Nadziwić się nie mogę
Paweł Kozacki OP
Lista, której nie było
Przeczytałem przed chwilą w Internecie „Słowo pasterskie Metropolity Krakowskiego na Adwent 2011, Kościół naszym domem” i nadziwić się nie mogę, bo przypomniałem sobie głośne doniesienia medialne dotyczące listy słów zakazanych. Przeczytałem list jeszcze raz, tym razem w wersji drukowanej i rozesłanej do parafii, i znowu nic nie znalazłem.
Wygooglałem zatem domniemaną listę i na pierwszej pozycji znalazłem tekst Anny Werońskiej z Dziennika Bałtyckiego Lista słów zakazanych przez Kościół zaktualizowany dzisiaj tj. „2011-11-27 09:11:47”:
"Do diabła", "Niech to czort weźmie", "Na rany Boga" - takich wyrażeń nie powinny używać osoby wierzące. Przynajmniej te mieszkające na terenie archidiecezji krakowskiej. Oficjalnie dowiedzą się o tym w najbliższą niedzielę, gdy we wszystkich parafiach odczytane zostanie orędzie kardynała Stanisława Dziwisza, metropolity krakowskiego na adwent 2011. (…) Oprócz listy 10 zakazanych przekleństw jest druga, z 13 wyrażeniami dozwolonymi, np. "kurka wodna", "o kurczę" czy "o kurna Olek". Nie wiadomo jednak, co ze sformułowaniami takimi jak "cholera jasna" czy "szlag by to trafił".
Skąd Autorka tekstu wzięła te dwie listy? Zapewne od kolegów dziennikarzy, na przykład z Onetu lub z Gazety krakowskiej, a rzetelności dziennikarskiej, by sprawdzić, czy autorem rzekomej listy jest Kardynał zabrakło. A wystarczyło wejść na oficjalną stronę archidiecezji i przeczytać List, by się przekonać, że wierni w kościołach jej nie usłyszą. Oczywiście nie przeszkadza to komentatorom na rozmaitych forach internetowych wieszać psów na kardynale albo dyskutować o konkretnych wulgaryzmach. W komentowanie bytu medialnego został wciągnięty nasz współbrat ojciec Michał Mitka:
Czy to oznacza, że dla nich zasady używania słów są inne niż te, które nakazuje Kościół na południu kraju? O. Michał Mitka, przeor klasztoru Dominikanów w Gdańsku, podkreśla, że sam apel do wiernych jest słuszny, ale wyliczanie konkretnych słów - niekoniecznie. - Próba autorytatywnego określenia z góry, które słowa są raniące i poniżające i w związku z tym nie przystają chrześcijanom, jest dosyć ryzykowna. Można sobie bowiem wyobrazić sytuację, w której ktoś, używając wulgaryzmów w silnym afekcie, np. w akcie samoobrony lub sprzeciwu wobec zła, okazuje się formalnie większym grzesznikiem niż ten, kto w pięknych słowach okazuje pogardę człowiekowi tylko dlatego, że np. inaczej myśli - mówi o. Mitka.
Z przymrużeniem oka można stwierdzić, że kardynał Dziwisz zastosował się do sugestii Michała, bo ani wulgaryzmów nie wyliczał, ani autorytarnie nie określał, które słowa są raniące i i poniżające. W swoim liście napisał:
Zwróćmy najpierw uwagę na miłosierdzie wyrażane słowem. Zacznijmy od usunięcia z naszego języka przekleństw i wyzwisk, słów raniących i poniżających, zachowań wprowadzających niepokój i dzielących ludzi. Niech nasze codzienne relacje przenikają słowa, które wyrażają życzliwość, niosą pociechę, wlewają w serce pokój i podnoszą na duchu. Refleksja nad tajemnicą miłosierdzia skłania nas do odkrycia na nowo takich słów, jak „przepraszam” i „przebaczam”.
Gratuluję zatem pani Annie Werońskiej i innych dziennikarzom powoływania do istnienia bytów medialnych. Gratuluję im również rzetelności dziennikarskiej. I coraz mocniej się przekonuje, że jeśli czegoś na własne oczy nie zobaczę albo na własne uszy nie usłyszę, to w istnienie tego o czym media donoszą nie uwierzę.
Przeczytałem dziś homilię Benedykta XVI wygłoszoną na krakowskich Błoniach 28 maja 2006 roku, w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Chciałem ją sobie przypomnieć, pamiętając jak pozytywne wrażenie zrobiła na mnie w chwili wygłoszenia, ale nie pamiętając dokładnie jej treści. Lektura pierwszej części homilii odświeżyła pozytywne reakcje sprzed pięciu lat, jednak po przeczytaniu końcowego fragmentu zrobiło mi się smutno. Nie będę pisał dlaczego. Przeczytajcie i sprawdźcie swoją reakcję. Może jestem odosobniony:
Syndrom zeświecczenia szkolnej katechezy, może dotknąć nie tylko uczniów, ale również katechetów, nie wykluczając księży. I oni mogą potraktować religię w szkole jak każdą inną pracę i bardziej kojarzyć ją z kodeksem pracy i etatową formą zarabiania pieniędzy niż misją głoszenia Ewangelii.
... więcej »Końcówka kazania Gabriela na dzisiejszej mszy św. konwenckiej (cytuję z pamięci): „Dziś jest niedziela Dobrego Pasterza, a więc tradycyjnie dzień modlitw o nowe powołania kapłańskie. A ja bym w związku z tym dniem chciał zrobić rachunek sumienia i zastanowić się, czy my, kapłani, jesteśmy dobrymi pasterzami. Czy potrafimy być tak bezinteresowni, tak troszczący się o owce, tak dający się całkowicie jak Bóg. I muszę stwierdzić, że często nie jesteśmy, że szukamy siebie, swojego interesu, swojej korzyści. W związku z tym chciałbym Was prosić o wybaczenie wszystkich naszych grzechów i niedoskonałości. I jednocześnie prosić, byście za nas się modlili, byśmy byli dobrymi pasterzami”.
Wczoraj pisałem o obowiązku nadziei, dlatego dziś, w z radością przeczytałem w brewiarzu fragment Listu apostolskiego papieża Piusa XII „Do Prymasa i Biskupów Polski w 700-lecie kanonizacji św. Stanisława”, napisanego w 1953 roku, czyli w czasach stalinowskich.
... więcej »Do tej pory mogłem myśleć, że wiara i nadzieja jest duchowym komfortem. Jezus pokazuje, że ich brak może być moją winą i małością.
... więcej »

















