Betoniarka
Mateusz Przanowski OP
SierpieĂĹĄĂÂ 2009
Dlaczego manipulujemy słowami Pana Jezusa?
Posłużę się porównaniem. Wyobraźmy sobie pewną sytuację. Dentysta stawia nas przed taką oto alternatywą. "Próchnica zjada Pana ząb i mamy do wyboru dwie możliwości. Po pierwsze dam Panu środek przeciwbólowy i nie będzie Pana bolało. Ten środek nie leczy, ale znieczula. Gdyby Pan chciał się wyleczyć, to będzie bardzo bolało, zastrzegam szczerze. Próchnica jest w takim stadium, że kilka lat wytrzyma Pan na środkach przeciwbólowych. Co Pan wybiera?". Nie wiem, jak sam bym się zachował, ale wiem, że perpektywa spędzenia kilku lat bez bólu i bez drastycznego borowania, byłaby bardzo kusząca. Sądzę, że coś z tego jest w naszym czytaniu Ewangelii. Wolimy się znieczulić, niż się realnie leczyć. Jednak tylko Ewangelia taka, jaka ona jest, z całą szorstkością i "niedopasowaniem" do naszego doświadczenia jest lecząca i uzdrawiająca. Manipulujemy Ewangelią, bo szukamy terapeuty, który będzie nam mówił to, co chcemy usłyszeć, a nie to, co rzeczywiście ma dla naszej kondycji znaczenie. Słyszałem ostatnio świetne kazanie O. Wojciecha Gołaskiego. Zadał mniej więcej takie pytanie: "Jeśli stoję nad przepaścią, a ktoś powie mi, że tam jest przepaść i jasno bez ogródek opisze, co się ze mną stanie jak zlecę to to będzie Dobra Nowina, czy Zła Nowina?". Pytanie jest rzecz jasna retoryczne.
Nie łagodźmy Ewangelii, nie manipulujmy ją dla naszych potrzeb. Taka jaka jest wyraża Boże miłosierdzie i nie musimy jej "umiłosierniać". W przeciwnym razie zamiast z Jezusem spotkamy się z własnymi projekcjami.
« powrót
35 komentarzy
-
2009-10-10
xx
Re: Re: Re: Do o.Macieja
Jeszcze taka mała poprawka do artykułu ks. Piotrowskiego. Zamiast: "O tym bowiem bądźcie... » -
2009-10-10
xx
Re: Re: Do o.Macieja
Polecam artykuł: http://adonai.pl/wiecznosc/drukuj.php?id=5 (Ojcze Mateuszu - poprrzedni... » -
2009-10-10
xx
Re: Re: Do o.Macieja
W odpowiedzi artykuł: ks. M. Piotrowski TChr Pismo św. i Magisterium Kościoła o wieczności... »
Obserwowanie Internetu i wiadomości telewizyjnych w czasie świąt może doprowadzić człowieka wierzącego do obłędu. Świadom tego niebezpieczeństwa wykonałem w tym roku dwa terapeutyczne manewry intelektualne. Po pierwsze, starym zwyczajem udałem się na emigrację wewnętrzną, a kiedy już dobrze poczułem się w roli dysydenta, zacząłem patrzeć na około świąteczne klimaty okiem zdystansowanego, niezaangażowanego obserwatora. „Ja tu tylko prowadzę badania, ja tu tylko prowadzę badania...”, powtarzałem sobie. Trochę pomogło.
... więcej »Kiedy bardzo młody katolik pierwszy raz spotyka się z problemem „wiara i rozum”, a w szerszym sensie „Biblia a nauka?” Kiedy katolik po raz pierwszy czuje ten nieprzyjemny dreszczyk niepokoju, że może Kościół coś kręci? Zdaje mi się, że wtedy, gdy spod sukmany św. Mikołaja wyzierają buty wujka albo sąsiada. ... więcej »
Obok wariatów cynicznych i zepsutych, jest w Kościele pokaźna ilość wariatów dobrych, którzy powinni cieszyć się szczególną opieką przełożonych i kościelnych szych.
... więcej »Żywotami świętych to my się już za bardzo nie przejmujemy. Przynajmniej tymi „w starym stylu”, czyli – jak sobie wyobrażamy – przesłodzonymi bajkami dla rozanielonych.
... więcej »To, co było oczywiste, przestało takim być zadziwiająco szybko. Starsi ojcowie powiadają, że kilkadziesiąt lat temu grzech konkubinatu zdarzał się w konfesjonale raz na rok, teraz -zaświadczam z ręką na sercu - rozmowy o konkubinacie należą do stałego zajęcia spowiedników.
... więcej »

















