Betoniarka
Mateusz Przanowski OP
Styczeń 2009
Spadanie z orbity
Gdzie jest błąd w wychowaniu, które proponuje wiele wspólnot? Może po prostu zamiast uczyć życia wystrzeliwuje swoich członków na jakąś pozaziemską orbitę, z której spada się z wielkim hukiem?
Dosyć często zdarza mi się spotykać z takim oto scenariuszem powolnej destrukcji wiary. Powtarzalność tego smutnego scenariusza jest zadziwiająca.
1. Spotkanie z jakąś wspólnotą. Przebudzenie do wiary. Głębokie „doświadczanie” Boga. Poczucie żywej wiary – świat wydaje się być pełen Boga. Wspólnota staje się centrum życia. Życie zaczyna się toczyć „od i do” spotkania modlitewnego. Wspólnocie przewodzi nowoczesny kapłan. Jest bardzo otwarty, nie boi się przytulić człowieka i można z nim o wszystkim pogadać. Jest bardzo ludzki, nie spina się bez potrzeby. Wszyscy się u niego spowiadają, bo jest dobrym spowiednikiem. Spowiedź jest rozmową i „towarzyszeniem duchowym”. Kapłan otwarcie mówi o swoich zranieniach i słabościach. To dodaje mu uroku i czyni wiarygodnym. Centralnym jednak doświadczeniem tego czasu jest poczucie jakiejś wszechmocy. Człowiek zaczyna widzieć siebie, jako plastelinę, którą zaraz zacznie z pomocą łaski Bożej formować. Pojawia się wielkie poczucie wewnętrznej siły.
2. Po jakimś czasie następuję odkrycie. „Nie jestem plasteliną”. Pomimo doświadczenia mocy Bożej, moje stare grzechy nie chcą wcale ustąpić. We wspólnocie z ludzi zaczyna „schodzić politura”. Nowoczesny ksiądz coraz częściej mówi o swoich zranieniach, a coraz mniej o Chrystusie. Jednak najbardziej denerwujące jest życie. Trzeba pracować, dogadywać się z innymi ludźmi. „Walka o byt” w pełnym rozkwicie. Świat jest pełen zła i przewrotności ludzkiej. Nie wiadomo jak się wobec tego zachować. We wspólnocie mówi się nieustająco o słabościach, a w świecie trzeba być silnym, bo się zginie. Poczucie wewnętrznej siły powoli ulatuje.
3. Dramatyczne zachwianie wiary. Możne nawet jej utrata. Odejście nie tylko ze wspólnoty, ale z Kościoła. Gdzie jest Bóg? Bóg nie jest wszechmocny, bo inaczej pomógłby mi się uporać z samym sobą. Trzeba się dopasować do świata i rządzących nimi reguł. Nowoczesny ksiądz okazuje się raczej manipulantem i narcyzem, niż kimś, na kim można się oprzeć. Trzeba sobie radzić samemu.
4. Dynamiczne wkroczenie w świat „pop-psychologii”. Może zjawić się terapia. Odkrycie nowego źródła mocy. Kościół prezentuje się teraz, jako śmieszna, nieświadoma siebie instytucja, pełna samozakłamania. Poczucie głębokiego wyzwolenia, prawdziwego odkrywania siebie. Kościół jest już tylko negatywnym bohaterem, świadkiem naszej wcześniejszej naiwności.
Zbyt często dziś ten scenariusz się powtarza, by nie zwrócić na niego uwagi. Gdzie jest błąd w wychowaniu, które proponuje wiele wspólnot? Może po prostu zamiast uczyć życia wystrzeliwuje swoich członków na jakąś pozaziemską orbitę, z której spada się z wielkim hukiem?
19 komentarzy
-
2009-02-10
ZTomasz
Zbyt dużo sentymentów
Bóg to nie sentmentalna, afektywna aura nastrojów. Wspólnota to nie grupa terapeutyczna.... » -
2009-01-31
honestata
to samo
to samo dotyka wspólnoty zakonne, niestety... marzy mi się takie forum, gdzie siostry zakonne,... » -
2009-01-30
Maja
problem
Wydaje mi się, że część osób poszukująca dla siebie miejsca we wspólnocie, poszukuje tak naprawdę... »
Nie mogę ze spokojem patrzeć na błyskawiczną karierę, którą robi, rozpropagowane przez księdza Halika stwierdzenie: „Co nie jest chwiejne, to jest nietrwałe”. Interpretację autora można znaleźć w książce pod tym samym tytułem, ale czy za kilka lat będzie wiadomo, o co autorowi chodziło? Jak znam życie, będzie sobie to powiedzonko spokojnie lewitować w głowach chrześcijan, a skutek będzie mniej więcej taki, że każdy człowiek, który będzie starał się trzymać zasad i będzie walczył o nie w swoim życiu będzie uważany za kogoś godnego politowania. Będą na niego patrzeć tak, jak się patrzy na dinozaura tuż przed jego niechybnym wyginięciem.
Kościół ma swoją „nadzieję zbawienia dla wszystkich”. Można ją wyrazić tak: „Mamy nadzieję, że wszyscy zostaną zbawieni, ale wiemy, że jest bardzo wiele realnych przeszkód, które mogą stanąć na drodze do zbawienia. Dlatego zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by przed nimi ostrzegać, bronić i starać się je pokonać, na ile starczy nam sił”. Dlatego też dla Kościoła wszelkie relatywizowanie i banalizowanie tych przeszkód jest groźne, gdyż przez to sama natura nadziei zostaje zraniona. ... więcej »
Pewien mądry rabin powiedział: „Ważne jest, że czytasz Biblię, ale jeszcze ważniejsze jest, by Biblia czytała ciebie”. (Cytuję z pamięci, mam nadzieję, że nie przekręcam). Jest coś genialnie trafnego w tej intuicji.
... więcej »
















