Betoniarka
Mateusz Przanowski OP
GrudzieĂĹĄĂÂ 2008
Dlaczego ludzie śmieją się z teologów?
„Meta-rozumienie jest już alfalnie w rozumieniu immanentnym, w nim ma swój początek i swój kod wzwyż” Takie oto zdanie przeczytałem w artykule jednego z wybitniejszych polskich teologów. Chciałoby się powiedzieć: „Nareszcie wszystko jasne, a myśmy mieli tyle wątpliwości i pytań!”
Przytoczona przeze mnie enigma boleśnie odnowiła we mnie starą ranę, która jak się okazuje, nie zabliźniła się do końca. Powstała ona w czasie moich studiów teologicznych. Przekonałem się wtedy, że jeżeli ludzie wiedzą, że studiuję teologię, to albo się ze mnie (bez ostrzeżenia) śmieją, albo łaskawie tolerują, w głębi duszy sądząc, że nie mam im nic ciekawego do powiedzenia. Nie mogę wykluczyć, że był to mój problem, problem tego, co i jak mówiłem. Myślę jednak, że problem jest dużo szerszy. Mam wrażenie, że teologia stała się nieznośna. Kipi od pseudomądrości, neologizmów, najrozmaitszych imitacji głębi, nudy i bezbarwności. Studentom teologii się generalnie nie chce, a jak już się czegoś chce, to zaczynają się zajmować teologami, o których za 20 lat nikt nie będzie pamiętał. Język teologii w Polsce jest tak odseparowany od języka potocznego, że nawet dobrze wykształcony człowiek nie wie, o co chodzi. Na marginesie warto dodać, że znajomość żargonu w niczym tu nie pomoże - z tej prostej przyczyny, że nic się pod nim nie kryje.
Chcecie przykładu? Oto on. Jeśli weźmiecie do ręki jakąkolwiek chrystologię to spotkacie wyrażenie: „Wydarzenie Jezusa Chrystusa”. Cóż u licha to może znaczyć? Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to germanizm i że to pojęcie ma w teologii niemieckiej długą tradycję. Tak czy inaczej brzmi komicznie. Czy jeśli spotykamy Pana Mietka, albo Pana Kazka, to spotykamy „Wydarzenie Pana Mietka” i „Wydarzenie Pana Kazka”? Tak się przecież nie mówi, to jest jakaś „nowomowa”. Jak zwykle powstaje ona w jakimś celu. Myślę, że jasne jest, że o „Wydarzeniu Jezusa Chrystusa” dużo łatwiej się pisze, niż o Jezusie Chrystusie. Gdy chce się coś napisać o Jezusie Chrystusie, to naprawdę trzeba mieć coś do powiedzenia, o „Wydarzeniu” można bezkarnie napisać każdą bzdurę.
Dla ilustracji przedstawiam moją krótką i całkowicie bezsensowną improwizację na temat „Wydarzenia Jezusa Chrystusa”:
„Wydarzenie Jezusa Chrystusa to z gruntu podmiotowe, ale jednocześnie zapośredniczone w communio odniesienie do wszechogarniającej obecności, która – jako taka - jest, ale zarazem „jest” otwarta na to, co jeszcze nie jest, a tylko przeziera. W tym zatem przezieraniu rozprzestrzenia się owo odwieczne samodawanie się Boga w strukturach społecznych i metaspołecznych. Wydarzenie nie jest więc ostatecznością, ale niejako przed-ostatecznością, która w swoim odwzajemnieniu jest Kościołem. Czymże zatem jest Kościół? Jest odwzajemnionym byciem ku Wydarzeniu Jezusa Chrystusa”. Mogę tak pisać bez końca, a takich kwiatków, jak „Wydarzenie Jezusa Chrystusa” jest w teologii cały ogródek.
Nie chcę tylko narzekać, więc powiem, co moim skromnym zdaniem należy robić. Trzeba dawać studentom dobrą szkołę. „Przeczołgać” ich przez teologię Augustyna, Tomasza z Akwinu, Bonawenturę, Anzelma, Newmana i innych wielkich mistrzów. Muszą sobie na nich połamać zęby. Muszą nabrać szacunku do teologii, do jej prostego i genialnego zarazem języka. Muszą poczuć, że mówią o czymś realnym, o pojęciach twardych jak skała, że po prostu uczą się o rzeczywistości, która ich otacza, a nie o jakichś konstrukcjach, w których nie obowiązują żadne prawa. Jest bardzo prawdopodobne, że będą wtedy bardziej odporni na żargon i „nowomowę” współczesnych teologów.
Ludzie śmieją się z teologów i bardzo dobrze. Sami teologowie sobie na to zasłużyli. Dobrze im tak. Trzeba się z nich śmiać.
Na zakończenie starego roku pozdrawiam omegalnie, na początek nowego alfalnie - rzecz jasna.
22 komentarze
-
2009-03-17
Cebula DW
???
Proszę się ze mnie nie śmiać :) hehe żart.kończe już 5 rok teologii.zgadzam się w 99% z tym co... » -
2009-01-09
ew
do Daniela
W kwestii tłumaczenia frazy "Jezus zmartwychwstał" - w grece strona bierna (został... » -
2009-01-08
em
a język Augustyna, Tomasza i innych przez Ojca wymienionych..?
to taki super jest? nie ma tam nowomowy, ale co z tego, skoro i tak jest niezrozumiały. Ojcze,... »
Tomek Kwiecień napisał pierwszą część rekolekcji dla „Tygodnika Powszechnego”. Muszę przyznać, że chociaż pisarstwo Tomka cenię bardzo, to tym razem, czytając Jego rekolekcje, nie mogłem pozbyć się poczucia jakiegoś teologicznego niesmaku. Po pierwsze nie wiadomo, do kogo Tomek adresuje swoje rekolekcje. Jeśli do „wątpiących i poszukujących”, to one nikogo nie przyprowadzą do wiary, a raczej utwierdzą w przyjętej postawie życiowej. Jeśli są skierowane do teologów, to są zbyt sztampowe i przewidywalne. Jeśli do wierzących chrześcijan, to już na prawdę nie wiadomo, o co chodzi. Jaką wiarę w Przyjście Pana one sugerują? Teraz kilka słów o tym.
Dzięki „Tygodnikowi Powszechnemu” głośno zrobiło się w Polsce o artykule O. W. Hryniewicza Zbawiciel jest polifoniczny. Dla niektórych stał się on wzorem odwagi myślenia, dla mnie jest smutnym przykładem teologii, w której nie dba się o ostrość znaczenia podstawowych terminów. Problem jest jednak głębszy, gdyż tak jak O. Hryniewicz myśli dzisiaj wielu chrześcijan. Nie jest więc od rzeczy raz jeszcze przyjrzeć się krytycznie zasadniczym tezom tego artykułu.
... więcej »















