Betoniarka
Mateusz Przanowski OP
Wrzesień 2009
Konkubinaty
To, co było oczywiste, przestało takim być zadziwiająco szybko. Starsi ojcowie powiadają, że kilkadziesiąt lat temu grzech konkubinatu zdarzał się w konfesjonale raz na rok, teraz -zaświadczam z ręką na sercu - rozmowy o konkubinacie należą do stałego zajęcia spowiedników.
Widziałem na własne oczy. Do domu w górach przyjeżdrza para, nie są małżeństwem. Dodam, że są ludźmi szczerze wierzącymi. Nie chcieli mieszkać razem i zarezerwowali dwa pokoje. Wyniknęły jakieś problemy i okazało się, że jest dla nich tylko jeden. Kiedy zaczęli protestować właściciele zrobili karczemną awanturę. Goście usłyszeli, że są dewotami, że obnoszą się ze swoimi idiotycznymi i dawno przebrzmiałymi zasadami, itp. Wobec nieugiętej postawy tej pary właściciele znaleźli dodatkowy pokój. Potem przez kilka dni trwał prawdziwy "pojedynek na miny", molestowanie moralne w całej krasie i ciupaga, wisząca w powietrzu. Co się dzieje? To, co było oczywiste, przestało takim być zadziwiająco szybko. Starsi ojcowie powiadają, że kilkadziesiąt lat temu grzech konkubinatu (mam na myśli mieszkanie bez ślubu, jako "etap przygotowawczy" do małżeństwa) zdarzał się w konfesjonale raz na rok, teraz -zaświadczam z ręką na sercu - rozmowy o konkubinacie należą do stałego zajęcia spowiedników. Mieszkanie razem przed ślubem jest uważane przez wielu chrześcijan za całkowicie normalne i w pełni uzasadnione. Co nam ta sytuacja pokazuje? Po pierwsze, coraz łatwiej nam rezygnować z wymagań, które stawia wiara z powodu presji sytuacji, które przynosi życie. Przesuwamy granicę kompromisu z powodów materialnych i nacisku otoczenia. Po drugie, jak na dłoni widać słabość naszej wiary. Okazuje się, że gdy rozpadają się jakieś utrzymywane w społeczeństwie moralne i kulturowe przekonania chrześcijanie czują się bezradni i bez oporu płyną niesieni prądem zdarzeń i obowiązujących opinii. O zgrozo, nie raz się przekonałem, że do wspólnego zamieszkania przed ślubem namawiają rodzice: "No, po co będziecie wydawać dwa razy więcej forsy...". Po trzecie, uwierzyliśmy, że można nauczyć się pływać, nie wchodząc do wody. Mówiąc mniej enigmatycznie, są takie rzeczy, których nie da się wcześniej wypróbować. Nie można wypróbować życia małżeńskiego, zanim się nie zostanie małżonkiem. Ci, którzy decydują się na wspólne zamieszkanie, wypróbowują konkubinat, ale nie małżeństwo. Małżeństwo chrześcijańskie opiera się na przysiędze, a ona wprowadza radykalną różnicę. Filozofia "na próbę" w tym przypadku nie ma zupełnie racji bytu. Po czwarte, plaga konkubinatów ujawnia naszą słabość w podejmowaniu decyzji. Czujemy się niezdolni do podjęcia decyzji na całe życie, ciągle się zabezpieczamy, zostawiamy sobie furtki ucieczki, szukamy samousprawiedliwień na przyszłość - kombinujemy jak się da, by kiedyś z czystym sumieniem dać nogę. Oczywiście, nasze problemy z decyzjami są bardziej złożone, ale nie powinniśmy wykluczać prymitywnej skłonności "pójścia na łatwiznę". Po piąte, może najważniejsze, coraz szersze przyzwolenie na konkubinaty wśród chrześcijan obnaża brak jakiejkolwiek korelacji pomiędzy deklarowaną wiarą, a przyjętym sposobem życia. Dla wielu dobrowolna rezygnacja z przystępowania do Komunii Świętej nie jest wystarczającym powodem, by odrzucić konkubinat. Jest coś głęboko tragicznego w tym wyborze.
84 komentarze
-
2010-07-23
mi
Re: zwyczaj pogański
może ci co żyją tego tak nie widzą, grzech ciężki można popełnić tylko świadomie i dobrowolnie,... » -
2010-02-28
Biedronka
14 lat żyję sama , mąż 14 lat żyje w konkubinacie...i to mnie wytyka się palcami, że taka niereform...
14 lat żyję sama , mąż 14 lat żyje w konkubinacie...i to mnie wytyka się palcami, że taka... » -
2009-10-10
Mati
Re: Dziękuję
Może przez wakacje schudł. :) »
Zauważyłem, że jak ktoś komuś wyrzuca "brak pokory", to prawie nigdy nie chodzi o prawdziwą pokorę. Zarzucanie komuś braku "pokory" służy z reguły zupełnie innym celom. Jakim?
... więcej »















