Betoniarka
Mateusz Przanowski OP
Reinterpretowanie św. Mikołaja
Kiedy bardzo młody katolik pierwszy raz spotyka się z problemem „wiara i rozum”, a w szerszym sensie „Biblia a nauka?” Kiedy katolik po raz pierwszy czuje ten nieprzyjemny dreszczyk niepokoju, że może Kościół coś kręci? Zdaje mi się, że wtedy, gdy spod sukmany św. Mikołaja wyzierają buty wujka albo sąsiada.
Kiedy bardzo młody katolik pierwszy raz spotyka się z problemem „wiara i rozum”, a w szerszym sensie „Biblia a nauka?” Kiedy katolik po raz pierwszy czuje ten nieprzyjemny dreszczyk niepokoju, że może Kościół coś kręci? Zdaje mi się, że wtedy, gdy spod sukmany św. Mikołaja wyzierają buty wujka albo sąsiada. Sam pamiętam, że gdy miałem kilka lat mój starszy brat zaciągnął mnie do szafy i zapytał tonem objawiciela prawd zakrytych: „Poznajesz?”. „Nie” – odpowiedziałem. „Jak to nie?! Nie udawaj, przecież to jest futro, w którym co roku przychodzi do nas św. Mikołaj. Moim zdaniem to mój tata się przebiera”. To był wstrząs. Wstrząs ten udziela się także rodzicom. Jak powiedzieć dziecku, że to dziadek jest św. Mikołajem w taki sposób, by nie zafundować dzieciom dramatycznej wycieczki w świat naturalizmu i materializmu teoretycznego i praktycznego? Tu przychodzi nam z pomocą teologia. W teologii uczy się przecież o bezpośredniej ingerencji świętych w nasze życie. To, że u nas akurat wujek jest św. Mikołajem nie oznacza, że gdzieś na świecie nie pomaga prawdziwy św. Mikołaj. Nie ma potrzeby wspinać się na szczyty kunsztu reinterpretacji, mówiąc na przykład: „Kochany synku, to prawda, że w tym roku wujek był świętym Mikołajem, ale przez to był symbolem, no jak to powiedzieć... może znakiem i narzędziem, nie... raczej źródłem i szczytem samoobjawienia się Boga w Jezusie Chrystusie, nie... no właśnie, dzięki wujkowi, a w zasadzie św. Mikołajowi, który był wujkiem rzecz jasna, albo lepiej w postaci wujka, o tak będzie najlepiej: św. Mikołaj pod postacią wujka. No i Pan Bóg pokazuje jacy powinniśmy być dla siebie nawzajem, czyli dobrzy i miłosierni, przez wujka pod postacią św. Mikołaja”. W dziecku po tego rodzaju wyjaśnieniach pozostaje przemożne wrażenie wielkiego ściemniania i jednocześnie biedne dziecko po raz pierwszy czuje przedsmak prawdy o sobie, jako o wyewoluowanej małpie. Dlatego proponuję tekst następujący: „Kochane dziecko, wujek przebrał się za świętego Mikołaja, ale wierzymy, że św. Mikołaj na prawdę pomaga ludziom, a może być nawet tak, że są takie miejsca na ziemi, gdzie można uścisnąć Mu rękę”. I rozum syty i nadprzyrodzoność cała.
« powrót
5 komentarzy
-
2009-12-24
Mati
Na tropie Mikołaja
Fajny ten tekst, ale na końcu zaproponował ojciec zastąpienie jednej ściemy inną, bardziej... » -
2009-12-23
t.
Re: U mnie było inaczej
Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek wierzyła w św. Mikołaja z reniferami, brodami, kominami... » -
2009-12-23
Fasola
Re: U mnie było inaczej
U mnie w domu było wiadomo, że pod choinkę prezenty robią rodzice, natomiast święty Mikołaj... »
















