Betoniarka
Mateusz Przanowski OP
Zdradzani bohaterowie
Nie wiem, ale podejrzewam, że ci, którzy wybrali samotność ze względu na Eucharystię mogą się poczuć jak zdradzani bohaterowie. I co? Kościół ma zmienić swoją naukę i mamy powiedzieć tym ludziom, że ich ofiara była bez sensu? „Przepraszamy pomyliliśmy się, ale ogólnie cenimy Wasz wkład”? Zamiast ich wspierać robimy krecią robotę, podkopując sens ich heroicznej walki. A to przecież między innymi oni wnoszą do Kościoła ducha męczeństwa, bez którego Kościół nie może się ostać. Wszyscy zawdzięczamy im bardzo wiele i dobrze, żeby o tym usłyszeli.
My Polacy dobrze wiemy, jak się czuje zdradzony bohater. Walczy na śmierć i życie bez przerwy zmagając się z pokusą, że walka sensu już nie ma i że trzeba złożyć broń i dostosować się do wszechpotężnych zewnętrznych warunków. Z każdej strony słyszy, żeby dać sobie spokój, przestać się wygłupiać i udawać Zawiszę Czarnego. Liczy wtedy na tych, którzy dzielą jego wartości, rozgląda się nerwowo, poszukując zrozumienia i przymierza. Pomyślmy teraz o wielu ludziach, znam takich przynajmniej kilkoro, którzy po rozwodzie nie wchodzili w nowe związki z prostego powodu: chcieli uszanować naukę Kościoła i przystępować do Komunii Świętej. Nie musimy chyba sobie tłumaczyć, co to znaczy żyć bez wsparcia współmałżonka, szczególnie, gdy w grę wchodzi wychowywanie dzieci. Nadto trzeba wysłuchać chóru doradców, którzy często w dobrej wierze doradzają, że ten wybór jest bezsensowny, że Pan Bóg miłosierny, itp. Głosy doradców brzmią przekonująco, a życie dyktuje bezwzględne warunki. Gdzie taki człowiek ma szukać wsparcia? Oczywiście u nas, czyli w Kościele, którego nauce próbuje być wierny. A tu co? Co chwilę pojawiają się artykuły i wypowiedzi, czasem pochodzące także od duchownych (!), że nauka Kościoła w tej materii jest niewłaściwa. Powstają ciągle nowe duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych, a duszpasterstw samotnych ze względu na wierność nauce Kościoła jest bez porównania mniej. Coraz łatwiej dostać „rozwód Kościelny”, księża samowolnie udzielają rozgrzeszeń wbrew nauce Kościoła, za co dodajmy są chwaleni. Generalnie nie da się nie odczuć jakiegoś rozrzedzenia dyscypliny Kościoła. Nie wiem, ale podejrzewam, że ci, którzy wybrali samotność ze względu na Eucharystię mogą się poczuć jak zdradzani bohaterowie. I co? Kościół ma zmienić swoją naukę i mamy powiedzieć tym ludziom, że ich ofiara była bez sensu? „Przepraszamy pomyliliśmy się, ale ogólnie cenimy Wasz wkład”? Zamiast ich wspierać robimy krecią robotę, podkopując sens ich heroicznej walki. A to przecież między innymi oni wnoszą do Kościoła ducha męczeństwa, bez którego Kościół nie może się ostać. Wszyscy zawdzięczamy im bardzo wiele i dobrze, żeby o tym usłyszeli.
« powrót
29 komentarzy
-
2010-06-04
Kasia (Sz)
Re: wywiad
O.Puciłowski mówił, że Stefan Meller był rozwodnikiem.Jednak nie mam co do tego pewności. Na... » -
2010-06-03
Biedronka
Ofiara z życia niewinnego Baranka dla dobra Kościoła.. ks.Jerzy Popiełuszko "Zło dobrem zwyciężaj"...
Ofiara z życia niewinnego Baranka dla dobra Kościoła.. ks.Jerzy Popiełuszko "Zło dobrem zwyciężaj" » -
2010-06-02
barman
Re: Re: zdradzeni bohaterowie
"uczył Marcin Marcina..." To przysłowie tak mnie rozśmiesza, że nie mogłem się powstrzymać:))... »

















