Nadziwić się nie mogę
Paweł Kozacki OP
Prof. Skubiszewski o dominikanach
Kilka dni temu zadzwonił do mnie dziekan Wydziału Prawa i Administracji UAM profesor Tomasz Sokołowski i poprosił o odprawienie mszy św. za zmarłego kilka dni temu śp. prof. Krzysztofa Skubiszewskiego. Jednocześnie dostarczył stenogram przemówienie Profesora, wygłoszonego na uroczystości odnowienia Jego doktoratu 10 grudnia 2004 roku. W tekście znalazłem fragment, w którym prof. Skubiszewski wspomina poznańskich dominikanów.
„(…) Wydział Prawa pozbawiony był „dachu nad głową”. I tego „dachu nad głową” w roku 1945 udzielił mu kościół katolicki. Konkretnie zakon Ojców Dominikanów, we właśnie postawionym, jeszcze nie otynkowanym [budynku] wzdłuż ulicy Libelta. Wejście do niego jest od ulicy Kościuszki. I Tam Dominikanie, mimo że sami nie mieli za wiele lokalów oddali nam dwa długie piętra. Tam właśnie był początek mojej egzystencji na Wydziale, co prowadzi mnie do wskazania, że pomoc Ojców Dominikanów dla społeczności akademickiej, prawniczej, czy w ogóle, nie ograniczała się tylko do pomocy lokalowej. W Poznaniu powstał bardzo silny duszpasterski ośrodek dominikański, zaprojektowany jeszcze za czasów księdza kardynała Augusta Hlonda, powierzony Dominikanom, stąd kościół i klasztor w środku miasta. Później oczywiście takiej parceli nigdy by nie otrzymali w tym miejscu. I ten ośrodek już wtenczas działał. Duchem działającym, wspierającym i współtworzącym ten ośrodek były także osoby świeckie, w szczególności profesor Stanisław Kasznica, rektor Uniwersytetu Poznańskiego, chyba przez dwa lata akademickie, to było dosyć wyjątkowe, a nie przez jeden jak wówczas i profesor Zygmunt Lisowski. Byli tam też inni profesorowie. Ograniczone to wszystko zostało w czasach stalinowskich, a nawet po części prześladowane. Potem było też przejściowe odrodzenie i duszpasterstwo rozkwitało, kierując się zwłaszcza na młodzież akademicką. Ale my, starsi, tam pozostaliśmy. Co roku odbywały się tak zwane rekolekcje profesorskie, które nie były tylko profesorskimi, bo dopuszczano nas, nie-profesorów, także.
W tych latach, o których mówię, lata czterdzieste, Dominikanie powołali do życia niezwykle sprawną, dobrze działającą, energiczną organizację studencką, otwartą dla wszystkich, pod nazwą Caritas Academica. Miała ona na celu, jak wskazuje nazwa, świadczyć pomoc materialną, ale była też pomoc duchowa, były też dyskusje. To był pierwszy rok powojenny. Proszę pamiętać, że ci wszyscy studenci, większość z nich, nigdy nie miała żadnych wakacji i to organizowali dominikanie bardzo dobrze w swoich ośrodkach, na przykład w Karpaczu. Kiedyś ja tam raz byłem zastępcą kierownika kursu i wielu innych kolegów. To była bardzo dobra akcja. Oczywiście zwróciła ona uwagę Służby Bezpieczeństwa. Był nawet proces Caritas Academica, niektóre osoby poszły do więzienia. Organizację zniszczono, tak jak wiele w tamtych czasach dobrych instytucji. (…)”
stenogram sporządził dr Aleksander Kosicki
« powrót
7 komentarzy
-
2010-03-30
Biedronka
No, czepiają się Biedronki...deszcz i słonko to tęcza jest...ech, życie ;) Takie nieprzewidywalne w ...
No, czepiają się Biedronki...deszcz i słonko to tęcza jest...ech, życie ;) Takie nieprzewidywalne... » -
2010-03-26
poznańska owca
Re: Re: I ja też nadziwić się nie mogę i też w drodze :)...
nie ciesz się skoro inni płaczą :((((( » -
2010-03-21
Aga
Re: I ja też nadziwić się nie mogę i też w drodze :)...
Ojcze, witamy w Krakowie :-)))))) »
Stwierdzenie, że media różnią się w ocenie faktów wcale mnie nie dziwi. To, że różnią się w relacjonowaniu samych faktów też mnie nie zaskakuje. Jednak gdy przeczytałem, że tam gdzie jeden dziennikarz widział trzy tysiące osób, inny doliczył się ich 300 tysięcy trochę mnie zdumiał. Różnią się w szacunkach 100 razy!
Widocznie w Wydawnictwie Literackim pracują zatwardziali humaniści, którzy do trzech nie potrafią zliczyć, skoro w reklamie książki ojca Joachima Badeniego „Stąd do nieba. Ostatnie przesłanie. Rozmowy z Arturem Sporniakiem i Janem Strzałką” zamieszczonym na stronie internetowej Wydawnictwa podają jednocześnie, że nasz czcigodny współbrat zmarł w 2010 roku, a książka wydana w bieżącym roku ukazuje się w pierwszą rocznicę jego śmierci. Jednym słowem pierwsza rocznica w drugą rocznicę. Podejrzewam, że ojciec Joachim uśmiecha się wyrozumiale w niebie i zaciera z zadowoleniem ręce. A tak przy okazji polecam książkę.
... więcej »Przerażenie ogarnia mnie na myśl, ile energii, sił, czasu, uwagi idzie na sprostanie wymogom eklezjalnej biurokracji. Kwitki, zaświadczenia, świadectwa, formularze, metryki, protokoły, stempelki, odpisy, podpisy… Co to ma wspólnego z nakazem Jezusa, by iść i głosić Ewangelię?
... więcej »

















