Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Betoniarka
Mateusz Przanowski OP Grudzień 2008

31.12.2008 18:14

Dlaczego ludzie śmieją się z teologów?

„Meta-rozumienie jest już alfalnie w rozumieniu immanentnym, w nim ma swój początek i swój kod wzwyż” Takie oto zdanie przeczytałem w artykule jednego z wybitniejszych polskich teologów. Chciałoby się powiedzieć: „Nareszcie wszystko jasne, a myśmy mieli tyle wątpliwości i pytań!”


Skomentuj « powrót do artykułu



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

 
  • 2009-01-04
    Daniel


    O języku teologii

    Zgadzam się z tym, iż wiele zależy od języka. Oczywiście istnieje zbędna nowomowa teologiczna, ale akurat "Wydarzenia Chrustusa" nie uważam za najszczęśliwszy przykład. Teologia, jak każda nauka rządzi się swoimi prawami i ma prawo tworzyć swój język, zreszyą zawsze, od samego początku, to robiła. Przecież wszystkie "klasyczne" terminy teologiczne to neologizmy, które stały się w końcu podstawą terminologiczną wypowiedzi. Niech za przykład wystarczy tylko termin "wcielenie", bez którego obecnie mało kto wyobraża sobie jakiekolwiek uprawianie teologii. To św. Ireneusz z Lyonu († 202) wprowadził do języka teologicznego termin "sarkosis" (dosł. „zarastać ciałem”) i na skutek tego „wcielenie Słowa” stało się terminem technicznym chrystologii. Także język biblijny tworzył nowe terminy lub przywłaszczał sobie świeckie terminy i wyrażenia, zmieniając czasem mocno a czasem jedynie modyfikując ich znaczenie. Biblia zawsze będzie (w każdym razie powinna być) punktem odniesienia dla właściwej i dobrej teologii, ale jest - że tak to ujmę - punktem wyjścia a nie dojścia. Ona nie udzieli nam odpowiedzi na wszystkie pytania, może jedynie wskazać nam pewne kierunki w poszukiwaniu rozwiązań. Nie uważam, że to mało. Jeśli zaś idzie o przykad biblijny, to niech tu będzie małą ilustracją termin "zmartwychwstać", który w grece biblijnej ma formę bierną a więc byśmy musieli mówić, że Jezus "został uczyniony zmartwychwstałym". Dlaczego więc mówimy, że zmartwychwstał (strona czynna)? Nie mówię, że to źle lub dobrze. Staram się jedynie ukazać, że także nasz język teologiczny się tworzył i wciąż tworzy. Przecież niektóre języki nie mają wypracowanego jeszcze własnego języka teologicznego i nauczając teologii w tychże językach trzeba odwoływać się do łaciny lub innych języków nowożytnych. Oczywiście można zawsze powiedzieć, że łacina jest własnym językiem teologii, ale w jakiejś mierze takie braki w terminologii w danym języku i używanie w nim wyrażeń obcych to gwałt na języku macierzystym. W moim odczuciu nie odróżnia się natomiast teologii od katechezy i to także na studiach. Jeśli chcemy, aby teologia była traktowana poważnie, to i poważnie trzeba ją studiować. Nie wystarczy wejść w wypowiedzi Magisterium bo to teologią jeszcze nie będzie a niestety w Polsce zazwyczaj studiowanie na tym się końcy. Nie mówię, że dokumenty kościelne ciekawe nie bywają, ale one mają inną rolę niż teologowie. Takie ujęcie, które Brat podaje: „Przeczołgać” ich przez teologię Augustyna, Tomasza z Akwinu, Bonawenturę, Anzelma, Newmana i innych wielkich mistrzów. Muszą sobie na nich połamać zęby. Muszą nabrać szacunku do teologii, do jej prostego i genialnego zarazem języka." nie wydaje mi się właściwe. Nie mówię, że klasyków studiować nie trzeba! Zbyt często mam jednak wrażenie, że dla niektórych teologia (pomijając sobory) kończy się gdzieś w wiekach średnich. Sam bardzo cenię sobie pisma dużo, dużo starsze niż Tomasz z Akwinu, ale widzę bardzo dużą potrzebę studiowania także teologów współczesnych! Klasycy odpowiadają na "klasyczne pytania", ale na tym nasze myślenie teologiczne kończyć się - w moim odczuciu - nie może. Zresztą to, że czyjaś odpowiedź jest "klasyczna" nie musi oznaczać, że innej dać nie można. Właśnie tym żyje teologia. Każdy z teologów (i współczesnych i "klasycznych") wykorzystuje w swoich poszukiwaniach jakiś język bo tego wymaga od niego materia. Nie jest to jakaś specyfika teologii. Każda dziedzina wiedzy, jeśli dokonuje się w niej postęp, poszerza swój język i ktoś, kto uczciwie chce się jakimś zagadnieniem zając musi się liczyć z tym, iż w ten język zagłębić się powinien. Oczywiście razi mnie "pusta nowomowa", która nic nie wnosi. Można jednak - i często się to niestety robi - równie bezsensownie "mówić klasykami". W moim odczuciu nie tu leży problem. W moim odczuciu tak studenci teologii, jak i księża oraz zwykli wierni nie czytają nie tylko literatury teologicznej, ale często także nie czytają Biblii. Jak można rozumieć jakiś język nie czytając żadnych wypowiedzi w nim napisanych? Przecież jeśli ktoś elementarza nie przerobi, to za poezję się nigdy nie weźmie. Gdy słyszę homilie pierwszych wieków chrześcijaństwa i widzę jaka terminologia, filozofia i teologia się w nich pojawia, to nie mogę wyjść ze zdziwienia, że są to homilie do zwykłych, szeregowych chrześcijan. Przecież my dziś często musimy godzinami nad tym ślęczeć, aby to zrozumieć i mam tu na myśli pracę na tłumaczeniu a więc przefiltrowaną już przez kompetentnego tłumacza. Aż żal mi się robi, że wtedy chrześcijaństwo tak się poważnie traktowało. Niestety odnoszę wrażenie, że my zbyt często chcemy dostać jakąś "gotową papkę", która nie tyle ma nas prawdziwie posilić a jedynie dać nam poczucie, że "coś tam duchowego przeczytalismy". W sumie, to taka "duchowa papka", to i tak jakieś pocieszenie, gdyż oznacza, że ktoś choć trochę teologii czyta. Większość nie czyta nic. Nie czyta nie tylko teologów współczesnych (aby nikt mi nie zarzucił, że się ich nie czytuje, gdyż ich język jest taki, jaki jest i to jest powód ich ignorowania), ale także teologów "klasycznych". Tak się Brat odwołuje do św. Tomasza. Nie wiem ile Brat go przeczytał. Zresztą nie tylko Brat zapewne ma jeszcze dużo w tej dziedzinie do nadrobienia. Sam bym musiał jeszcze wiele, wiele godzin nad nim spędzić (przyznam się, że akurat Tomasza czytać nie zamierzam). Wielu polskich tzw. tomistów choć cytuje co chwila Tomasza, nie przeczytało go w całości. Myślę, że akurat Krąpiec będzie tu chlubnym wyjatkiem. Konkludując powiem tylko tyle, że nie zawsze przyczyna "śmieszności teologów" leży po ich stronie. Czasem spowodowana jest - z przykrością to stwierdzić muszę - ignorancją chrześcijan. Pozdrawiam serdecznie i powodzenia życzę, daniel second_gilgamesz@tlen.pl
Odpowiedz « zgłoś nadużycie




Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

następne  poprzednie
 
28.12.2008 10:03 | Bilety do kościoła
Niestety zaczyna to wchodzić w krew Kościoła w Polsce. Praktyka sprzedawania biletów do zabytkowych świątyń. Powody są rzecz jasna zrozumiałe. ... więcej »

12.12.2008 11:52 | Dlaczego należy czytać Jeżycjadę
Przyznam na początku, że jako czytelnik Jeżycjady jestem neofitą i neoficką gorliwością płonę. Nie czytałem tej sagi w młodości, dlatego też nie znam smaku wstydu, który owładnął jednym z braci Dominikanów (dziś odważnego misjonarza w Chinach), który okładał tomy Jeżycjady gazetą, by uchronić się przed szyderczymi uśmieszkami bliźnich i wyjątkowo bolesnymi dla młodzieńca oskarżeniami o zniewieściałość. Wolny od tego rodzaju walki duchowej spieszę podzielić się z czytelnikami - jeśli tacy będą - a przynajmniej dla spokoju własnego sumienia zamierzam „puścić w eter” moje skromne przemyślenia na temat książek Pani Musierowicz. Dlaczego zatem uważam, że należy je czytać? ... więcej »

30.11.2008 15:45 | Dziwne rekolekcje

Tomek Kwiecień napisał pierwszą część rekolekcji dla „Tygodnika Powszechnego”. Muszę przyznać, że chociaż pisarstwo Tomka cenię bardzo, to tym razem, czytając Jego rekolekcje, nie mogłem pozbyć się poczucia jakiegoś teologicznego niesmaku. Po pierwsze nie wiadomo, do kogo Tomek adresuje swoje rekolekcje. Jeśli do „wątpiących i poszukujących”, to one nikogo nie przyprowadzą do wiary, a raczej utwierdzą w przyjętej postawie życiowej. Jeśli są skierowane do teologów, to są zbyt sztampowe i przewidywalne. Jeśli do wierzących chrześcijan, to już na prawdę nie wiadomo, o co chodzi. Jaką wiarę w Przyjście Pana one sugerują? Teraz kilka słów o tym.

... więcej »

28.11.2008 08:51 | Zbawiciel nie jest kakafoniczny

Dzięki „Tygodnikowi Powszechnemu” głośno zrobiło się w Polsce o artykule O. W. Hryniewicza Zbawiciel jest polifoniczny. Dla niektórych stał się on wzorem odwagi myślenia, dla mnie jest smutnym przykładem teologii, w której nie dba się o ostrość znaczenia podstawowych terminów. Problem jest jednak głębszy, gdyż tak jak O. Hryniewicz myśli dzisiaj wielu chrześcijan. Nie jest więc od rzeczy raz jeszcze przyjrzeć się krytycznie zasadniczym tezom tego artykułu.

... więcej »


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »
 
komentarzy: 1