Nadziwić się nie mogę
Paweł Kozacki OP
Poród ekstremalny
Spotkałem się dzisiaj z Jeremim Dominikiem, bardzo spokojnym młodzieńcem, którego ochrzciłem w dzień św. Szczepana. Wysłuchałem wtedy opowiadania jego mamy, która urodziła syna w domu, bowiem nie zdążyła do szpitala.
A było to tak. Dorota dwukrotnie była w szpitalu, gdyż wydawało się, że zaczyna rodzić. Niestety, dwukrotnie wróciła do domu bez swego syna, bo czas rozwiązania jeszcze nie nadszedł. „Trzeci raz nie dam się nabrać!” – pomyślała po dwukrotnym falstarcie. Jak pomyślała tak zrobiła, i gdy pewnego pięknego dnia nad ranem poczuła bóle, pomyślała, że to jelita. Po półtorej godzinie stwierdziła jednak, że to jednak nie przewód pokarmowy jest przyczyną bólów brzucha i zmobilizowała swojego męża, by zatroszczył się o przyjazd mamy Doroty, która miała zająć się starszym rodzeństwem Jeremiego oraz zmobilizowała go do poczynienia niezbędnych przygotowań przed wyjazdem do szpitala. Jeszcze się nie spiesząc zeszła z pierwszego piętra ich domu na parter i tam dopadły ją skurcze parte. „Czarek, ja już nigdzie nie jadę!”. Cezary trochę się przestraszył, ale próbował zachować zimną krew. Zawiadomił pogotowie. Przyjechało dwóch ratowników medycznych, którzy chcieli Dorotę położyć na noszach i zawieźć do szpitala. Dorota ponownie stwierdziła, że nigdzie nie jedzie gdyż poród już postępuje. Gdy uznała, że nikt specjalnie w tak „naturalnym porodzie” jej nie wesprze, poprosiła męża o książkę na temat porodów, by w 40-sekundowych przerwach pomiędzy skurczami przygotować się do ostatniej fazy. Przy tej okazji wywiązała się dyskusja między ratownikami, a Dorotą. Ci pierwsi chcieli, by – skoro już zamierza rodzić w domu – położyła się na plecach. Dorota przekonywała obu panów, że nie będzie rodzić na leżąco, bo chce, by wspomogła ją siła grawitacji. W związku ze zdecydowaną postawą rodzącej, panowie poprosili Czarka o książkę o porodzie, którą przed chwilą studiowała Dorota i sami zaczęli się szybko dokształcać. Ostatecznie wezwali jednak drugą karetkę, która przywiozła położną z prawdziwego zdarzenia. Pani zarządziła niezbędne działania i pomogła Dorocie urodzić syna. Jak dla mnie, był to poród ekstremalny, choć rodzice Jeremiego, nazywają go porodem naturalnym.
Po takich doświadczeniach Jeremi jest nad wyraz spokojnym człowiekiem. Dziś potrafił trzy godziny spać, pomimo, że przewalały się nad nim tłumy dorosłych, a wokół wózka biegały tabuny dzieciaków. „Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze, / Ten młody zdusi Centaury”. Kto się urodził w ekstremalnych warunkach, ten ekstrema uważa za normę. Zresztą mama chłopaka gdy wspomina tamte chwile to buzia jej się śmieje: „Tak było fajnie” – mówi.
« powrót
7 komentarzy
-
2010-02-17
a
Nadziwić się nie mogę...
Ekstremalny to jest poród w szpitalu » -
2010-01-23
Monika
->N.
N. wskaż te błędy w gramatyce i składni a będę bardzo szczęśliwa:) » -
2010-01-22
N.
Re: Ja to się dopiero nadziwić nie mogę
Każdego człowieka intrygują różne zjawiska i zdarzenia. Droga Moniko, jeśli Ciebie to, o czym... »
Przeczytałem przed chwilą w Internecie „Słowo pasterskie Metropolity Krakowskiego na Adwent 2011, Kościół naszym domem” i nadziwić się nie mogę, bo przypomniałem sobie głośne doniesienia medialne dotyczące listy słów zakazanych. Przeczytałem list jeszcze raz, tym razem w wersji drukowanej i rozesłanej do parafii, i znowu nic nie znalazłem.
... więcej »Przeczytałem dziś homilię Benedykta XVI wygłoszoną na krakowskich Błoniach 28 maja 2006 roku, w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Chciałem ją sobie przypomnieć, pamiętając jak pozytywne wrażenie zrobiła na mnie w chwili wygłoszenia, ale nie pamiętając dokładnie jej treści. Lektura pierwszej części homilii odświeżyła pozytywne reakcje sprzed pięciu lat, jednak po przeczytaniu końcowego fragmentu zrobiło mi się smutno. Nie będę pisał dlaczego. Przeczytajcie i sprawdźcie swoją reakcję. Może jestem odosobniony:
Syndrom zeświecczenia szkolnej katechezy, może dotknąć nie tylko uczniów, ale również katechetów, nie wykluczając księży. I oni mogą potraktować religię w szkole jak każdą inną pracę i bardziej kojarzyć ją z kodeksem pracy i etatową formą zarabiania pieniędzy niż misją głoszenia Ewangelii.
... więcej »Końcówka kazania Gabriela na dzisiejszej mszy św. konwenckiej (cytuję z pamięci): „Dziś jest niedziela Dobrego Pasterza, a więc tradycyjnie dzień modlitw o nowe powołania kapłańskie. A ja bym w związku z tym dniem chciał zrobić rachunek sumienia i zastanowić się, czy my, kapłani, jesteśmy dobrymi pasterzami. Czy potrafimy być tak bezinteresowni, tak troszczący się o owce, tak dający się całkowicie jak Bóg. I muszę stwierdzić, że często nie jesteśmy, że szukamy siebie, swojego interesu, swojej korzyści. W związku z tym chciałbym Was prosić o wybaczenie wszystkich naszych grzechów i niedoskonałości. I jednocześnie prosić, byście za nas się modlili, byśmy byli dobrymi pasterzami”.
Wczoraj pisałem o obowiązku nadziei, dlatego dziś, w z radością przeczytałem w brewiarzu fragment Listu apostolskiego papieża Piusa XII „Do Prymasa i Biskupów Polski w 700-lecie kanonizacji św. Stanisława”, napisanego w 1953 roku, czyli w czasach stalinowskich.
... więcej »


















