Rh+
Tomasz Gałuszka OP
Kim nie był św. Dominik
św. Dominik nigdy, a to nigdy nie był: inkwizytorem, założycielem średniowiecznej inkwizycji papieskiej, nie przewodził torturom, obrzędom auto-da-fé, polowaniu na czarownice i paleniu na stosie. I kropka.
Trzeba to w końcu powiedzieć – św. Dominik nigdy, a to nigdy nie był: inkwizytorem, założycielem średniowiecznej inkwizycji papieskiej, nie zasiadał w trybunale inkwizycyjnym jako przewodniczący czy choćby przygody obserwator, nie przewodził torturom, obrzędom auto-da-fé, polowaniu na czarownice i paleniu na stosie. To jednoznaczne i nieodwołalne wykluczenie naszego Ojca z tej działki historii Kościoła wynika nie tyle z moich skłonności apologetycznych, co kilku suchych faktów: Dominik nie był inkwizytorem biskupim; pierwsi inkwizytorzy papiescy (inquisitores hæreticæ pravitatis a sede apostolica deputati) zostali powołani przez papieża Grzegorza IX w 1231 r., czyli dziesięć lat po śmierci św. Dominika; procesy o czary pojawiły się po 1326 r., a auto-da-fé dopiero w XV wieku.
Kim był zatem ów niegodziwiec, który tak bezczelnie zafałszował historię i oczernił św. Dominika? Czy było to jakiś oświeceniowy ateista, mason, komunista, a może podstępny artysta np. taki Pedro Berruguete ze swoim sławnym obrazem „Św. Dominik przewodniczy deklaracji Auto-da-fé”? Odpowiedź jest zaskakująca, niestety brutalna i paradoksalna: winni są papież i sami bracia dominikanie.
Oczywiście sam Dominik nie tylko nie stronił od towarzystwa głównych podsądnych przyszłych procesów inkwizycyjnych, ale był z nimi ściśle związany. Heretycy bowiem go po prostu przemienili. Zdarli z niego skorupę ułożonego, pędzącego bezpieczny żywot kanonika kapituły z Osmy i wydobyli gorliwego, ubogiego kaznodzieję, który przemierzał wzdłuż i wszerz Langwedocję i Lombardię. Od 1206 r. Dominik miał tylko jeden cel – przyprowadzić heretyków na powrót do wspólnoty Kościoła. I jeden sposób – persuasio, czyli braterskie pouczenie, rozmowę, dyskusję. Dominik nigdy, co należy podkreślić, nie odwoływał się do stosowanej w trybunałach inkwizycji papieskiej innej metody „dialogu” z heretykami, mianowicie cœrtitio, czyli różnego rodzaju środków przymusu.
Trzeba jednak jasno powiedzieć, że św. Dominik, choć nie był bezwzględnym prześladowcą, nie był również tolerancyjnym i otwartym humanistą, postępujących zgodnie z zasadą: „Nie chcesz, to się nie nawracaj. W końcu piekło też jest dla ludzi”. Dominik był świadomy zarówno powagi grzechu herezji, jak i realnej możliwości utraty przez człowieka Nieba. Dlatego też akcja ratunkowa musiała być bezustanna i bezkompromisowa. Żadnej obojętności – w końcu chodziło o człowieka.
Jak ważni byli w życiu św. Dominika ludzie z obrzeży Kościoła, świadczy chyba najlepiej jego spuścizna pisarska. Nie znajdziemy w niej pobożnych poematów, dzienniczków duszy czy ćwiczeń duchowych. Są tylko trzy konkretne i mało hagiograficzne listy, z których dwa dokumentują antyheretycką działalność św. Dominika. W pierwszym z nich, wystawionym w 1208 r., św. Dominik na mocy uprawnień otrzymanych od papieskiego legata Arnolda z Citeaux, pojednał z Kościołem byłego heretyka Ponsa Rogera z Tréville. W drugim, już z 1215 r., Dominik wystawia rekomendacje innemu byłemu heretykowi Rajmundowi de Altaripa, co umożliwiło mu spokojne zamieszkanie w pewnej francuskiej wiosce. Generalnie sprawa heretyków leżała św. Dominikowi na sercu i niewątpliwie chciał on, by jego bracia kaznodzieje – o czy wspominałem już we wcześniejszym wpisie pt. Eksperci – problem herezji uczynili priorytetem swojej działalności duszpasterskiej.
I rzeczywiście bracia ochoczo podjęli zadanie wyznaczone przez ojca założyciela, choć w wersji nieco zmodyfikowanej. Bardzo szybko dominikowe persuasio zostało niebezpiecznie powiązane z kompletnie niedominikową cœrtitio. Co więcej, te dwie zupełnie odmienne metody postępowania wkrótce zostały ze sobą utożsamione. W konsekwencji również sam św. Dominik już po śmierci z kaznodziei (prædicator) przemienił się w prześladowcę heretyków (persecutor hæreticorum). Sprawcami tej transformacji byli najbliżsi współpracownicy i przyjaciele św. Dominika, czyli papież Grzegorz IX i pierwsze pokolenie dominikanów.
W lipcu 1234 r. miała miejsce kanonizacja św. Dominika, co zbiegło się z dwoma wydarzeniami: ustanowieniem dominikanów pierwszymi inkwizytorami i rozwojem trybunałów inkwizycyjnych. Zarówno dla papieża Grzegorza IX, jak i dla braci kaznodziejów św. Dominik był naturalnym kandydatem na patrona nowej instytucji – w końcu całe życie poświęcił zmaganiu się z herezją. I podobnie jak św. Izydor z Sewilli stał się patronem Internetu, a św. Bernard z Menthon patronem snowboardzistów, tak św. Dominik przez długie wieki miał być wzorem prawdziwego inkwizytora.
Z czasem nikt już nie docierał do prawdy, a wielkie autorytety Kościoła bez najmniejszego wahania opiewały chwałę świętego kaznodziei i inkwizytora Dominika, z czasem przypisując mu nawet założenie poprzedniczki Kongregacji Nauki Wiary. Kropkę nad „i” postawił nasz współbrat i chyba największy badacz dziejów zakonu dominikańskiego oraz bohater popularnej powieści Umberta Eco „Imię róży” – Bernard Gui. Rozpowszechnił on i utrwalił krążącą po dziś dzień opinię, którą znało każde średniowiecze dziecko, że „św. Dominik wielkim inkwizytorem był”.
Dominik jednak nigdy nie był: inkwizytorem, założycielem średniowiecznej inkwizycji papieskiej, nie zasiadał w trybunale inkwizycyjnym jako przewodniczący czy choćby przygody obserwator, nie przewodził torturom, obrzędom auto-da-fé, polowaniu na czarownice i paleniu na stosie. Dominik po prostu pracował z ludźmi i dla ludzi, z którymi nikt nie chciał i nie potrafił rozmawiać i żyć.
++ Minął właśnie pierwszy roczek tego historyczno-archeologiczno-kryminalnego bloga. Wszystkich Czytelników bratersko pozdrawiam.
« powrót
3 komentarze
-
2011-08-18
wektorek
Ocena:



Wielkie dzięki
Ojcze Tomaszu za ten i poprzedni wpis. Ten , bo nawiązuje do Twojego wykładu na DSW w... » -
2011-08-09
Riand
Ocena:



Bogu dzięki
Bogu dzięki, że przeczytałem ten wpis do bloga, gdyż do czasu jego przeczytania miałem takie oto... » -
2011-08-08
angelos
dojrzałe pomarańcze
No pewnie, że pomarańcze. Pasowały kolorem do jego rudych włosów. Zastanawiam się, skąd o tym... »
Joanna, choć fikcyjna, wciąż realnie uwodzi, podbija i omamia wyobraźnie.
Wobec takich kaznodziejów nasz dominikanin zaproponował dość oryginalne rozwiązanie – karę śmierci.
... więcej »Dominikanie, jako jedni z pierwszych, stworzyli profesjonalny podręcznik wychowania dzieci. Był on europejskim bestsellerem przez kilka stuleci.
... więcej »Mikołaj Kopernik używał swego pavimentum do oglądania nieba. Podobnie czynił św. Dominik.
... więcej »Piękny i prosty plan – z małym wyjątkiem: romantyczni spiskowcy nie wzięli pod uwagę istnienia papieskiej siatki wywiadowczej. Zamach na papieża został szybko wykryty.
















