Betoniarka
Mateusz Przanowski OP
Lipiec 2009
Koncert "Madonny". Protestować?
Jedna z legend o św. Mikołaju głosi, że ten z gruntu poczciwy święty, nie mogąc znieść heretyckich nauk Ariusza, rąbnął go w twarz. Od czasów św. Mikołaja sporo się zmieniło w naszych obyczajach, ale przyznajmy - nie za bardzo wiemy, jak reagować na bluźnierstwo. Katechizm naucza, że bluźnierstwo "polega na wypowiadaniu przeciw Bogu – wewnętrznie lub zewnętrznie – słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań, na mówieniu źle o Bogu, na braku szacunku względem Niego w słowach, na nadużywaniu imienia Bożego" (KKK 2148). Z sytuacjami, które podpadają pod tę definicję możemy się spotkać dość często. Wielokrotnie rozmawiałem z ludźmi, którzy nie wiedzieli jak się zachować, gdy ktoś prowokacyjnie wypowiadał w ich obecności słowa jawnie bluźniercze. Pomodlić się? Popukać się w głowę? Zignorować? Obrazić się? Zaprotestować? "Cios św. Mikołaja"? Zamieszenie, które mamy w głowach najlepiej widać wtedy, gdy pojawia się w Polsce jakiś "niezależny twórca", który bluźnierczo posługuje się chrześcijańskimi świętościami. Teraz przyszedł czas na Madonnę. Na marginesie warto dodać, że Madonna świetnie zdaje sobie sprawę ze swego pełnego bezpieczeństwa. Wie doskonale, że gdyby w taki sposób, w jaki traktuje Pana Jezusa, potraktowała Mahometa, to nie mogłaby być pewna, czy dożyje końca koncertu. Wracam jednak do głównej kwestii - protestować, czy nie? Komentatorzy katoliccy podzielili się mniej więcej na dwa obozy. W pierwszym z nich panuje przekonanie, że protesty nic nie dają, tylko robią niepotrzebną klakę bluźniercom, czyniąc z nich "męczenników wolności". Poza tym telewizja z lubością wyłuska z tłumu protestujących jakiegoś obwieszonego dewocjonaliami dziwaka z nieodłączną figurką w ręku, sugerując, że mamy do czynienia z czymś niepoważnym, ze zdarzeniem należącym do jakiegoś niszowego folkloru. Teza podstawowa brzmi zatem: nie róbmy draki, bo ona jest na rękę bluźniercom. Drugi pogląd na sprawę przedstawia się mniej więcej tak: musimy zaprotestować, bo zgodnie z zasadą "równi pochyłej" będzie coraz gorzej. Jeśli nie upomnimy się o nasze świętości, to szybko się przyzwyczaimy, że można Boga bezkarnie obrażać. Na naszych oczach wyrośnie społeczeństwo, dla którego nie ma nie tylko chrześcijańskich świętości, ale w ogóle żadnych. Cieżko jest powiedzieć, kto ma rację, argumenty obu stron wydają mi się sensowne, choć przyznam, że sympatyzuję bardziej z argumentami drugiej. Dlaczego? Jak zwykle przychodzi z pomocą O. Jacek Salij OP: „W Europie zostaliśmy już wyćwiczeni do udawania, że w bluźnierstwie nie widzimy nic niestosownego i że profanowanie najdroższych wartości wiary chrześcijańskiej w gruncie rzeczy nam się podoba, a już na pewno jest elementarnym prawem każdego, komu się wydaje, że inaczej nie umiałby wyrazić tego, co w nim najgłębsze”.
61 komentarzy
-
2009-08-18
m.walejko
dziękuję
Dziękuję Autorowi i komentującym za bardzo ciekawą dyskusję, którą tu odkryłam.Barmanie, Tobie... » -
2009-08-14
tomasz
koncert
Problem jest ,ze Pan Bog stworzyl roznych ludzi. Wiekszos ludzi jest jak z serialu "Kiepscy", i... » -
2009-08-13
angelos
Barman & Co.
Uffffff. O Jezus Maria. Piszcie czasem, co dalej i jak Wam się wiedzie. »















