Nadziwić się nie mogę
Paweł Kozacki OP
Nadzieja na czas odpowiedni
Wszystkim, którzy żyją w poczuciu zmarnowanego czasu oraz tym, którzy nie mają nadziei na poprawę swego losu polecam Chaszcze Jana Grzegorczyka.
W sobotę dopadło mnie jesienne przesilenie. Głowa, gardło, kaszel... Dziś czyli w środę miałem jechać do Warszawy, do telewizji, więc na klasztornym grafiku nie miałem żadnych zajęć. Odwołali jednak nagranie, więc postanowiłem wygrzać się w łóżku i nadrobić kilka zaległości. Jakiś czas temu, kończąc książkę Jana Grzegorczyka Chaszcze zanotowałem na kartce kilka zdań, mając zamiar wstukać je na blogu. Gdy dziś spojrzałem na stronę, przeraziłem się. Ostatni wpis zrobiłem blisko miesiąc temu! Kiedy minął ten czas? Co ja takiego robiłem, że nie zauważyłem, kiedy minął miesiąc? Z pytaniami tymi zostaję sam, ale natychmiast przenoszę wrażenia z lektury Grzegorczyka.
Nowa powieść Jasia nie traktuje tym razem o żadnym Groserze, żadnym księdzu ani nawet o beatyfikowanym czy kanonizowanym osobniku, ale o facecie, który dobijając pięćdziesiątki zaczyna nowe życie. Stanisław Madej po śmierci matki zostaje wybity z dotychczasowych kolein swojego życia: przekracza swoje ograniczenia, strachy, kompleksy, odkrywa w sobie nowe pokłady energii, z inwencją podejmuje wyzwania, które wcześniej były poza jego zasięgiem.
Pod wpływem lektury Jasia zacząłem przypominać sobie rówieśników grzegorczykowego bohatera, którzy podobnie jak on przemeblowali swoje życie w wieku, że tak powiem, dojrzałym.
Będąc kiedyś w Paryżu spotkałem dominikanina dobiegającego osiemdziesiątki. Paweł Krupa, który mieszkał z nim w klasztorze opowiadał, że nasz współbrat mając koło pięćdziesiątki skończył kadencję prowincjała. Po zastanowieniu, co dalej robić w życiu, zdecydował się na studia prawnicze, a po ich ukończeniu rozpoczął praktykę adwokacką, podejmując się obrony i reprezentowania ludzi ubogich, którzy w żadnym wypadku nie mogliby sobie pozwolić na prawnika. Kiedyś zdarzył się nawet, że reprezentował przed sądem Pawła, gdy ten przez nieuwagę wszedł w konflikt z prawem. (Dla jasności napiszę, że chodziło o jakieś przewinienie drogowe). Zaczął nowe studia po pięćdziesiątce – byłem pełen podziwu.
Przykładem z polskiego podwórka jest dla mnie ostatnio znajoma, która od kilku lat wyraźnie przyspiesza. Kobiety tej raczej do tej pory nie kojarzyłem z wielką inwencją. Raczej poruszała się – podobnie jak bohater Grzegorczyka – wydeptanymi ścieżkami. Dziać się zaczęło, gdy prywatny przedsiębiorca stał się właścicielem kamienicy, w której moja znajoma mieszkała i stało się jasne, że zamierza drastycznie podnieść czynsz, by eksmitować lokatorów. Kobieta nie czekała aż znajdzie się na bruku, tylko wzięła kredyt i zamieszkała w nowym, przytulnym mieszkanku. Potem pani po pięćdziesiątce zmieniła pracę, zdecydowała się na zrobienie prawa jazdy i dziś śmiga po Poznaniu swoim autem. Od czasu do czasu przychodziła opowiadać o wyprawach, które podejmowała w różne strony świata, a ostatnio wpadła do mnie z wiadomością, że zakłada firmę. Bez kapitału, ale za to z pomysłem i wiarą, że stać ją na podjęcie ryzyka. Jak przypominam ją sobie sprzed kilku lat, statyczną i wiecznie zmęczoną, to wierzyć mi się nie chce, że to ta sama osoba.
Niestety, znam jednocześnie pięćdziesięciolatków, którzy żyją w poczuciu, że życie mają za sobą. Chodzą zgorzkniali i pełni pretensji do świata, że nie układa się on po ich myśli. Jeszcze żałośniej wyglądają ludzie dwudziesto-, trzydziestoparoletni, żyjący w poczuciu, że zmarnowali już tyle lat swojego życia, że na sensowne zadbanie o ciąg dalszy egzystencji jest już za późno. Zatem wszystkim, którzy żyją w poczuciu zmarnowanego czasu oraz tym, którzy nie mają nadziei na poprawę swego losu polecam nową książkę Grzegorczyka.
Swojego życia nie mam zamiaru radykalnie odnawiać, ani tym bardziej przyspieszać. Wręcz przeciwnie, szukam sposobu, żeby wyhamować jego pęd, żeby znajdować odpowiedni czas dla Boga i ludzi, na książki i obrazy…
« powrót
15 komentarzy
-
2010-01-07
babcia
smierc Małgosi
Boże,jakie kruche jest życie ludzkie/wbrew pozorom/jak bardzo powinniśmy dziękować Bogu za ten... » -
2009-12-23
bober
"Szczęśliwe wariactwo. Medytacje biblijne" Paweł Kozacki OP
Autorowi nie wypada, anonimowy internauta może polecić:)tymbardziej, że obecnie w czasie... » -
2009-12-14
uczeń
Ocena:



Re: A ja mam 58 lat i rok temu zaczęłam ''karierę// nauczycielki. Obecnie jestem na stażu, dużo się uc...
Gratuluję!!! Życzę siły, wytrwałości i wiary w chwilach takich , w których być może mogą się... »
Przeczytałem przed chwilą w Internecie „Słowo pasterskie Metropolity Krakowskiego na Adwent 2011, Kościół naszym domem” i nadziwić się nie mogę, bo przypomniałem sobie głośne doniesienia medialne dotyczące listy słów zakazanych. Przeczytałem list jeszcze raz, tym razem w wersji drukowanej i rozesłanej do parafii, i znowu nic nie znalazłem.
... więcej »Przeczytałem dziś homilię Benedykta XVI wygłoszoną na krakowskich Błoniach 28 maja 2006 roku, w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Chciałem ją sobie przypomnieć, pamiętając jak pozytywne wrażenie zrobiła na mnie w chwili wygłoszenia, ale nie pamiętając dokładnie jej treści. Lektura pierwszej części homilii odświeżyła pozytywne reakcje sprzed pięciu lat, jednak po przeczytaniu końcowego fragmentu zrobiło mi się smutno. Nie będę pisał dlaczego. Przeczytajcie i sprawdźcie swoją reakcję. Może jestem odosobniony:
Syndrom zeświecczenia szkolnej katechezy, może dotknąć nie tylko uczniów, ale również katechetów, nie wykluczając księży. I oni mogą potraktować religię w szkole jak każdą inną pracę i bardziej kojarzyć ją z kodeksem pracy i etatową formą zarabiania pieniędzy niż misją głoszenia Ewangelii.
... więcej »Końcówka kazania Gabriela na dzisiejszej mszy św. konwenckiej (cytuję z pamięci): „Dziś jest niedziela Dobrego Pasterza, a więc tradycyjnie dzień modlitw o nowe powołania kapłańskie. A ja bym w związku z tym dniem chciał zrobić rachunek sumienia i zastanowić się, czy my, kapłani, jesteśmy dobrymi pasterzami. Czy potrafimy być tak bezinteresowni, tak troszczący się o owce, tak dający się całkowicie jak Bóg. I muszę stwierdzić, że często nie jesteśmy, że szukamy siebie, swojego interesu, swojej korzyści. W związku z tym chciałbym Was prosić o wybaczenie wszystkich naszych grzechów i niedoskonałości. I jednocześnie prosić, byście za nas się modlili, byśmy byli dobrymi pasterzami”.
Wczoraj pisałem o obowiązku nadziei, dlatego dziś, w z radością przeczytałem w brewiarzu fragment Listu apostolskiego papieża Piusa XII „Do Prymasa i Biskupów Polski w 700-lecie kanonizacji św. Stanisława”, napisanego w 1953 roku, czyli w czasach stalinowskich.
... więcej »
















