Nadziwić się nie mogę
Paweł Kozacki OP
Obowiązek nadziei
Do tej pory mogłem myśleć, że wiara i nadzieja jest duchowym komfortem. Jezus pokazuje, że ich brak może być moją winą i małością.
Przygotowując się dziś do kazania zwróciłem uwagę na 25 werset 24 rozdziału Ewangelii św. Łukasza, który jest tłumaczony przez Tysiąclatkę jako „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!”. W przekładzie ks. Wujka brzmi to bardziej zdecydowanie „O głupi a leniwego serca ku wierzeniu temu wszystkiemu, co powiedzieli prorocy”. Ostrość wujkowego tłumaczenia kazała mi poszukać dosłownego tłumaczenia. A że sam nie znam greki, poprosiłem o pomoc moich bardziej uzdolnionych lingwistycznie braci.
Powertowaliśmy słowniki i na nowo spojrzałem na scenę, która rozegrała się na drodze do Emaus. Oto zobaczyłem dwóch biadolących uczniów, nad którymi Jezus się nie użala, ale najpierw lekko z nich pokpiwa udając, że nie wie, co się stało w Jerozolimie, a potem mówi słowa twarde, które w wolnym tłumaczeniu brzmią mniej tak: „Jak bardzo brak wam rozeznania, jak niepojętni (głupi) jesteście, i jak tępe (leniwe) są wasze serca, skoro tak opornie przyjmujecie Nowinę o wydarzeniach, które powinny was napełnić radością, a nie smutkiem i przerażeniem. Przecież w Pismach można znaleźć słowa mówiące o tym, że tak właśnie miało się stać, że krzyż i śmierć Mesjasza są Jego drogą do chwały zmartwychwstania”. Jezusa nie współczuje, nie użala się nad zawiedzionymi nadziejami, tylko wymaga trzeźwego myślenia.
To nowe zobaczenie tej sceny było dla mnie tym większym zaskoczeniem, że jakiś czas temu napisałem rozważanie, w którym stawałem w obronie Kleofasa i jego towarzysza. Dowodziłem, że nie mieli szans, by pojąć prawdę o czymś tak nieogarnionym jak zmartwychwstanie. Ta zmiana spojrzenia każe mi też inaczej podejść do siebie, do nas, którzy znamy nie tylko pisma proroków, ale również Ewangelie pisane w świetle wielkanocnej prawdy. Różne narzekania i smęcenia, że brakuje mi wiary, że nie została mi dana łaska nadziei, że czasy są ciężkie, że do szkoły miałem pod górkę, a szef w pracy był złośliwy, więc mam prawo dezerterować, mogą się spotkać z twardą odpowiedzią Jezusa: „Jakże tępy jest twój rozum i jak gnuśne jest twoje serce, skoro bez sensu użalasz się nad sobą”. Do tej pory mogłem myśleć, że wiara i nadzieja jest duchowym komfortem. Jezus pokazuje, że ich brak może być ludzką winą i małością. „Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest”.
Tak na marginesie polecam w tym kontekście wiersz Adama Asnyka w interpretacji Jacka Wójcickiego Miejcie nadzieję. Posłuchajcie go jako przesłania zaadresowanego do smutnych, tępych i bojaźliwych chrześcijan. „Przestańmy własną pieścić się boleścią, / Przestańmy ciągłym lamentem się poić: / Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, / Mężom przystało w milczeniu się zbroić...”.
« powrót
10 komentarzy
-
2011-05-10
magda
Ocena:



bardzo mocne słowa. Zastanawiam się w jaki sposób może się człowiekowi objawić ścieżka do Boga.. Jes...
bardzo mocne słowa. Zastanawiam się w jaki sposób może się człowiekowi objawić ścieżka do Boga..... » -
2011-05-10
Kasia (Sz)
?
Joasiu, a co przypadło w Twoim udziale? » -
2011-05-10
JoAsia
Re: Re: obowiązek
wiśta wio, łatwo powiedzieć, wiesz Kore, ja jestem przekonana, że dobry Bóg mnie nie opuści, mimo... »
Stwierdzenie, że media różnią się w ocenie faktów wcale mnie nie dziwi. To, że różnią się w relacjonowaniu samych faktów też mnie nie zaskakuje. Jednak gdy przeczytałem, że tam gdzie jeden dziennikarz widział trzy tysiące osób, inny doliczył się ich 300 tysięcy trochę mnie zdumiał. Różnią się w szacunkach 100 razy!
Widocznie w Wydawnictwie Literackim pracują zatwardziali humaniści, którzy do trzech nie potrafią zliczyć, skoro w reklamie książki ojca Joachima Badeniego „Stąd do nieba. Ostatnie przesłanie. Rozmowy z Arturem Sporniakiem i Janem Strzałką” zamieszczonym na stronie internetowej Wydawnictwa podają jednocześnie, że nasz czcigodny współbrat zmarł w 2010 roku, a książka wydana w bieżącym roku ukazuje się w pierwszą rocznicę jego śmierci. Jednym słowem pierwsza rocznica w drugą rocznicę. Podejrzewam, że ojciec Joachim uśmiecha się wyrozumiale w niebie i zaciera z zadowoleniem ręce. A tak przy okazji polecam książkę.
... więcej »Przerażenie ogarnia mnie na myśl, ile energii, sił, czasu, uwagi idzie na sprostanie wymogom eklezjalnej biurokracji. Kwitki, zaświadczenia, świadectwa, formularze, metryki, protokoły, stempelki, odpisy, podpisy… Co to ma wspólnego z nakazem Jezusa, by iść i głosić Ewangelię?
... więcej »
















