Nadziwić się nie mogę
Paweł Kozacki OP
Zmiana spojrzenia
Jeśli na siebie i na innych zjadaczy chleba nie popatrzymy jako na zaproszonych do życia według wysokiej miary, to wcale się nie zdziwię, gdy 1 maja 2011 roku stanie się kolejnym narodowo-katolickim i sentymentalno-medialnym spektaklem, który poprowadzi na jałowe manowce wzruszeń.
Czytam teksty biblijne na dzisiejszą niedzielę. Wyobrażam sobie Jana Chrzciciela. Rozpoznał swoje powołanie: ma zapowiadać Mesjasza, przygotować Jego przyjście. Tylko że Jan zwiastując, sam czekał na Zapowiedzianego. Nie znał Go, nie wiedział kto to jest, ale trzymał się obietnicy, że ujrzy Ducha Świętego zstępującego na Wybrańca. Nad Jordanem zobaczył swojego kuzyna z Nazaretu, Jeszuę, syna wujka Józka i ciotki Maryśki. Zapewne kilka razy się spotkali przy okazji którejś pielgrzymki do Jerozolimy albo jakiejś rodzinnej uroczystości. Gdy Chrzciciel zobaczył nad Jezusem Ducha w postaci gołębicy, zmienił swoje patrzenie na krewniaka i zaświadczył: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Dla nas to oczywiste - zero zaskoczenia - bo od dziecka wiemy, że Jan poprzedzał Jezusa. Ale syn Zachariasza i Elżbiety musiał się nieźle zdziwić, gdy kuzyn okazał się Synem Bożym, krewniak – Mesjaszem, Jeszua – Zbawicielem świata.
Podobną przemiana spojrzenia jest potrzebna ciągle każdemu chrześcijaninowi. Gdy Apostoł Paweł pisze do „tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości” niewielu czuje się adresatami tych słów. Tymczasem Słowo Boże mówi do ochrzczonych mniej więcej tak: „To zbyt mało, że jesteś chrześcijaninem, że się modlisz, chodzisz do kościoła i starasz się być dobrym człowiekiem. Powołany jesteś do tego by być światłością świata”. Możesz być świadomy swoich grzechów i niedoskonałości, możesz znać wady swoich krewnych, przyjaciół i znajomych z kościelnej ławki, ale musisz sobie nieustannie przypominać, że „wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałości miłości”. To wcale nie znaczy życia bez grzechów i wad, ale życie przeniknięte pragnieniem, by Jezus stawał się najważniejszą osobą.
W tym tygodniu poznaliśmy datę beatyfikacji Jana Pawła II. Papież który beatyfikował i kanonizował więcej ludzi, niż wszyscy papieże przed nim razem wzięci, sam zostanie wyniesiony na ołtarze. Przez liczne kanonizacje Jan Paweł chciał pokazać Kościołowi, że świętości „nie należy mylnie pojmować (…) jako swego rodzaju wizji życia nadzwyczajnego, dostępnego jedynie wybranym «geniuszom» świętości”, ale zwyczajną drogą każdego ochrzczonego. Beatyfikacja Karola Wojtyły jest kolejnym zaproszeniem do tego, by poczuć się adresatem powołania do przyjaźni z Jezusem Chrystusem i chętniejszego korzystania z Jego miłosierdzia. Jeśli przynajmniej w niektórych z nas nie dokona się zmiana spojrzenia, jeśli na siebie i na innych zjadaczy chleba nie popatrzymy jako na zaproszonych do życia według wysokiej miary, to wcale się nie zdziwię, gdy 1 maja 2011 roku stanie się kolejnym narodowo-katolickim i sentymentalno-medialnym spektaklem, który poprowadzi na jałowe manowce wzruszeń.
Zatem nawrócenie, metanoia, zmiana spojrzenia, o której dziś mówi Słowo, polegała na tym, by w zwykłych ludziach, w sobie i w innych, zobaczyć kandydatów do świętości. I jeszcze uwierzyć, że nie jest to pobożna paplanina, tylko życiowa szansa.
« powrót
5 komentarzy
-
2011-01-20
Viking
Ocena:



Dziękuję! :)...
Dziękuję! :) » -
2011-01-18
DR
"Te jałowe manowce wzruszeń", to taka nasza narodowa specjalność, ale może tym razem się uda jedn...
"Te jałowe manowce wzruszeń", to taka nasza narodowa specjalność, ale może tym razem się uda... » -
2011-01-17
patrick11
Niestety wielu ludzi traktuje tę szansę jako abstrakcję...
Szkoda, że tak często spotykamy się z ludźmi, którzy swoje życie oddzielają od wiary i Kościoła.... »
Stwierdzenie, że media różnią się w ocenie faktów wcale mnie nie dziwi. To, że różnią się w relacjonowaniu samych faktów też mnie nie zaskakuje. Jednak gdy przeczytałem, że tam gdzie jeden dziennikarz widział trzy tysiące osób, inny doliczył się ich 300 tysięcy trochę mnie zdumiał. Różnią się w szacunkach 100 razy!
Widocznie w Wydawnictwie Literackim pracują zatwardziali humaniści, którzy do trzech nie potrafią zliczyć, skoro w reklamie książki ojca Joachima Badeniego „Stąd do nieba. Ostatnie przesłanie. Rozmowy z Arturem Sporniakiem i Janem Strzałką” zamieszczonym na stronie internetowej Wydawnictwa podają jednocześnie, że nasz czcigodny współbrat zmarł w 2010 roku, a książka wydana w bieżącym roku ukazuje się w pierwszą rocznicę jego śmierci. Jednym słowem pierwsza rocznica w drugą rocznicę. Podejrzewam, że ojciec Joachim uśmiecha się wyrozumiale w niebie i zaciera z zadowoleniem ręce. A tak przy okazji polecam książkę.
... więcej »Przerażenie ogarnia mnie na myśl, ile energii, sił, czasu, uwagi idzie na sprostanie wymogom eklezjalnej biurokracji. Kwitki, zaświadczenia, świadectwa, formularze, metryki, protokoły, stempelki, odpisy, podpisy… Co to ma wspólnego z nakazem Jezusa, by iść i głosić Ewangelię?
... więcej »
















