Nadziwić się nie mogę
Paweł Kozacki OP
Wdzięczni za straty w ludziach
„Szokujące stwierdzenie padło w telewizji CNBC odnośnie tragicznego trzęsienia ziemi w Japonii i jego globalnych skutków. Prowadzący program Larry Kudlow uznał, że lepiej się stało, że straty ludzkie są większe, niż gospodarcze” – przeczytałem informację na Onecie i wcale mnie ona nie zdziwiła.
„Kudlow słuchał raportu na temat reakcji światowych giełd i tego, że radzą sobie dość dobrze po tragicznym trzęsieniu ziemi w Japonii. – Mimo wszystko, rynki idą w dobrym kierunku – powiedział współprowadzący program do Kudlowa. – Wygląda więc na to, że straty w ludziach są o wiele większe, niż straty ekonomiczne i możemy być za to wdzięczni – odparł na to Kudlow. Dodał szybko, że »oczywiście każda strata ludzka jest tragedią, wiemy o tym«. Później Kudlow przeprosił za to stwierdzenie na Twisterze”. (za Onet.pl)
Myślę że nie było to przejęzyczenie, ale ekonomista Kudlow powiedział co myśli i co mu w sercu gra. Sytuacja na rynkach i giełdach, bardziej go interesuje niż życie tysięcy bezimiennych Japończyków. I jakoś nie jestem tym oburzony. I wcale mnie to nie szokuje. Dosyć dawno pozbyłem się złudzeń, że mieszkańców krajów sytych i w danym momencie bezpiecznych obchodzi los ludzi głodujących czy zabitych na końcu świata. Pisał o tym zjawisku Zbigniew Herbert w wierszu Pan Cogito czyta gazetę: „120 poległych / daremnie szukać na mapie / zbyt wielka odległość / pokrywa ich jak dżungla / nie przemawia do wyobraźni / jest ich za dużo / cyfra zero na końcu / przemienia ich w abstrakcję”. A gdy zer na końcu jest więcej…
Nie oszukujmy się. Nie potrafimy współczuć ludziom, których nie znamy. A kogo nie obchodzi ile pieniędzy ma w swojej kieszeni? Jeśli pominiemy deklaracje bez pokrycia, okaże się, że pan Kudlow powiedział to, co znakomita większość ludzi w naszym kraju praktykuje na co dzień. Kto nie kupuje azjatyckich produktów, nie myśląc, że powstają w warunkach urągających ludzkiej godności? Kogo w Europie obchodzi, że w Afryce umiera na malarię więcej ludzi niż na AIDS? Jakoś nie słyszałem o kampanii przeciw malarii. Kto wie jaki jest los ofiar zeszłorocznego trzęsienia ziemi na Haiti? Z drugiej strony, kogo nie obchodzi benzyna za 5 złotych albo ceny chleba, cukru i tysięcy innych produktów? Kto kiedykolwiek kupił droższą kawę czy bawełnę, bo są rozprowadzane przez organizacje sprawiedliwego handlu, a nie tańsze artykuły rozprowadzane przez silne korporacje maksymalnie obniżające ceny surowców i pracy w krajach ubogich?
Zastanawiam się nad tym wszystkim czytając w czasie dzisiejszej liturgii litanię Jezusa: byłem głodny, byłem spragniony, byłem nagi… bo zatrzęsła się ziemia pod moimi stopami, a tsunami zabrało osoby, które najbardziej kocham. Może więc zamiast szokować się stwierdzeniem pana Kudlowa, warto przesłać mu podziękowanie, że poruszył strunę sumienia, której dźwięku prawie nikt nie ma ochoty słuchać? Może dzięki amerykańskiemu ekonomiście ktoś zada sobie jako „temat do rozmyślania: arytmetykę współczucia”.
« powrót
2 komentarze
-
2011-03-17
mucha
Re: Zastanawiałam się nad tym, jeszcze zanim przeczytałam Ojca tekst. Znalazłam nawet usprawiedliwienie,...
Zgadzam się z Agą, że to mechanizm obronny. Ile cierpienia naraz można unieść, nie załąmując się... » -
2011-03-15
Aga
Zastanawiałam się nad tym, jeszcze zanim przeczytałam Ojca tekst. Znalazłam nawet usprawiedliwienie,...
Zastanawiałam się nad tym, jeszcze zanim przeczytałam Ojca tekst. Znalazłam nawet... »
Stwierdzenie, że media różnią się w ocenie faktów wcale mnie nie dziwi. To, że różnią się w relacjonowaniu samych faktów też mnie nie zaskakuje. Jednak gdy przeczytałem, że tam gdzie jeden dziennikarz widział trzy tysiące osób, inny doliczył się ich 300 tysięcy trochę mnie zdumiał. Różnią się w szacunkach 100 razy!
Widocznie w Wydawnictwie Literackim pracują zatwardziali humaniści, którzy do trzech nie potrafią zliczyć, skoro w reklamie książki ojca Joachima Badeniego „Stąd do nieba. Ostatnie przesłanie. Rozmowy z Arturem Sporniakiem i Janem Strzałką” zamieszczonym na stronie internetowej Wydawnictwa podają jednocześnie, że nasz czcigodny współbrat zmarł w 2010 roku, a książka wydana w bieżącym roku ukazuje się w pierwszą rocznicę jego śmierci. Jednym słowem pierwsza rocznica w drugą rocznicę. Podejrzewam, że ojciec Joachim uśmiecha się wyrozumiale w niebie i zaciera z zadowoleniem ręce. A tak przy okazji polecam książkę.
... więcej »Przerażenie ogarnia mnie na myśl, ile energii, sił, czasu, uwagi idzie na sprostanie wymogom eklezjalnej biurokracji. Kwitki, zaświadczenia, świadectwa, formularze, metryki, protokoły, stempelki, odpisy, podpisy… Co to ma wspólnego z nakazem Jezusa, by iść i głosić Ewangelię?
... więcej »

















