. Tomaszem Kwietniem , ale o tym, co mnie niepokoi, Ojciec nie wspomniał, więc i ja te kwestie pominę, bo to jednak jest polemika z Ojca tekstem… Najpierw to, co napisał Ojciec wytłuszczoną trzcionką… a z tego dowiaduję się, że są trzy grupy ludzi, dla których mogą być skierowane rekolekcje: - „wątpiący i poszukujący” - teolodzy - wierzący chrześcijanie. Najłatwiej mi zdefiniować teologów, to hasło encyklopedyczne. Jeśli chodzi o pozostałe grupy to tylko mogę się domyślać, co „autor miał na myśli”. I przyznam się szczerze, że podział ten (powszechny skądinąd) od zawsze budzi moje przerażenie. Bardzo chciałabym uwierzyć, że jestem wierzącym chrześcijaninem, a tutaj na swoje nieszczęście ciągle szukam i wątpię, a co gorsza często nie znajduję. A kiedy wydaje mi się, że już prawie uwierzyłam, to trach i z powrotem zaczynam od punktu wyjścia. Sama nie wiem czy znalazłabym kiedykolwiek rekolekcje dla siebie gdybym szukała ich drogą takich podziałów. A zupełnie subiektywnie twierdzę, że jeśli kiedykolwiek nie będę należała do tej pierwszej grupy, to już żadne rekolekcje mi nie pomogą. Ale przechodząc do sedna sprawy. Te nieszczęsne trzy drogi według ojca Tomasza… Nie podejmę polemiki z drogą „ideału moralnego” (2), bo ona chyba budzi najmniej emocji. Co do pierwszej drogi… nawet nie śmiem polemizować z Ojca stwierdzeniem, ze nowe życie, które będzie skutkiem powtórnego przyjścia Chrystusa, jest darem Boga, ale według mnie to absolutnie nie stoi w sprzeczności ze słowami przytoczonymi przez ojca Tomasza. Oparcie zbawienia na ludzkiej naturze nie wydaje mi się teorią, ale praktyczną postawą chrześcijan. A tak już jest, że my - chrześcijanie wspominamy o paruzji (z reguły zresztą określając ją końcem świata), głównie w kontekście niezrozumiałych i nieznanych nam zdarzeń. Nie mam absolutnie zapędów rasistowskich, ale pozwolę sobie zacytować dość często słyszane ostatnimi czasy, w związku z wyborami prezydenckimi w USA, zdanie: „Czarny człowiek prezydentem – koniec świata!”. Nie odrzucamy rzeczywistości nadprzyrodzonej, niezrozumiałej, jaką jest powtórne przyjście Chrystusa, ale przerabiamy ją na własną modę, żeby nie powiedzieć, że po uszy tkwimy w czymś, co jest wybuchowa mieszanką bałwochwalstwa i magii. Koniec świata to takie „abrakadabra” - zamykam oczy w jednym świecie, a otwieram w innym, takie powielenie historii Alicji z Krainy Czarów, kiedy znalazła się po drugiej stronie lustra, tylko, że na większą skalę. I to jest wytwór nas chrześcijan. A że ten obraz nie jest idealny, nie taki jakby Ojciec chciał… ale prawdziwy. Niezależnie od tego jak postrzegamy paruzję, mam nieodparte wrażenie, że myśl o niej ma niewielki wpływ na nasze codzienne życie (z naciskiem na codzienne). To pewnie dlatego, my chrześcijanie sprowadziliśmy zbawienie – nowe życie do odnowy wewnętrznej, dobrego życia i sami, własnymi siłami chcemy dany nam czas dobrze przeżyć. Nie potrafimy inaczej. Zachowujemy się trochę tak, że jeśli czegoś nie rozumiemy (tak jak nie do końca da się zrozumieć rzeczywistość powtórnego przyjścia Chrystusa), to oznacza, że tego nie ma. A przecież to tajemnica, która musi stawiać pytania. Pytania często bez odpowiedzi, bo wszyscy podlegamy ograniczeniom w naszej zdolnością pojmowania życia, świata, Boga. A my z jakiegoś powodu (śmiem o to podejrzewać lenistwo i lęk przed sądem), nie pytamy kiedy Pan przyjdzie, czekamy biernie. Często już nie tylko nie prosimy o powtórne przyjście Chrystusa, ale też niekoniecznie chcemy aby Bóg na co dzień wtrącał się w nasze życie, bo z reguły my mamy lepszy pomysł na nasze miejsce w świecie. A jeśli Bóg ma odnawiać świat to już niech robi co chce, ale nas niech zostawi w spokoju. Wynik mojego rachunku sumienia wydaje mi się aż nazbyt okrutny w tym zakresie… Ideałem byłoby to, co Ojciec spisał dalej w punktach, streszczające naukę Kościoła o powtórnym przyjściu Chrystusa. Nie śmiem twierdzić, że nie można połączyć „cnotliwego życia, miłości bliźniego z intensywnym oczekiwaniem na powrót Mesjasza”. Tylko, że warto pamiętać o tym, że ani cnotliwe życie, ani miłość bliźniego nie różnią nas od ateistów. Wśród moich przyjaciół ateistów jest wielu takich, przy których życie wielu z nas chrześcijan jest wyjątkowo marne, a więc tym większa im chwała, skoro osiągnęli to sami, bez Boga?...A intensywne oczekiwanie… Mnóstwo pytań – ile Chrystus da się jeszcze prosić?; Na co jeszcze czeka? Jak napisał ojciec Tomasz, Chrystus nas zbawił, ale jednocześnie nie jesteśmy zbawieni, pokonał śmierć, a ja w ostatnich tygodniach pożegnałam dwie bliskie mi osoby… Po ludzku zupełnie bez sensu. Wtedy często ulegamy pokusie mieszania Boga we wszystko, czasem stając się mimowolnie najlepszym adwokatem diabła. Jedno słowo ojca Tomasza „sprzeczność” (które wg mojej – oczywiście subiektywnej oceny nie jest zbyt szczęśliwie użyte) nie zmieni wartości dziwnych rekolekcji. Bo to według mnie nie sprzeczność, to raczej żal, że to, co wydaje się być na wyciągniecie ręki jednocześnie jest tak nieosiągalne. Niepewność , bo to, co już Chrystus wykonał nie dopełnia się w dniach ostatecznych. Ludzie małej wiary… to też do mnie. Dlatego ta trzecia droga może stać się moją drogą, mam przynajmniej taką nadzieję. Jednym zdaniem, napisał Ojciec coś, co może jest powinnością, ale nie rzeczywistością, coś co nastąpi jak przypomniał papież Benedykt XVI przywoływany przez Ojca Tomasza, kiedy ja - chrześcijanin z pełną mocą, wiarą w spełnienie i nadzieją powiem „Przyjdź”. A do tego czasu pozostaje mi starać się przeżyć swoje życie jak najlepiej nie uciekając od tych wszystkich pytań i wątpliwości, nie zgadzając się na to co złe, trudne, niezrozumiałe. Z pytaniem kiedy to, co złe się skończy? Z tęsknotą za pełnią życia w Bogu, za błogosławionym = szczęśliwym życiem. Mimo pewnej różnicy zdań pozdrawiam serdecznie :)
Zapamiętaj mnie na tym komputerze
Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.
Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.
- Hm...te natchnienia się czuje... 2010-05-27 Biedronka
- Ad vocem 2009-01-27 mateo
- rekolekcje o. Tomasza 2009-01-11 anna
- zalosne 2009-01-07 Kasia
- Do Redakatora 2009-01-04 Mateo
- od redakcji 2009-01-04 Piotr Ciuba OP
- Nie zgadzam się z cenzurą 2009-01-04 Mateo
- O.Tomasz 2009-01-04 Mateo
- Krótki komentarz 2008-12-31 Anya
- pdp 2008-12-20 maryś
- Na kanwie rekolekcji o Hiobie i postawie kapłana wobec... 2008-12-15 Miriam
- tajemnica 2008-12-12 Fasola
- korekta po przeczytaniu Tomasza 2008-12-04 Krzysztof Broszkowski op
- zastanawiam się na ile te blogi będą blogami a na ile... 2008-12-03 paweł.
- re:re: korekta do Celi de 2008-12-03 qboq
- re: wiara i doświadczenie 2008-12-03 Krzysztof Broszkowski op
- re: korekta 2008-12-03 Celi De
- wiara i doświadczenie 2008-12-03 mateusz przanowski op
- chrześcijanin to wewnętrzny wojownik 2008-12-03 p
- korekta 2008-12-03 qboq
- to się rozpisałam :) 2008-12-02 eksap
- Re: pył z betoniarki 2008-12-02 Celi De
- pył z betoniarki 2008-12-01 amnatos
Dzięki „Tygodnikowi Powszechnemu” głośno zrobiło się w Polsce o artykule O. W. Hryniewicza Zbawiciel jest polifoniczny. Dla niektórych stał się on wzorem odwagi myślenia, dla mnie jest smutnym przykładem teologii, w której nie dba się o ostrość znaczenia podstawowych terminów. Problem jest jednak głębszy, gdyż tak jak O. Hryniewicz myśli dzisiaj wielu chrześcijan. Nie jest więc od rzeczy raz jeszcze przyjrzeć się krytycznie zasadniczym tezom tego artykułu.
... więcej »


















