Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Betoniarka
Mateusz Przanowski OP

28.11.2008 08:51

Zbawiciel nie jest kakafoniczny

Dzięki „Tygodnikowi Powszechnemu” głośno zrobiło się w Polsce o artykule O. W. Hryniewicza Zbawiciel jest polifoniczny. Dla niektórych stał się on wzorem odwagi myślenia, dla mnie jest smutnym przykładem teologii, w której nie dba się o ostrość znaczenia podstawowych terminów. Problem jest jednak głębszy, gdyż tak jak O. Hryniewicz myśli dzisiaj wielu chrześcijan. Nie jest więc od rzeczy raz jeszcze przyjrzeć się krytycznie zasadniczym tezom tego artykułu.


1. Łagodny duch apokatastazy.

Kiedy wycieczka w górach traci orientację w terenie i nie może dojść do schroniska w pewnym momencie wybuchają spory. W atmosferze niepewności i pierwszych załamań u co słabszych psychicznie uczestników pojawia się kilku, którzy uważają, że znają drogę. Kłopot w tym, że mają różne wizje. W jednym zgadzają się na pewno. Prawda, gdzie jest schronisko jest ważna. Nie jest to dyskusja nad wyższością długopisu nad ołówkiem, ale sprawa życia i śmierci. Wymiana zdań może więc przerodzić się w żarliwy spór, w skrajnych przypadkach może dojść do rękoczynów. Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy okazuje się, że wybrano właściwy kurs i na horyzoncie majaczy już kształt schroniska, a wszyscy mają pewność, że nic złego im się nie stanie. Atmosfera natychmiast się poprawia, wszyscy próbują zapomnieć o tym, co ich różniło – robi się sympatycznie. Przepraszam za ten trochę łopatologiczny przykład, ale odnoszę wrażenie, że szacunek, albo brak szacunku do prawdy bierze się z tego, czy postrzegamy prawdę jako coś, co można utracić, a przez to utracić także zbawienie. Gdy wydaje nam się, że jak często mawia O. Hryniewicz, „wszystko będzie dobrze” (jak absurdalnie to brzmi z perspektywy tych zagubionych wędrowców), wtedy i wartość prawdy musi ulec nagłej i radykalnej przecenie.
Piszę o tym, gdyż uważam, że za artykułem O. Hryniewicza stoi może nie tak naiwnie przedstawione, ale jednak trwałe i niemienne u Niego przekonanie, że zawsze „wszystko będzie dobrze”. Otóż nauka Kościoła jest inna. Z perspektywy indywidualnego człowieka nie wiadomo, czy „wszystko będzie dobrze”. Może być tak, że dla wielu tak będzie, a dla mnie „wszystko będzie źle”. To bardzo realna perspektywa, która powinna napełniać mnie „bojaźnią i drżeniem”, jak się wyraził św. Paweł (Flp 2,12). Jeśli o tym będę pamiętał, będę cenił prawdę, jak nic innego na świecie. Hryniewicz nie jest odosobniony, łagodny duch apokatastazy unosi się nad chaosem myśli chrześcijańskiej w dzisiejszej Polsce, czyniąc spustoszenie w dziedzinie tak delikatnej, jaką jest stosunek człowieka do Boga i ludzkie zbawienie.

2. „Prowizoryczność” prawdy?

O. Hryniewicz zastanawia się nad związkiem zbawienia i prawdy. Poza kilkoma sformułowaniami, których znaczenia trudno jest dociec, o związku zbawienia i prawdy ma do powiedzenia co następuje: Każda prawda jest „prowizoryczna”, gdyż tylko w niebie można poznać całą prawdę. Dlatego nie powinniśmy się o nią przesadnie spierać, a pojęcie „pełni prawdy” jest nonsensowne. Zastanówmy się spokojnie, czy rzeczywiście każda prawda jest „prowizoryczna”.
„Siedzę i piszę ten artykuł”. To zdanie jest prawdziwe tylko wtedy, gdy rzeczywiście siedzę i piszę ten artykuł. Byłoby fałszywe, gdybym nie siedział i nie pisał tego artykułu. Trudno na tym poziomie mówić o jakiejkolwiek „prowizoryczności” prawdy i oczywiście nie o taką prawdę O. Hryniewiczowi chodzi. Idzie raczej o prawdy wiary, także wyrażane w zdaniach, w których mówimy o czymś, czego nie ogarniamy naszym umysłem. Bardzo nie podoba mi się nazwanie prawdy wyznawanej w Kościele mianem „prowizorycznej”, a nie podoba mi się z tej racji, że język, w których prawdy wiary są przekazywane nie jest skleconym na poczekaniu wyrobem zastępczym, ale powstawał przez wieki w ogniu polemik i ogromnego intelektualnego wysiłku. Chociaż nie podoba mi się to określenie, przyjmę je, aby pokazać dwa sposoby myślenia o „prowizoryczności” prawdy.
Najpierw tradycyjne teologiczne rozumienie „prowizoryczności”. Nie polega ona na tym, że wierząc w określone prawdy Kościół oszukuje siebie i innych, a wyznając je, kłamie. Katolicki sens „prowizoryczności” prawd wiary polega na tym, że wyznając prawdę nie jesteśmy w stanie uchwycić całego bogactwa rzeczywistości, którą bardzo niedoskonale wyraża nasz język. Kościół zawsze wiedział, że mówiąc o Bogu, nie wie do końca Kim mówi i że dopiero w niebie odsłoni się pełnia. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że Kościół uważa, że mówi prawdę, a kto głosi inaczej jest w błędzie. Kościół nie godzi się na to, by twierdzić, że z tego względu, że prawda jest „prowizoryczna”, negujący istnienie Trójcy Świadkowie Jehowy i wyznający ją Kościół Prawosławny mają rację, albo, że prawda leży gdzieś w środku pomiędzy nimi. Słowem, nasza niepokonywalna tu na ziemi niewiedza Kim w całym swym bogactwie życia jest Bóg, nie broni nam jednak prawdziwie nazwać Go na przykład „żyjącym” i spierać się z tymi, którzy mówią: „Bóg umarł”.
O. Hryniewicz ma inny pomysł na wytłumaczenie „prowizoryczności” języka religijnego. „Prowizoryczny” znaczy u Niego „w jakimś stopniu nieprawdziwy”, „mylący”, choć sam nie używa tych słów. Trudno jednak nie streścić tak Jego stanowiska, gdy zastanowimy się nad jakimś konkretnym przykładem. Jeśli Kościół Katolicki uważa, że ustanowienie prymatu znajduje się w Piśmie Świętym, a inne wyznania mówią, że nie, to jak z tego wybrnąć? Można, jak radzi O. Hryniewicz, po prostu uznać, że ta prawda o prymacie jest „prowizoryczna”, a więc, że wszyscy uczestnicy sporu mają trochę racji i wszyscy trochę jej nie mają. Ale, w czym pomaga nam to rozwiązać problem i zażegnać związaną z nim niezgodę? Kto wreszcie powie nam, gdzie leży ta racja, której „trochę” ma każda ze stron?
O. Hryniewicz zagadkowo pisze, że należy się strzec „ilościowego” rozumienia prawd wiary, gdyż one, jako „dobra duchowe”, mają charakter „jakościowy”. Odpowiedź na pytanie, jak to rozumieć pozostawiam mądrzejszym ode mnie. Odniosę się jednak do związenej z tym twierdzeniem argumentacji, w której O. Hryniewicz próbuje dowieść, że posługiwanie się wyrażeniem „pełnia prawdy” nie ma sensu. Nie zatrzymuję się nad tym, co Kościół rozumie, gdy mówi o „pełni prawdy”, lecz chciałbym zwrócić uwagę na to, że w pewnych warunkach można mówić o większej, lub mniejszej prawdzie. Na przykład podręcznik do historii z 1950 roku zawiera mniej prawdy o komunizmie, niż podręcznik z 2000 roku. Dlaczego tak się dzieje? Z tej prostej przyczyny, że w tym drugim znajduje się bez porównania więcej zdań prawdziwych, niż w pierwszym. Analogicznie, Kościół uważa, że doktryna, w której naucza się, że Chrystus Zmartwychwstał, ale dodaje się jeszcze, że w Nowym Testamencie można odnaleźć ustanowienie prymatu papieża jest prawdziwsza od tej, w której przyjmuje się pierwszą prawdę, a zaprzecza drugiej. Czy jest więc absurdalne, gdy ktoś twierdzi, że posiada „więcej” prawdy, niż inni?

3. Kwestia pluralizmu teologicznego.

Hryniewicz pisze: Zbawiciel jest polifoniczny. Trudno temu zaprzeczyć. Jednak po przeczytaniu artykułu O. Hryniewicza myślę, że lepszy byłby tytuł: Zbawiciel jest kakafoniczny. Dlatczego tak uważam? Różne są w historii muzyki przykłady polifonii. Wśród nich jednym z najwybitniejszych są fugi Bacha. Każda fuga rozpoczyna się od tematu, który później pojawia się w innych głosach w rozmaitych konfiguracjach. Głosy wchodzą jeden po drugim ze wspaniałą regularnością, od mistrzostwa kompozytora zależy zaś, czy fuga, pomimo ilości głosów, skomplikowania faktury, zachowa zwartość i spoistość. Całość musi być jednością, choć każdy głos zachowuje swoją niezależność, swój własny charakter. Fałszywy ruch twórcy może sprawić, że w tym gąszczu linii melodycznych pojawi się niewłaściwa nuta, która zburzy porządek i przekreśli zamysł całości. Gdy myślę o pluralizmie teologicznym w Kościele, to mam przed oczami taki właśnie rodzaj polifonii. Każdy głos jest do pewnego stopnia niezależny, każdy jest niezbędny, ale żeby stworzyły jedność, każdy z nich musi z uwagą śledzić to, co dzieje się w innych głosach, ponieważ fuga musi rozwijać się miarowo, według swoich wewnętrznych zasad. Podobnie w Kościele teologowie szukają nowych dróg rozumienia głównego tematu, którym jest Ewangelia. Nie powinni jednak tracić z oczu logiki rozwoju całości. Jedna fałszywa, „nielogiczna” nuta, może zagrozić całemu wysiłkowi twórczemu. Gdyby przyjąć tezy artykułu O. Hryniewicza, to pluralizm w teologii jawiłby się nam raczej, nie jak fuga Bacha, ale jako polifonia pełna kakafonii i chaotycznych zwrotów. Byłby to utwór, w którym każdy mógłby zagrać w dowolnym czasie to, co mu się żywnie podoba bez zwracania uwagi na sens i logikę całości. Są oczywiście takie utwory w muzyce współczesnej, ale nie są one dobrym przykładem zasad rozwoju rozumienia prawdy w Kościele.


« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5


10.12.2011 21:15 | Witalij Kliczko na Adwent
Jeżeli ktoś szuka Adwentu, to mam dla niego złą wiadomość. Wyprowadził się. Przynajmniej z Krakowa. Od około dwóch tygodni trwa Boże Narodzenie. Na rynku w Krakowie dzieci śpiewają kolędy, „Mikołajkowie” rozdają prezenty, w witrynach sklepów ustrojone choinki. „Magia świąt”. ... więcej »

27.11.2011 14:52 | Ekspert to ma klawe życie
Gdyby istniał jakiś świat możliwy, w którym mógłbym zostać kimś innym niż jestem, to chciałbym zostać ekspertem w mediach, najlepiej w telewizji. Ekspert „to ma klawe życie, oraz wyżywienie klawe”, trawestując klasyka. A jeżeli byłoby mi jeszcze dane wybrać sobie ekspercką dziedzinę, to chciałbym zostać psychologiem, socjologiem albo politologiem, a najlepiej wszystkimi naraz. Zbyt śmiały plan? Nie sądzę. ... więcej »

08.11.2011 11:01 | W obronie "Tygodnika Powszechnego"
Nie mogę dłużej milcząco przyglądać się, jak poniża się w naszym kraju tak zasłużone pismo, jakim jest „Tygodnik Powszechny”. I kto za tym stoi? Bynajmniej nie konserwa i beton katolicki, ale ci, którzy przez ostatnie lata Tygodnik wspierali i promowali. ... więcej »

06.11.2011 20:27 | Lepsze teksty o ks. Bonieckim

17.10.2011 19:09 | Co zrobi Kościół po wyborach? Wpis autoterapeutyczny
Ksiądz Pafnucy, proboszcz od lat kilkunastu, obudzi się jak zwykle o piątej rano. Ziewnie, chrząknie, zmówi brewiarz i odprawi poranną Mszę Świętą. ... więcej »

1 | 2 | 3 | 4 | 5


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Ofiarowanie »
08.02.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Matka Boża z Kibeho »
07.02.2012

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

Może tylko pragnienie »
05.02.2012


 
Zmarł o. Melchior Łopiński OP
W szpitalu w Otwocku zmarł dzisiaj o. Melchior Łop... »
 
ACTA
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w j... »
 
komentarzy: 10
ocena:
Na chłopski rozum rzecz biorąc
Mniej martwiłbym się o wierzących i niepraktykując... »
 
komentarzy: 12