Betoniarka
Mateusz Przanowski OP
Jan Paweł II i biczowanie
Poruszam ten temat, bo ostatnio z wiarygodnych źródeł dowiadujemy się, że Jan Paweł II biczował się przed podejmowaniem poważnych decyzji personalnych. Nie wiadomo, co z tym począć Z jednej strony mamy kogoś, kto poświęcił setki stron teologii ciała, pisząc o jego godności i pięknie, z drugiej kogoś, kto w swoim prywatnym życiu nie stosował się do jej zasad?
Kilka razy widziałem to w filmach. Zakonnik, albo zakonnica, twarz pospinana, zmarszczone czoło, każda emocja na hamulcu ręcznym, jakiś brzydki podtekst seksualny - generalnie postać antypatyczna. A z didaskaliów: surowa cela, duży krucyfiks na stole, jakieś oleodruki na ścianach, biała miska do mycia. Słowem, oddech schyłkowego neogotyku z Freudem w tle. I zaczyna się. Ten niesympatyczny typ (nie lubimy go już od pierwszej sceny filmu), pracujący w ośrodku wychowawczym dla nieletnich, bierze do ręki bicz i zaczyna się tłuc po plecach do krwi. Patologia w czystej formie. Patrzymy na to z dreszczem grozy. Znam ten dreszcz. Kiedyś w nowicjacie wszedłem do celi jednego ze starszych ojców, a tu na szafie wisi fachowo spleciony bicz. Przeraziłem się nie na żarty. "Przepraszam, czy tu biją?". Poruszam ten temat, bo ostatnio z wiarygodnych źródeł dowiadujemy się, że Jan Paweł II biczował się przed podejmowaniem poważnych decyzji personalnych. Nie wiadomo, co z tym począć. Z jednej strony mamy kogoś, kto poświęcił setki stron teologii ciała, pisząc o jego godności i pięknie, z drugiej kogoś, kto w swoim prywatnym życiu nie stosował się do jej zasad? Jeśli chcemy w sposób w miarę zrównoważony nad tym pomyśleć, to z całą pewnością powinniśmy najpierw wyrzucić z głowy tego kinematograficznego autoagresywnego dziwaka. Po tej operacji można przejść do rzeczy i zobaczyć, czy nasz sprzeciw wobec tej praktyki jest tylko, że się tak wyrażę, estetyczny.
Kilka ustaleń. W wielu religiach ludzie modlitwy umartwiają swoje ciało na mnóstwo czasem bardzo wyszukanych sposobów. Służyć ma to wytworzeniu stanu skupienia i jest próbą "zmuszenia" ciała do posłuszeństwa duchowi, ma opanować senność, rozleniwienie i poskromić rozproszenia. Dla każdego człowieka, który się modli jest oczywiste, że postawa ciała nie jest bez znaczenia. Teraz sprawa bólu, bo przecież biczowanie się jest - i to chyba jest najbardziej tudne do przyjęcia - zadawaniem sobie bólu. Ale co z postem? Czy człowiek, który odmawia sobie pożywienia nie zadaje sobie w jakiś sposób bólu? Na pewno nie jest przyjemne, gdy człowiekowi kiszki marsza grają. A co z bólem, który sprawiają sobie sportowcy na treningu? A muzyk, który ćwiczy kilka godzin dziennie aż go wszystkie kości bolą? A lecznicze okładanie się rózgami? Można mnożyć przykłady różnych form zadawania sobie bólu, które nie są dla nas gorszące. Dlaczego nas nie gorszą te formy zadawania sobie bólu? Otóż zdajemy sobie sprawę, że pewnych rzeczy nie da się osiągnąć bez poskromienia swojego ciała. Chodzi o cel. Wiemy, że jak pływak wychodzi z basenu po treningu, słaniając się na nogach, to dlatego, że chce wygrywać i kibicujemy z całego serca jego wysiłkom. Odnoszę wrażenie, że gdy słyszymy o biczowaniu to najpierw przeżywamy estetyczny niesmak, a potem zadajemy sobie pytanie: "Ale po co?". Podejrzewam, że gdybyśmy się dowiedzieli, że konieczną częścią treningu piłkarzy ręcznych jest przyłożenie sobie kilka razy dziennie po plecach, to byśmy się nawet nie zająknęli.
Co zatem z tym celem? Biczowanie było rozumiane jako szczególna forma pokuty i umartwienia, jako uczestnictwo w Męce Pana Jezusa. Było próbą dobrowolnego przyłączenia się do biczowanego Zbawiciela. Cel jest zatem jak najbardziej w porządku i nie ma w nim nic dziwacznego. Zapytać trzeba jednak i zdaje mi się, że jest to kluczowe pytanie, czy biczowanie się jest rozsądnym i adekwatnym sposobem osiągania tego celu. Odpowiedź nie jest prosta. "I tak i nie". Wydaje mi się, że tak, ale tylko dla person tego formatu co Jan Paweł II, krótko mówiąc dla tych, którzy tak dobrze znają Pana Boga i swoją naturę, że ta forma pokuty i umartwienia nie zrobi krzywdy im i ich relacji do Boga. My mamy swoje - nie mniej dotkiliwe - a mniej dziś egzotycznie wyglądające formy pokuty: kwarantanna od internetu, od telewizji, od DVD, od niepotrzebnych rozmów przez komórkę, itp. Słowem, nie takie biczowanie straszne jak je malują, co nie oznacza, że warte naśladowania.
« powrót
1 komentarz
-
2010-03-20
Z.
Co zrobić z tym?
Dla wielu biczowanie się Jana Pawła II musiało być szokiem? Co z tym zrobić? Jak to wyjaśnić?... »

















