Nadziwić się nie mogę
Paweł Kozacki OP
Dobrodziejstwa szkolnej katechezy
Syndrom zeświecczenia szkolnej katechezy, może dotknąć nie tylko uczniów, ale również katechetów, nie wykluczając księży. I oni mogą potraktować religię w szkole jak każdą inną pracę i bardziej kojarzyć ją z kodeksem pracy i etatową formą zarabiania pieniędzy niż misją głoszenia Ewangelii.
Od chwili powrotu religii do szkół w 1990 roku mówiłem, że posunięcie to jest duszpasterskim błędem i wcześniej czy później będziemy go żałować. Nie twierdzę, że w ciągu mienionych 20 lat wysiłek wielu księży i katechetów nie przyniósł wielu dobrych owoców, ale podejrzewam (nigdy tego nie będę w stanie z oczywistych racji udowodnić), że nie mniejsze owoce przyniósłby, gdyby katechizowali w przykościelnych salkach. Dlaczego zawsze byłem przeciwnikiem szkolnego katechizowania? Ponieważ obawiałem się, że dzieciom i młodzieży religia będzie coraz bardziej kojarzyć się ze szkołą, a nie z Kościołem, ze szkolnym przedmiotem, a nie z wyznawaną wiarą. To co obserwuję wokół siebie, potwierdza moje najgorsze obawy. Muszę jednak przyznać, że nie przewidziałem innej konsekwencji szkolnej katechezy. Otóż syndrom zeświecczenia, może dotknąć nie tylko uczniów, ale również katechetów, nie wykluczając księży. I oni mogą potraktować katechezę w szkole jak każdą inną pracę i bardziej kojarzyć ją z kodeksem pracy i etatową formą zarabiania pieniędzy niż misją głoszenia Ewangelii. Aby się o tym przekonać odsyłam do dzisiejszego wydania „Rzeczpospolitej”, która opisuje proces hiszpańskiej katechetki Resurrección Galery, której biskup odmówił misji kanonicznej po tym, jak związała się ślubem cywilnym z rozwodnikiem. Sąd nakazał przywrócenie jej do pracy: „Argumenty natury religijnej – stwierdził Trybunał – nie mogą przeważyć nad prawem każdego Hiszpana do swobodnego wyboru stanu cywilnego i osoby, z którą chce się związać. Ślub cywilny z rozwodnikiem nie umniejszył wiedzy teologicznej katechetki ani jej kompetencji pedagogicznych – uznali sędziowie”. Na gruncie prawa państwowego nie sposób odmówić sądowi racji. Przy okazji wyszło, że w Hiszpanii wielu katechetów chce, by traktować ich jak zwyczajnych nauczycieli. Oczekuje tego nawet „nauczający religii ksiądz José Antonio F., zwolniony po tym, jak się okazało, że żyje z kobietą i ma pięcioro dzieci”. Podobne historie słyszałem od naszych braci pracujących w Niemczech. Poczekajmy jeszcze chwilę, a będziemy słyszeć i czytać o podobnych sprawach w Polsce. Jest to nieunikniona konsekwencja „dobrodziejstwa” powrotu religii na łono państwowej machiny edukacyjnej.
« powrót
19 komentarzy
-
2011-11-29
drachmaproject
Katecheza w szkole
Wiecej wiary ojcze w dzieło Boże. Katecheza w szkole oparta jest o umowę o etat z Jezusem, którą... » -
2011-06-01
Aiks
Re: Re: Re: Re: Też się dziwię...
Pokochać dziecko takim,jakie jest nawet wtedy,gdy nie spełnia w całości naszych oczekiwań.Wtedy... » -
2011-05-31
kajak
Re: Re: Re: Też się dziwię...
Znajdują się jednak. Takie szczegóły i inne. Ta trója pewnie nie była za to, dziecko zresztą... »
Stwierdzenie, że media różnią się w ocenie faktów wcale mnie nie dziwi. To, że różnią się w relacjonowaniu samych faktów też mnie nie zaskakuje. Jednak gdy przeczytałem, że tam gdzie jeden dziennikarz widział trzy tysiące osób, inny doliczył się ich 300 tysięcy trochę mnie zdumiał. Różnią się w szacunkach 100 razy!
Widocznie w Wydawnictwie Literackim pracują zatwardziali humaniści, którzy do trzech nie potrafią zliczyć, skoro w reklamie książki ojca Joachima Badeniego „Stąd do nieba. Ostatnie przesłanie. Rozmowy z Arturem Sporniakiem i Janem Strzałką” zamieszczonym na stronie internetowej Wydawnictwa podają jednocześnie, że nasz czcigodny współbrat zmarł w 2010 roku, a książka wydana w bieżącym roku ukazuje się w pierwszą rocznicę jego śmierci. Jednym słowem pierwsza rocznica w drugą rocznicę. Podejrzewam, że ojciec Joachim uśmiecha się wyrozumiale w niebie i zaciera z zadowoleniem ręce. A tak przy okazji polecam książkę.
... więcej »Przerażenie ogarnia mnie na myśl, ile energii, sił, czasu, uwagi idzie na sprostanie wymogom eklezjalnej biurokracji. Kwitki, zaświadczenia, świadectwa, formularze, metryki, protokoły, stempelki, odpisy, podpisy… Co to ma wspólnego z nakazem Jezusa, by iść i głosić Ewangelię?
... więcej »

















